Gram na Planszy

Mamma mia! – recenzja

Opublikowany:
Przez: Magdalena Cieślak
„Mamma mia!” krzyknął szef kuchni i chwilę później pięcioro graczy siedziało przy stole i… grało w smakowitą karciankę z pizzą w tle.
Ale zacznijmy od początku… Grę zrobił Uwe Rosenberg, autor bardzo znanych i świetnych, ale również niezwykle skomplikowanych gier, jak Agricola czy Le Havre. Pamiętać jednak należy, że autor tak dużych pozycji zaczynał od gier mieszczących się w kieszeni spodni: najpierw Fasolki, potem Mamma Mia, w którą miałam przyjemność zagrać. Jest to ciekawa, lekka i przyjemna gra, taki „odstresowywacz”, czy też niewielki przerywnik między poważnymi tytułami.

Co w pudełku?

SONY DSC

W pudełku znajdziemy stos składników – ananasów, oliwek, salami, pieczarek i papryki oraz 5 zestawów kart zamówień, które trzeba będzie zrealizować. Każde zamówienie ma narysowaną pizzę oraz składniki potrzebne do jej zrobienia. Gracze wkładają do pieca wybrane karty, a kiedy ten będzie już pękał w szwach nastąpi sprawdzenie, ile zamówień udało się skompletować. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że to nie ma sensu, ale dwie minuty później wszystko jest już jasne.

Rozgrywka

SONY DSC

Każdy gracz otrzymuje swój zestaw kart, tak zwanego „kelnera”, który trzyma zakryte zamówienia do realizacji. Następnie wszyscy zabierają z głównego stosu po sześć kart składników oraz jedno zamówienie od swojego „kelnera”. I dopiero teraz rozpoczyna się prawdziwa gra: każdy z graczy kładzie na stół dowolną ilość składników tego samego rodzaju, mówiąc co i ile położył (to ważne dla innych, bo muszą zapamiętać jak najwięcej szczegółów, żeby mieć pewność, że nie zabraknie dla nich składników). Po każdym ruchu gracz dociąga tyle kart, by na ręku mieć ich 7 (mogą to być albo karty składników ze stosu, albo od „kelnera”, w dowolnej konfiguracji). Kładąc karty składników, gracz może od razu położyć również kartę z zamówieniem, jeżeli jest pewny, że poniżej znajduje się wystarczająca ilość składników do jego realizacji.

Następnie swoje składniki i (ewentualnie) zamówienia kładą kolejni gracze. Ta część kończy się dopiero w momencie, kiedy nie będzie już kart do dobierania. Wówczas gracz, który trafił na „mistrza kuchni” zbiera wszystkie ułożone karty i wykłada je odkryte na stole, według składników na nich się znajdujących, tak, by dokładnie była widoczna ilość składników w piecu. Wykłada je tak długo, aż pojawi się zamówienie. I właśnie w tym momencie pojawia się definiujący grę element: kiedy pojawi się zamówienie, gracz kładzie je przed sobą i kompletuje składniki na pizzę jedynie z wyłożonych do tej pory kart. Jeżeli ilość składników jest wystarczająca, pizza zostaje upieczona, składniki znikają, a gracz, któremu udało się ją zrobić, zabiera ją do swojego stosu zrealizowanych zamówień – w przeciwnym wypadku karta wraca do ręki właściciela. Karty są rozkładane dalej, aż do ostatniej. Wszystkie zrealizowane zamówienia idą do odpowiednich graczy i zostaną podliczone pod koniec rozgrywki, niezrealizowane wracają do „kelnera”, a niewykorzystane składniki będą tworzyły nowy piec. Warto jeszcze zaznaczyć, że w trakcie wypiekania pizzy gracze brakujące składniki mogą dołożyć z ręki, co daje możliwości planowania i nawet specjalnego zostawiania konkretnych składników.

I tak kończy się tura pierwsza z trzech. Każda kolejna jest dokładnie taka sama. Grę wygrywa osoba, która pod koniec rozgrywki posiada najwięcej skompletowanych zamówień, lub która jako pierwsza zrealizowała wszystkie swoje zamówienia (wówczas gra jest automatycznie przerywana).

Podsumowanie

Osobiście polecam Mamma mię, ponieważ jest to świetna gra pamięciowa, bowiem właśnie od zapamiętywania położonych przez innych graczy składników zależy, czy dana osoba wygra, czy położy zamówienie na stosie zbyt małej ilości składników. W tym miejscu warto również wspomnieć, że w 2000 roku gra otrzymała tytuł Best Memory Game (najlepszej gry pamięciowej) nadawany przez GAMES MAGAZINE. Poza tym, jest to gra łatwa, lekka, przyjemna, kolorowa i niewielka, dzięki czemu można ją zabrać ze sobą zawsze i wszędzie. Minusem jest to, że po godzinie może się znudzić. Chociaż czy to minus? W końcu nikt nikomu nie każe grać w nią przez 3 godziny pod rząd. Najlepiej traktować ją jako przerywnik, „odmóżdżenie się” i relaks przed, po lub pomiędzy dużą, bardziej ambitną grą.

Podstawowe informacje

  • Autor: Uwe Rosenberg
  • Wydawnictwo: G3
  • Wiek: 10+
  • Liczba graczy: 2-5
  • Czas gry: 30 minut

Plusy

  • proste zasady
  • mały rozmiar
  • dobra „pamięciówka”
  • fajny przerywnik między cięższymi tytułami
  • jedna gra to za mało

Minusy

  • więcej niż trzy gry to za dużo
  • małe zróżnicowanie zamówień?