Gram na Planszy

Królestwo w budowie – recenzja

Opublikowany:
Przez: Bartek Cieślak

Królestwo w budowie to gra autorstwa Donalda X. Vaccarino, twórcy Dominiona. Oba tytuły zdobyły tytuł Spiel des Jahres, co sugeruje proste zasady, ciekawą mechanikę i dużą regrywalność. Czy Królestwo, na temat którego słyszałem skrajne opinie, może pochwalić się tymi cechami?

Tym razem odejdę od utartych schematów recenzji i nie będę trzymał was w niepewności. Po kilkunastu rozgrywkach mogę śmiało stwierdzić, że… i tak, i nie. Zasady są bardzo proste, regrywalność również dosyć duża, mechanika natomiast tworzy lekki dysonans z resztą.

Rozgrywka toczy się na planszy, którą za każdym razem tworzymy z czterech losowo dobieranych modułów. Podzielona na hexy plansza składa się z 9 różnych rodzajów terenu: 5 będziemy mogli zająć, reszta będzie miała inne funkcje i z wyjątkiem wody, na którą czasami będzie można wejść, są niedostępne dla naszych osad. Tych dostajemy na start 40 i gramy do momentu, aż któryś z graczy nie pozbędzie się wszystkich. Jak to zrobić? Ciągniemy kartę terenu, a następnie wykładamy na nim 3 nasze osady – z zastrzeżeniem, że nowe osady pojawiają się na mapie przy już obecnych (o ile to możliwe). W przeciwnym wypadku możemy wybrać dowolne miejsce z terenem wskazanym przez kartę. No i tu pojawia się problem, bo to w zasadzie całe zasady. Co w tym złego?

SONY DSC

Plansza za każdym razem jest inna – losujemy 4 z 8 różnych modułów, co zmienia nie tylko umiejscowienie poszczególnych obszarów, ale również (a może przede wszystkim) dostępne akcje specjalne. Super!

Akcje specjalne pozwalają nam raz w turze dorzucić do obowiązkowych trzech kolejną osadę na mapę w określony sposób, np. port pozwoli umiejscowić się na wodzie, a wieża skorzystać z granic mapy. Żeby mieć do nich dostęp trzeba jednak wybudować swoją osadę przy odpowiednim, specjalnym budynku. Możliwości taktyczne rosną. Świetnie!

Punktujemy na koniec gry na 3 z pośród 10 dostępnych sposobów – również losujemy na początku gry. Sposoby punktacji sporo się od siebie różnią, więc w każdej grze będziemy starali się nasze osady ustawiać w inny sposób. Ekstra!

Mamy więc co robić, na czym oraz wiemy gdzie, żeby zdobyć punkty na koniec. Problemem jest „jak”. Gra pozwala nam kłaść osady wyłącznie na polu wylosowanej karty i jeśli to tylko możliwe wyłącznie na polach przylegających do już znajdujących się na mapie osad. Dzięki temu rozwiązaniu… nie mamy za bardzo co robić, bo większość decyzji została za nas już podjęta. Może to zbyt surowa opinia, jednak na tyle często w kontekście Królestwa w budowie powtarzana, że coś musi być na rzeczy. Los wybiera za nas typ pola, a losując tylko po jednej karcie nie mamy żadnego pola manewru. Jakby tego było mało, to osady muszą się do siebie przytulać. Jasne, nawet mając ograniczone możliwości wciąż mamy wybór gdzie te osady kłaść, jednak czy to nie jest tylko iluzja wolności? Niektórzy grają tylko na domowych zasadach, które pozwalają dobrać na początku dwie karty, wybrać jedną, dobrać na jej miejsce kolejną i ponownie mieć wybór. Ograniczony, ale zawsze wybór. Jednak grę oceniamy na podstawie tego, jaka jest, a nie jaka się stała dzięki ingerencji fanów.

SONY DSC

Ale… Królestwo w budowie to i tak bardzo fajna gra. Od jakiegoś już czasu żadna gra tak często nie lądowała na naszym stole. Mimo bardzo ograniczonej wolności układania naszych osad, ta gra w jakiś magiczny sposób wciąga. Może to krótki czas rozgrywki, który na 2 osoby zamyka się w 20 minutach, a we cztery nie przekroczy 45, dzięki czemu nie mamy czasu poczuć, że niewiele od nas zależy. Może to prostota zasad, która pozwoli nam zagrać z praktycznie każdym, od dzieci po babcię. Może to być również chęć udowodnienia, że nawet mając tak mały wachlarz możliwości, jesteśmy w stanie pokonać rywali – w końcu czasami mała ilość dostępnych akcji to wcale nie ułatwienie – wręcz przeciwnie. Na pewno to losowy dobór elementów, który sprawia, że każda gra jest nieco inna, a za tym naturalnie idzie ogromna regrywalność. Co by to nie było, świadomy wady tej gry, która może wadą nie jest – przynajmniej nie dla każdego – muszę przyznać, że żal mi było się z nią rozstawać (niestety nasz egzemplarz był tylko pożyczony). Warto ją mieć. Ale przede wszystkim w nią grać.

Wykonanie

Aspekt wizualny gry jest dla mnie również bardzo ważny, a Królestwu w budowie w tym segmencie nic nie brakuje. Nie ma tu żadnych fajerwerków graficznych, ale głównie dlatego że nie ma na nie miejsca – jedyne ilustracje znajdziemy na kartach terenów i punktacji. Są one przyjemne i klimatyczne – mocna czwórka w szkolnej skali. Same plansze to po prostu zlepek kolorowych sześciokątów, ładnie wygląda i spełnia swoje zadanie. Moją pierwszą myślą było, że przydałoby się więcej szczegółów na mapie, fajnie byłoby widzieć, że tereny, na których budujemy swoje królestwo żyje, jednak mogłoby to niepotrzebnie odwracać uwagę od samej gry. Ale jakiejś rybki w wodzie czy ludzi na polach jednak brakuje.

Przyczepić się muszę do kolorów drewnianych osad – o ile niebieski i czarny są ok, to pomarańczowy kosztem braku czerwonego średnio mi się podoba, a czyste drewno nie pacnięte nawet choćby białą czy brązową farbą to już w ogóle wizualny dramat. Również niektóre z osad są krzywo przycięte – szczegół, ale warto wspomnieć.

Karty są dosyć cienkie, za to plansze wystarczająco grube, a kolejną ich zaletą jest druga strona, która pełni rolę toru punktacji.

SONY DSC

Interakcja

Brak :) Jedyny sposób na przeszkadzanie sobie to takie ustawiania swoich osad, by zablokować dostęp do ważnych lub punktujących pól rywalom, ewentualnie przerywać ich punktujące „zgromadzenia”. Nawet to jednak proste nie jest – jak już wspominałem, nasze ruchy są mocno ograniczone, więc przeszkodzić komuś, co samo w sobie również łatwe nie jest, staje się czasem zbyt trudne, żeby miało sens. Czasami po prostu lepiej dbać o siebie niż szkodzić innemu.

Podsumowanie

Tym razem w zasadzie cała recenzja była podsumowaniem, ale nie mogę zawieść wszystkich czytających tylko ten akapit :) Tak więc Królestwo w budowie mimo swojej teoretycznie dużej wady, jaką jest ograniczenie gracza możliwości do minimum, w praktyce wychodzi obronną ręką i jest grą, którą jestem w stanie polecić każdemu. Szybka, bardzo prosta, do zagrania z najmłodszymi i najstarszymi, również z początkującymi. Przyzwoicie wykonana, z ogromną regrywalnością, której jeszcze bardziej mogą pomóc dostępne na rynku dodatki, o ile komuś nie przeszkadza brak polskiej wersji językowej tychże. Dla niektórych minusem może być zupełny brak klimatu – ciężko poczuć, że budujemy jakieś królestwo, fabuły również nie uświadczymy tu żadnej. Tytuł brzmi dumnie, ale tak naprawdę ustawiamy tu drewienka na kolorowej mapie żeby dostać dużo punktów. Mi to na szczęście wystarcza :) Słyszałem różne opinie, ale po organoleptycznym sprawdzeniu osobiście dołączam do obozu fanów tej gry!

Podstawowe informacje

  • Autor: Donald X. Vaccarino
  • Wydawnictwo: Rebel
  • Wiek: 10+
  • Ilość graczy: 2-4
  • Czas gry: 20-45 minut
  • Cena: 115 zł (Gamiko)

Plusy

  • bardzo proste zasady
  • losowe sposoby punktacji, tereny, dostępne akcje specjalne
  • ogromna regrywalność
  • da się grać z każdym
  • wciąga!

Minusy

  • bardzo ograniczona wolność wyboru przez mechanikę
  • czasami krzywe i w dziwnych kolorach drewniane osady
  • brak klimatu

 

Grę do recenzji udostępnił Gamiko.pl – sklep i wypożyczalnia gier planszowych w Warszawie.

gamiko-logo