Gram na Planszy

Przebiegłe wielbłądy – recenzja

Opublikowany:
Przez: Bartek Cieślak

Przebiegłe wielbłądy w mgnieniu oka pokonały dystans na drodze od zera do bohatera i szturmem zdobyły palmę pierwszeństwa wśród gier planszowych w 2014 roku – a za taką można uważać nagrodę Spiel des Jahres dla najlepszej gry. W tyle pozostało wiele znakomitych tytułów, czym więc cwane garbusy aż tak oczarowały jury niemieckiego konkursu?

Nie miałem zbyt wielkich oczekiwań w stosunku do Przebiegłych wielbłądów, chociaż przyznanie nagrody Spiel des Jahres wrażenie zrobiło. Jednak każdy kolejny krok na drodze do wspólnego poznania pokazywał, że ta gra faktycznie ma coś w sobie. Okładka jest przesympatyczna i aż się prosi, żeby wziąć pudło do ręki. W środku jak na zewnątrz: miło i kolorowo, a „gra” rozpoczyna się jeszcze zanim rozłożymy komponenty na stole, bowiem najpierw musimy złożyć piramidę, która pełni ważną rolę w całej rozgrywce. Ale o tym za chwilę…

zdjęcie 4

W pudełku znajdziemy – oprócz wspomnianej piramidy – raczej niewielką planszę, będącą miejscem całej akcji, 5 drewnianych, różnokolorowych wielbłądów, 5 kostek (po jednej dla każdego zwierzaka), pieniądze w formie zarówno monet, jak i banknotów, oraz trochę kart i żetonów, które posłużą nam do obstawiania zwycięskiego wielbłąda. Wszystkie elementy mają soczyste barwy, chociaż dominujący jest żółty kolor piasku pustyni – ale właśnie dzięki temu gra jest klimatyczna i nie pozostawia wątpliwości co do tego, gdzie nasza rozgrywka będzie miała miejsce.

Jaka jest nasza rola w grze? Wcielamy się w obserwatorów wyścigów wielbłądów na pustyni, jednak bynajmniej nie biernych obserwatorów. Od samego początku możemy obstawiać najszybsze wielbłądy nie tylko całego wyścigu, ale również poszczególnych etapów, których jest kilka, a także najwolniejszego z całej stawki na sam koniec. Celem gry jest umiejętne obstawianie odpowiednich wielbłądów bazując na ciągle zmieniającej się sytuacji na torze, a zwycięzcą gry zostanie ta osoba, która po przekroczeniu mety przez przynajmniej jednego wielbłąda i ostatecznym rozliczeniu zakładów będzie miała najwięcej pieniędzy przed sobą. Zadanie wydaje się proste, ale to tylko pozory.

zdjęcie 3 (2)

Wielbłądy mogą poruszać się o 1-3 pól po torze składającym się łącznie z 16 pól. O ile dany wielbłąd pobiegnie decyduje sześciościenna kość, która… wypadnie nam z piramidy! Korzystamy z niej, żeby kolejność ruchu wielbłądów była przypadkowa i owiana tajemnicą aż do momentu, kiedy wielbłąd ruszy z kopyta. Piramida jest świetnym gadżetem, który z pewnością pokochają dzieci, ale i my w pierwszej rozgrywce główną radochę czerpaliśmy właśnie z obcowania z nią, a nie z tego, co działo się wokół niej na torze wyścigów :) Na początku każdego etapu wszystkie kostki lądują w piramidzie i znikają nam z oczu. Gracze po kolei mają jedną akcję, którą mogą wykorzystać by wziąć kafelek piramidy i tym samym wylosować jedną kostkę, co jest równoznaczne z ruchem danego wielbłąda, wziąć kafelek danego wielbłąda i obstawić jego zwycięstwo na koniec etapu, położyć żeton pustyni na torze lub też obstawić pierwszego lub ostatniego wielbłąda na koniec całego wyścigu.

Etap kończy się kiedy wszystkie kostki zostaną uwolnione z uścisku piramidy, a więc kiedy każdy wielbłąd wykonał swój ruch. Warto mieć w tym momencie przed sobą jakieś kafle obstawiania, ponieważ tylko w ten sposób możemy zdobyć wystarczającą do zwycięstwa liczbę pieniędzy. Kafle dla każdego wielbłąda mają trzy wartości: 5, 3 i 2 punkty, leżą również w stosie od najwyższego na górze, co znaczy, że obstawiając np. białego wielbłąda musimy wziąć kafel z 5 monetami, a kolejna osoba chcąca obstawić tak samo będzie już mogła zdobyć jedynie 3 pieniądze za zwycięstwo swojego faworyta. Jeśli obstawiany przez nas wielbłąd był drugi na koniec etapu, to niezależnie od wartości kafelka dostaniemy 1 monetę, a jeżeli wybrane przez nas wielbłądy były dalej niż w pierwszej dwójce, to za każdy taki kafel tracimy jedną monetę.

zdjęcie 2

Gra byłaby dosyć nudna, gdyby nie jedna rzecz podbijająca grywalność do niebotycznej skali: wielbłądy nie mogą stać koło siebie na tym samym polu. W takim przypadku jeden wielbłąd… po prostu wskakuje na plecy drugiego, a kiedy przyjdzie pora ruchu tego pod spodem, to idąc do przodu zabiera ze sobą każdego pasażera, jakiego ma na swoich barkach. Dzięki temu jakże prostemu zabiegowi sytuacja na torze zmienia się co chwilę i czasami naprawdę wszystko może się zdarzyć i często to odwaga w obstawianiu i szczęście decyduje o tym, kto zakończy etap z pełnymi kieszeniami, a komu zostanie pieniędzy ledwo na powrót do domu. Nie tylko nie wiemy, który wielbłąd wskoczy na którego, ale również w jakiej kolejności będą się one poruszać, dzięki czemu nawet ostatni w stawce jeśli ruszy się jako pierwszy i wskoczy komuś na plecy może zostać poniesiony na pierwsze miejsce. Tym bardziej, że w wieży wielbłądów jako pierwszy uznawany jest ten na samym jej szczycie.

Podsumowanie

zdjęcie 2 (2)

Przebiegłe wielbłądy mają banalne do opanowania zasady, które każdy pojmie w trakcie pierwszej tury. Gra jest kolorowa i wygląda raczej na bardzo dziecinną, ale niech was pozory nie mylą: jasne, dzieci na pewno będą się przy tym tytule bardzo dobrze bawić, natomiast dorośli również nie będą mogli od tej gry się oderwać. Grę można potraktować jako luźną zabawę z dziećmi, w której sama frajda z grania jest wystarczającą nagrodą. Można również grać, żeby wygrać, a wtedy zaczyna się zabawa, w której taktyka, odwaga hazardzisty i szczęście grają kluczowe role – i ciężko wybrać, które z nich ma najwięcej do powiedzenia. Z jednej strony musimy wiedzieć, jak może poruszyć się dany wielbłąd i który jeszcze może go ponieść do przodu – jedyne informacje jakie mamy na ten temat to kostki, które już zostały z piramidy wyciągnięte i na bazie tylko tych informacji musimy oszacować, co jeszcze może się wydarzyć, a co jest niemożliwe. Trzeba jednak pamiętać, że decydując się na wzięcie kafelka piramidy (a tym samym ruch wielbłąda) pomagamy również rywalom, ponieważ to oni będą wykonywali ruch po nas mając jedną, być może kluczową informację więcej. Dlatego ważne jest nie tylko co robimy, ale też kiedy: czasami możemy zakończyć etap biorąc kafel piramidy głównie po to, żeby nie pozwolić rywalom wykonać kolejnego ruchu.

Przebiegłe wielbłądy przeznaczone są dla 2 do 8 graczy, ale to chyba zbyt optymistyczne podejście. We dwójkę gra trochę się dłuży, a każdy ma aż za dużo możliwych do wykonania ruchów – chociaż i tak jest przyjemnie. Najlepiej gra się w towarzystwie liczącym 3-6 osób, natomiast powyżej tej liczby nie wszystko chodzi tak jak powinno ze względu na ograniczoną ilość kafelków obstawiania oraz faktu, że po 5 akcjach poruszania się wielbłądów etap się kończy, dlatego nierzadko może się zdarzyć, że będziemy mieli w etapie zaledwie jedną akcję…

Nie wiem, czy Przebiegłe wielbłądy faktycznie zasłużyły na tytuł gry roku, wiem jednak, że jest to naprawdę rewelacyjna gra, która powinna sprawdzić się w praktycznie każdym towarzystwie – jako gra rodzinna, imprezowa, filler lub jako główne danie wieczoru konsumowane kilkukrotnie ze względu na długość rozgrywki. W trakcie gry mamy sporo do myślenia, dużo decyzji do podjęcia, elementy hazardu, a wszystko i tak potrafi zweryfikować (na szczęście mniej lub bardziej i nie jest to jedyny czynnik decydujący o wygranej) szczęście. Zdecydowanie polecam i sam zamierzam swoją kolekcję powiększyć o ten tytuł!

Podstawowe informacje

  • Autor: Steffen Bogen
  • Wydawnictwo: Lucrum Games
  • Liczba graczy: 2-8
  • Wiek graczy: 8+
  • Czas gry: 30 minut
  • Cena: 84 zł (Gamiko.pl)

Plusy

  • bardzo proste zasady…
  • …ale też dużo decyzji do podjęcia
  • piramida!
  • spora regrywalność
  • dla każdego
  • elementy hazardu

Minusy

  • kiepska skalowalność
  • gumki recepturki popękały mi przy używaniu piramidy :)

Grę do recenzji udostępnił Gamiko.pl – sklep i wypożyczalnia gier planszowych w Warszawie.

gamiko-logo