Gram na Planszy

Galaxy of Trian – recenzja

Opublikowany:
Przez: Bartek Cieślak

Galaxy of Trian to wielki kickstarterowy sukces polskich projektantów, który nareszcie trafił i w nasze ręce. Zapraszamy na recenzję tego kosmicznego Carcassonne na sterydach!

Porównania do Carcassonne są nieuniknione, o ile jednak sam nie jestem fanem tego kultowego już tytułu, o tyle Galaxy of Trian bardzo przypadł mi do gustu. Ale po kolei…

Zanim gra trafiła na Kickstartera już zdążyła zwrócić na siebie uwagę znakomitymi grafikami. Kampania tylko narobiła jeszcze więcej smaku, ale rzeczywistość okazała się chyba jeszcze lepsza! Niesamowite wrażenie robi piękna okładka pudełka, które dodatkowo pokryte jest miękką, delikatną folią którą non stop chce się dotykać, a wypukłe i lśniące logo jasno daje nam do zrozumienia, że mamy do czynienia z czymś szczególnym.

SONY DSC

Wypchane po brzegi pudełko Galaxy of Trian.

W wypchanym po brzegi pudełku, które waży prawie 3 kg, jest równie dobrze. Kafelki, z których będziemy budować swój skrawek kosmosu są również świetnie ilustrowane i wszystkie rozłożone na koniec gry robią spore wrażenie. Drewniany stojak na nie to fajny pomysł i duże udogodnienie w trakcie rozgrywki, kolorowe kryształki świetnie pasują do całości, a plastikowe figurki statków kosmicznych zastępujące tekturowe żetony (tylko w wersji deluxe) stawiają kropkę nad i. Żetonów emisariuszy, stacji badawczych i baz kosmicznych póki co figurkami nie zastąpiono, nie można mieć jednak do nich żadnych zastrzeżeń: gruba tektura, wyraźne i dobrze widoczne na planszy kolory. Wykonanie stoi na najwyższym poziomie i ciężko do czegokolwiek się przyczepić. Jest pięknie. Kosmicznie wręcz :)

SONY DSC

Zestaw gracza.

Krótko o regułach gry

Galaxy of Trian to gra, której zasady jesteśmy w stanie wyjaśnić każdemu w kilka minut. Przede wszystkim każdy z graczy w swojej turze musi wziąć jeden z dwóch widocznych kafelków, następnie wybrać która strona mu bardziej odpowiada (kafelki są dwustronne) i dołożyć go do już leżących na stole. W ten sposób staramy się budować rozległe mgławice lub wieloplanetarne układy, których ukończenie na dwa, a w przypadku mgławic na trzy różne sposoby da nam punkty: w momencie zamknięcia obszaru, podliczenia punktów na koniec gry za kontrolę nad obszarami, a także dzięki minerałom, które co turę będziemy pobierać z kontrolowanych przez nas mgławic.

Dokładanie kafelków to akcja obowiązkowa, oprócz niej możemy jednak również wykonać dodatkową, wybraną przez nas akcję: dołożyć emisariusza naszej rasy na właśnie wyłożonym kafelku, uruchomić stację badawczą na emisariuszu lub rozbudować ją do bazy kosmicznej, użyć teleportu lub po prostu zdobyć 2 punkty. Emisariuszy kładziemy oczywiście w celach zdobycia kontroli nad poszczególnymi obszarami na zasadzie „kto da więcej”, podczas gdy stacje i bazy służą nam do maksymalizowania zdobyczy punktowej z już zamkniętych i kontrolowanych przez nas obszarów.

SONY DSC

Jest pięknie i kolorowo!

Dokładanie kafelków kolorami, czy może coś więcej?

Z jednej strony gra jest bardzo prosta. Mamy do wyboru dwa kafelki widoczne z jednej strony. Po wybraniu jednego wybieramy stronę, którą chcemy użyć i dokładamy do tych leżących już na stole. Możemy położyć na nim emisariusza albo coś dobudować do już leżących na stole naszych żetonów. Wszystko jasne i proste, ale w trakcie gry musimy sobie odpowiedzieć na sporą ilość pytań:

  • Co będzie naszym głównym źródłem punktów? Planety są pod tym względem bardzo dochodowe (baza kosmiczna w układzie powoduje, że ilość punktów to ilość planet pomnożona przez 10!), ale odpowiednio duża mgławica również może przynieść wymierne korzyści. Osobiście skłaniam się w kierunku planet – grę 4-osobową wygrałem nie mając żadnego kryształu, z drugiej strony również w grze 4-osobowej zdecydowanym zwycięzcą okazał się gracz, który kontrolował mgławicę złożoną z kilkunastu kafelków. Nie musimy oczywiście kierować się tylko w jedną stronę, ale warto mieć upatrzoną na początku gry specjalizację.
  • Jak zmaksymalizować zyski z ograniczonej liczby emisariuszy? Niestety emisariusze, na których barkach spoczywa gros naszej końcowej punktacji nie mnożą się i ich liczba od początku jest ograniczona (9 w grach 2-osobowych, 8 w 3-osobowych i 7 w 4-osobowych). Bardzo ważne jest ich odpowiednie wykorzystanie i nie marnowanie w miejscach, które punktów nam wielu nie przyniosą. Podobnie ważne jest wykorzystanie teleportów i ……. , dzięki którym co prawda możemy napsuć krwi rywalom, co nieraz zrobimy, ale możemy również odzyskać swoich emisariuszy z do cna wykorzystanej mgławicy lub z układu planetarnego, który zamknął nam rywal, przez co zamiast zostawić jednego a resztę zabrać ze sobą, byliśmy zmuszeni zostawić aż kilku.
  • Zajmować się sobą czy innymi? Galaxy of Trian to gra, w której równie łatwo jest poświęcić się budowaniu swojego punktowego silniczka i tylko jemu, jak również ciągle wpychać się w miejsca, na które polują rywale z nadzieją, że nie tylko popsujemy im szyki, ale również wyciągniemy z tego coś dla siebie. Trzeba tylko pamiętać, że jest to broń obosieczna. Niemniej możliwości mamy kilka: szybkie zamykanie mgławic rywalom pozwoli nam albo podzielić się punktami w razie remisu i pozostawienie mgławicy niekontrolowanej przez nikogo, albo unikniemy sytuacji, w której rywal będzie kontrolował obszar składający się z kilkunastu kafelków; szybkie zamykanie układów planetarnych podobnie nie pozwoli rozwinąć skrzydeł, ponadto sprawi, że rywal będzie musiał pozostawić wszystkich swoich emisariuszy w danym układzie, a punkty da tylko jeden z nich; wzajemna teleportacja na z góry upatrzone pozycje; również zwykła walka o wpływy na danym obszarze, tym bardziej skuteczna pod koniec gry, kiedy każdy ma ograniczoną ilość dostępnych emisariuszy i w odpowiedniej chwili można podpiąć się pod pomysł na punkty rywala, by pod koniec przejąć nad nim kontrolę.

Możliwości i strategii jest naprawdę sporo, dzięki czemu gra się szybko nie nudzi, a każda rozgrywka jest inna – tak dzięki różnym podejściom różnych graczy, jak i naszej własnej taktyce, zarówno ustalonej przed grą, jak i będącą reagowaniem na ruchy rywali. Rozgrywka trwa mniej więcej pół godziny na osobę jeśli stosujemy wszystkie dostępne w pudełku kafelki – i jest to czas gdy połowa składu gra pierwszy raz. Najważniejsze jednak, że każda rozgrywka sprawia, że ma się ochotę zagrać jeszcze raz. Może nie od razu, bo jednak trochę to trwa, ale Galaxy of Trian stało się grą, po którą w czasie spotkań ze znajomymi sięgamy obecnie najczęściej. We dwójkę zresztą też na stół ją wyciągamy.

SONY DSC

Wszystkie elementy mają swoje miejsce w klimatycznych woreczkach.

Podsumowanie

Porównanie Galaxy of Trian do kultowego Carcassonne w żadnym wypadku nie powinno być odczytywane jako przytyk w stronę twórców, którzy poszli na łatwiznę i dali nam grę, którą znamy od 15 lat, ale osadzili ją w kosmosie. Prawda jest taka, że – przynajmniej w naszym odczuciu – Galaxy of Trian to gra mechanicznie do Carcassonne podobna, ale pod każdym względem lepsza. Ładniejsza. Bardziej skomplikowana w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Dająca więcej możliwości taktycznych. Pozwalająca na dużą interakcję między graczami, ale nie wymuszająca jej. Pozwalająca modyfikować rozgrywkę pod rodziny z dziećmi, jak i bardziej wymagających graczy, dla fanów budowania pasjansów, jak i graczy żądnych gwiezdnych wojen. Doskonały tytuł na który warto było czekać!

zdjęcie

Podstawowe informacje

  • Autorzy: Seweryn Piotrowski, Sebastian Oliwa, Grzegorz Kalarus
  • Wydawnictwo: CreativeMaker LLC
  • Wiek: 10+
  • Ilość graczy: 2-4
  • Czas gry: ok. 30 minut na gracza
  • Cena: 139 zł (Gamiko)

Plusy

  • proste, łatwe do wytłumaczenia zasady
  • sporo opcji zdobywania punktów
  • duża, ale nie wymuszona interakcja
  • kilka wariantów rozgrywki
  • wysoka regrywalność
  • wspaniałe wydanie!

Minusy

  • rasy – póki co – różnią się tylko wyglądem