Gram na Planszy

Mały Książę – recenzja

Opublikowany:
Przez: Kuba Paulus

„Wszyscy dorośli byli kiedyś dziećmi, ale niewielu z nich pamięta o tym.” Czyli o tym, jak na chwilę znowu stać się dzieckiem za pomocą gry Mały Książę – Stwórz mi planetę!

Najlepiej zachęci (bądź zniechęci) was do wypróbowania tej gry sposób, w jaki sam się na nią natknąłem. Podczas Targów Książki odwiedziłem jak zawsze stoisko Rebela, żeby zobaczyć na żywo jakie nowości przyniósł wiatr z nad morza. W oczy rzucały się i zachęcały (krzyczały wręcz z półek) tytuły typu Wikingowie, Fauna czy Koncept. Po obejrzeniu wszystkiego co mnie interesowało, usłyszałem -„No dobra, nie wypuszczę Cię teraz, jeśli nie zagrasz ze mną w Małego Księcia!”. – Małego Księcia? Ki czort? Dopiero teraz zobaczyłem na półce bardzo niepozorne i małe (szczególnie jak na grę) pudełko ze skądinąd znaną z książki grafiką. Jasne, w końcu zabrałem człowiekowi prawie godzinę z życia, coś za coś: i ja się przemęczę i zagramy chwilę razem… Co było potem? Z targów wyszedłem dumnie dzierżąc własny egzemplarz Małego Księcia :)

Co w pudle?

SONY DSC

80 kafelków do budowy planet, z których każda zawiera oryginale grafiki. 5 znaczników dla graczy, instrukcja zamknięta w 6 stronach i to w zasadzie tyle. Pomocnicza plansza do liczenia punktów znajduje się na odwrocie pudełka. Sama gra zajmuje naprawdę niewiele miejsca, co jest ewidentnym plusem (wie o tym każdy kto posiada więcej niż kilka planszówek).

Czym jest ta gra?

Przede wszystkim zabawą dla absolutnie wszystkich. Przechodząc do szczegółów – Mały Książę jest przeznaczony dla 2 do 5 graczy w wieku powyżej 8 lat, sama zabawa trwa góra 20 minut. Wszystko opiera się na zbudowaniu planety i podliczeniu punktów. Jak łatwo zgadnąć, osoba która uzbiera ich najwięcej wygrywa. Ale jak to zrobić?

Planeta składać się będzie z 16 części: 4 środkowych, 4 lewych i 4 prawych brzegów, a także (albo przede wszystkim) z 4 postaci, które przydzielą nam odpowiednią ilość punktów. W przypadku gry dla 3 graczy, pierwszy z nich wybiera jeden z czterech wspomnianych wcześniej rodzajów kart i losuje w ciemno 3 sztuki, zostawia sobie według niego najlepszą i oddaje pozostałe dwie wybranemu przez siebie przeciwnikowi, ten spomiędzy pozostałych kart zostawia sobie jedną i ostatnią oddaje trzeciemu graczowi. Ten z kolei, aby nie był zbytnio pokrzywdzonym, zostaje w następnej rundzie pierwszym graczem. Wszystko fajnie, ale co z tymi punktami? Każda z kart zawiera różne elementy, przykładowo: gwiazdy, owce, latarnie, słonie. Zależnie od tego, jaka postać zamieszkuje naszą planetę (postacie też oczywiście są zapożyczone z książki i jest ich 11), za odpowiednie elementy dostajemy punkty: i tak np. latarnik daje punkt za każdą latarnię, podczas gdy astronom pozwoli się przesunąć o dwa oczka za każdy zachód słońca jaki będzie na naszej planecie.

„Czasem odłożenie pracy na później nie przynosi szkody. Lecz w wypadku baobabu jest to zawsze katastrofa.” – Czyli, jak dowalić przeciwnikom.

Bardzo istotne jest obserwowanie powstających planet innych graczy i rozważne rozdzielanie kart. Poza, w miarę możliwości, nie dawaniu innym kart, które dają im punkty, można również zrobić na ich planetach istny armagedon. Jeśli ktoś uzbiera trzy baobaby, wówczas każda karta na danej planecie musi zostać odwrócona pokazując gołą glebę. Ujemne punkty na koniec gry dostanie natomiast ten gracz, który uzbiera najwięcej wulkanów. Niektóre postaci potrafią jednak nawet z takiej sytuacji zdobyć sporo punktów.

Co ciekawe, zasady gry zostały zmodyfikowane tak, że gra dla dwóch graczy jest również bardzo ekscytująca. Główny plan jest oczywiście taki sam, czyli sadzimy róże, zbieramy słonie, osiedlamy Małego Księcia i liczymy punkty :) Ale rozgrywka wygląda o tyle inaczej, że pierwszy gracz losuje z wybranego stosu trzy karty, dwie kładzie odkryte na stole, a trzecia natomiast ląduje rewersem do góry. Gracz numer dwa wybiera której chce użyć do budowania swojej planety. I tu jest właśnie następuje suspens. Którą kartę wybrać? Widzę te dwie ale jaka jest trzecia? Może to jest właśnie karta, której potrzebuję, a może to jest podpucha? Czy warto ryzykować? Te małe urozmaicenie sprawia, że rozgrywka jest idealna (co się rzadko zdarza i jest naprawdę warte docenienia) również dla dwóch graczy.

Podsumowanie

SONY DSC

Mały Książę jest świetną grą ukrytą w niepozornym pudełku. Oryginalne grafiki zdecydowanie dodają jej jeszcze klimatu. Idealna zarówno dla fanów książki jak i dla tych, którzy lubią proste i sympatyczne gry, które można skończyć w 20 minut. Rodzinna gra, która być może zachęci dzieci do czytania książki, a dorośli spędzą przy niej czas bardziej z chęci, niż przymusu. Moja ocena to 8/10.

Podstawowe informacje

  • Autorzy: Antoine Bauza i Bruno Cathala
  • Oprawa graficzna: Antoine de Saint-Exupery
  • Wydawnictwo: Rebel
  • Wiek: 8+
  • Liczba graczy: 2-5
  • Czas gry: 25 minut
  • Cena: 61 zł (Gamiko)

Plusy

  • Jasne i klarowne zasady, które można pojąć w ciągu 5 minut
  • Idealna gra zarówno dla dwóch jak i pięciu graczy
  • Pudełko zajmuje mało miejsca
  • Zastosowane oryginalne grafiki autorstwa A. de Saint-Exuper’ego, przez co gra jest naprawdę klimatyczna
  • Szybka rozgrywka jest idealnym przerywnikiem pomiędzy „poważniejszymi” grami

Minusy

  • Stosunkowo wysoka cena
  • Niepozorna, gdyby nie przypadek prawdopodobnie nie zwróciłbym na Małego Księcia nawet uwagi
  • Mechanika gry jest mocno ograniczona światem przedstawionym w książce