Gram na Planszy

Bumerang – recenzja

Opublikowany:
Przez: Magdalena Cieślak

Rzucić czy zabrać… oto jest pytanie… Oczywiście mowa tutaj o bumerangach, bowiem to właśnie one w dużej mierze decydują o powodzeniu gracza lub jego porażce.

SONY DSC

Ale zacznijmy od początku. „Bumerang” wydawnictwa Granna, to gra dla 3 do 5 graczy, w wieku od 8 lat, a czas rozgrywki to około 30 minut.

Pomysł budzi na początku spore kontrowersje i dziwne miny znajomych, których chce się nauczyć zasad, ale już po kilku minutach gry wszyscy łapią bakcyla i grają śmiejąc się, przekrzykując i wygłupiając :)

Na pierwszy rzut oka gra wydaje się co najmniej dziwna – nijakie i zupełnie nieciekawe pudełko, dziwne komponenty (oprócz klasycznych kart i żetonów, mamy też do dyspozycji 60 miniaturowych bumerangów oraz sznurek), mało kolorowe grafiki, zwierzęta na kartach są dość prymitywne i bardziej umowne niż prawdziwe.

Ale, o dziwo, już po kilku chwilach wszystkie minusy po prostu przestają być istotne lub znikają. I tak pudełko przecież nie ma znaczenia, bo odsuwa się je na bok, bumerangi i sznurek okazują się kluczowe i do tego dające wiele radości podczas rozgrywki, natomiast grafiki idealnie pasują do charakteru gry, bowiem rzecz dzieje się w pierwotnych czasach, w Australii, gdzie Aborygeni wybierają się na polowanie zwierzyny – pierwotne czasy, prymitywna grafika – wszystko pasuje :)

Ale o co tak naprawdę chodzi? Celem gry jest zdobycie jak największej ilości punktów, które zbieramy dzięki upolowanym zwierzętom. Dobrze też mieć na koniec rozgrywki zaległe bumerangi, bo one również dają punkty.

Rozgrywka rozpoczyna się od rozłożenia sznurka na środku stołu, rozdania określonej liczby bumerangów oraz pięciu żetonów reprezentujących tereny łowieckie. Następnie jeden z graczy wykłada dookoła sznurka karty ze zwierzętami do momentu, kiedy na stole będzie dokładnie 5 terenów łowieckich (są one oznaczone na dolnej i górnej części każdej karty). Czasami może się udać już przy pięciu kartach, czasami trzeba ich dużo więcej. Jedno jest pewne, im więcej kart, tym więcej łupów znajdzie się w zasięgu rąk graczy. Kolejnym krokiem każdego gracza jest potajemny wybór terenu łowieckiego, na którym będzie chciał polować. Kiedy już podejmie decyzję, kładzie przed sobą zakryty żeton terenu łowieckiego. Kiedy wszyscy zakończą tą czynność, rozpoczyna się prawdziwa rywalizacja!

SONY DSC

Grę rozpoczyna osoba mieszkająca najbliżej ojczyzny Aborygenów ;) I tak dany gracz wrzuca pierwszy bumerang do okręgu ze sznurka, następnie drugi gracz robi to samo, później trzeci itd. aż do momentu, kiedy któryś z graczy podejmie decyzję, że pasuje – wtedy zamiast rzucać kolejny bumerang, zabiera wszystkie, które znajdują się w sznurku. W tym momencie dany gracz wzbogaca się o nowe bumerangi, ale jako pierwszy kładzie na talii kart swój żeton terenów łowieckich i nie bierze już udziału w tej turze. Gra toczy się dalej, pozostali gracze rzucają bumerangi, ktoś je zabiera, kładzie żeton… i dalej, aż do momentu, kiedy przedostatni gracz położy swój żeton na stosie kart, wówczas ostatni gracz, który wykazał się zimną krwią i wytrzymał do końca, kładzie swój żeton na samej górze stosu i to on będzie miał pierwszeństwo w zagarnianiu zdobyczy. W tym właśnie tkwi szkopuł, żeby podejść do sprawy tak, by nie stracić wszystkich bumerangów, ale z drugiej strony szybkie poddanie się i zabranie bumerangów kolegów spowoduje zmiejszenie szans na zdobycz. Tutaj trzeba rozplanować taktykę i utrzymać nerwy na wodzy!

SONY DSC

Kolejną fazą rozgrywki jest rozdzielenie łupów łowieckich. Ostatni będą pierwszymi: osoba, która wytrzymała do końca i nie zdecydowała się na zabranie bumerangów, odkrywa żeton i zabiera wszystkie zwierzęta, które znajdują się na danym terenie łowieckim. Następnie druga osoba robi to samo, później trzecia itd. Oczywiście pierwszy gracz zdobywa najczęściej najwięcej kart, drugi mniej, natomiast bardzo często jest tak, że kolejnym graczom nie dostaje się nic. Dlatego właśnie czasami trzeba zaryzykować i potrzymać rywali, aż to oni wystraszą się i poddadzą :) W tej fazie każdy gracz, który upolował zwierzęta, powinien ułożyć wszystkie zdobycze przed sobą, zgodnie z gatunkiem. Jest to kluczowa sprawa, ponieważ nie liczy się ogólna ilość zdobyczy, tylko przede wszystkim ilość kart danego zwierzęcia: im więcej, tym większa szansa na punkty. Tak więc tutaj znowu ważna jest taktyka, by zdobywać nie jak najwięcej terenów łowieckich i kart, tylko czasami warto postawić na mniej kart, ale zwierzę, które da nam punkty. Kiedy wszystkie karty zostaną już rozdzielone, wszystko zaczyna się od początku – rozkładanie kart, wybieranie terenów łowieckich, rzucanie bumerangami… I tak aż do momentu, kiedy skończą się wszystkie karty zwierzyny.

W tym momencie następuje koniec gry i liczenie punktów. Osoba z największą ilością kart danego zwierzaka otrzymuje tyle punktów, ile ma jego sztuk/kart, reszta nic. Następnie kolejne zwierzę i kolejne, aż wszystkie zostaną zliczone, a punkty przynane. Kolejnym krokiem jest zliczenie bumerangów, które pozostały (lub nie) graczom – i tak, za każde 6 bumerangów w ręce graczowi należy się jeden punkt. Grę wygrywa osoba, która po końcowym podliczeniu ma najwięcej punktów, lub w przypadku remisu, osoba, której zostało najwięcej bumerangów.

SONY DSC

Jak więc widać „Bumerang”, to gra w której dobra zabawa i ubaw po pachy spotykają się z kalkulacją zysków i strat. Oczywiście można pójść na żywioł i zgarniać co popadnie, ale chyba lepiej wyrobić jakiś system, który daje większą szansę na wygraną. A może nie? To musicie ocenić sami :)

Podczas rozgrywki jedna sprawa budziła zastrzeżenia graczy… Dlaczego nie ma żadnych zasad dotyczących rzucania bumerangami do okręgu ze sznurka? Być może powinny być jakieś konsekwencje nietrafienia, zasady odnośnie odległości z jakiej się rzuca. Bo niestety samo rzucanie z odległości 5 centymetrów, gdzie nie ma nawet szans na nietrafienie, może wydać się dziwne – no ale od tego są domowe zasady :)

Dużym plusem gry jest to, że można ją bardzo łatwo dostosować do potrzeb (a bardziej możliwości) małego dziecka. Sama miałam okazję grać w „Bumerang” z pięciolatkiem – zmieniłam trochę zasady (wprowadziłam między innymi konsekwencje nietrafienia bumerangiem do okręgu, co u malucha nie jest trudne), dzięki czemu chłopczyk od razu zrozumiał o co chodzi i bardzo dobrze się bawił. Kiedy wychodziłam do domu prawie zaczął płakać, że jeszcze chce i kazał mi obiecać, że następnym razem też przyniosę :) Także jak widać, mimo, iż gra jest od 8 lat, to jednak kilka trików i bez problemu można w nią zagrać z mniejszymi dziećmi. A wiadomo, że dzieci są szczere i jeżeli im się podoba, to gra jest naprawdę fajna :)

Podsumowanie

„Bumerang” jest grą fajną. Nie znakomitą, ale na pewno też nie słabą. Bumerangi i sznurek to rzeczy, które nie często w planszówkach można spotkać, elementy licytacji i blefu dodają pikanterii polowaniom, a mechanika pozwala na taktyczne zagrania i „czytanie” rywali. Myślę, że warto ją mieć na swojej półce, ponieważ nie dość, że zajmuje niewiele miejsca, to jest też dosyć niedroga, można ją stosować jako przyjemy przerywnik między dużymi i poważnymi tytułami, sprawdzi się w roli gry familijnej jak i imprezowej – szczególnie, jeśli zdecydujemy się na „zręcznościowe” rzucanie bumerangami :) No i – co dla niektórych może być dużym plusem – podoba się maluchom :)

Podstawowe informacje

  • Autor: Dominique Ehrhard, Michel Lalet
  • Wydawnictwo: Granna
  • Wiek: 8+
  • Liczba graczy: 3-5
  • Czas gry: 30 minut
  • Cena: 45 zł

Plusy

  • proste zasady
  • mały rozmiar
  • fajny przerywnik między cięższymi tytułami
  • daje niezły ubaw
  • fajne bumerangi
  • sprawdzi się z dziećmi, w gronie rodzinnym, ale też na imprezach z kolegami
  • niska cena

Minusy

  • więcej niż trzy gry to za dużo
  • mało zachęcająca okładka
  • rzucony bumerang nie wraca do właściciela ;)