Gram na Planszy

Władca Pierścieni: Konfrontacja – recenzja

Opublikowany:
Przez: Bartek Cieślak

Reiner Knizia to jeden z najbardziej cenionych i popularnych autorów gier planszowych na świecie. Władca Pierścieni to epicka trylogia osadzona w niezwykle bogatym świecie, mająca rzeszę fanów na całej kuli ziemskiej. Czy takie połączenie może się nie udać? Władca Pierścieni: Konfrontacja to ekskluzywne wydanie gry, której początki sięgają 2002 roku, ciepło przyjętej przez graczy. Tym razem postawiłem na recenzję w punktach, żeby bez wdawanie się w szczegóły mechaniki szybko przedstawić, co mi się w grze podobało, a co nie bardzo.

Plusy

Dla fanów Tolkiena już samo osadzenie gry w Śródziemiu jest ogromnym plusem i również dla mnie możliwość gry Legolasem czy Gandalfem jest zdecydowanie bardziej zachęcające niż gra jakimś tam elfem czy jakimś tam czarodziejem.

Każda postać ma swoje dwie wersje, dzięki czemu nie jesteśmy skazani ciągle na tą samą drużynę pierścienia lub hordę Saurona, na czym żywotność gry zdecydowanie zyskuje.

Konfrontacja-przygotowanie-gry-725x543

Umiejętności postaci oparte są w dużej mierze na wydarzeniach z trylogii, dlatego też taki Boromir stając do walki z siłami ciemności natychmiast zabija przeciwnika, samemu jednak przy tym ginąc. Saruman pokonuje Gandalfa, a Sam może stanąć w obronie Froda. Takich smaczków jest więcej i każdy wywołuje uśmiech satysfakcji u fanów Tolkiena.

Trzy „poziomy trudności”. Instrukcja sugeruje, by najpierw zagrać na najłatwiejszym poziomie, w którym korzystamy z podstawowych jednostek i nie używamy wszystkich kart. Kolejny poziom sugeruje grę drugą stroną jednostek, czyli ich wersjami alternatywnymi, a w niektórych przypadkach zupełnie innymi bohaterami, a „najtrudniejszy” jest tak zwany draft, w którym sami decydujemy, jakie jednostki wyznaczymy do walki.

Dużo kombinowania, strategii, niepewności, blefu… Kilka postaci posiada zdolność automatycznego niszczenia konkretnego przeciwnika, inne mogą robić unik do przodu, dzięki czemu zdobywają ważne pozycje na mapie. Możliwości jest naprawdę sporo, a wszystko potęguje niewiedza na temat jednostek rywala: te są zakryte i dopiero bezpośrednia konfrontacja dwóch pozwala zobaczyć, kto kryje się w danym obszarze mapy.

 

Dodatkowym urozmaiceniem gry są cztery karty opcjonalne dla każdej ze stron – dające niewielkie możliwości dodatkowe obu graczom. Są one oczywiście również zgodne z wydarzeniami w książkach, tak więc Drużyna Pierścienia może mieć do dyspozycji kartę Gandalf Biały, która wskrzesza Gandalfa, lub Cienistogrzywy, na którego grzbiecie postać ma dodatkowy ruch. Sauron natomiast może wykorzystać m.in. Palantir, dzięki któremu może ujawnić wszystkie postacie Drużyny Pierścienia w danym regionie lub może wezwać do Mordoru dowolną swoją postać z planszy.

Wszystko w grze oddaje klimat tolkienowskiej trylogii, co jest dużym plusem, ale…

Minusy

Wykonanie gry jest przyzwoite, natomiast zupełnie nie przekonały mnie grafiki na kartach postaci: wszystkie są podobne i moim zdaniem po prostu zaledwie przyzwoite. Szczególnie, jeśli popatrzymy na grafiki znajdujące się na kartach specjalnych, które aż kipią kolorami, klimatem i świetnym wykonaniem.

Grafika ma również wpływ na kolejny mankament, a mianowicie problemy ze zorientowaniem się kto jest kim na planszy i to nie tylko u przeciwnika, ale przede wszystkim we własnych szeregach. Sam pomysł ukrywania swoich jednostek przed rywalem jest dobry, ale niewielkie rozmiary kafelków, w których nasze jednostki poruszają się po mapie zmusiły grafików do przedstawienia na nich małego rysunku i liczby oznaczającej siłę – praktycznie za każdym razem musiałem przeglądać swoje karty, żeby zorientować się kim właściwie chcę się ruszyć.

Karty na ręku, które zagrywamy podczas walki (zawsze tylko jedną) są mało zróżnicowane i co prawda umożliwiają blefowanie i kombinowanie, ale mi ten system nie przypadł do gustu. Modyfikatory siły naszych postaci i niewielka ilość pozostałych efektów, które sprowadzają się do ucieczki lub anulowania działania karty rywala to dla mnie jednak za mało.

W podstawowym wariancie zdecydowana przewaga leży po stronie sił ciemności. Zostało to co prawda wyjaśnione tak, że w trylogii misja Drużyny Pierścienia była z góry skazana na porażkę ze względu na siły, z którymi bohaterowie mieli się zmierzyć, ale mnie takie wyjaśnienie nie przekonuje. Zalecana co prawda jest dwukrotna gra, każdy gracz każdą ze stron, i dopiero wtedy wyłoniony zostaje zwycięzca, ale gra stroną z góry skazaną na porażkę/zwycięstwo i jedynie walka o jak najniższy/najwyższy wymiar kary, żeby uciułać punkty jakoś nie nastawiła mnie optymistycznie do tego tytułu.

Konfrontacja-4-725x512

Podsumowanie

Władca Pierścieni: Konfrontacja to dobra gra dla fanów Tolkiena szukających dwuosobowej rozgrywki, w której liczy się głównie planowanie, strategiczne myślenie z dużą dozą blefu. Rozgrywka jest szybka, chociaż mało dynamiczna. Cały czas miałem wrażenie, że gram w szachy w klimatach fantasy i dodatkowymi umiejętnościami figur. Bardziej dla maniaków, niż zwykłych graczy.

PODSTAWOWE INFORMACJE

  • Autor: Reiner Knizia
  • Wydawnictwo: Galakta
  • Liczba graczy: 2
  • Czas gry: 30 minut