Gram na Planszy

10 powodów dlaczego gry planszowe to zło!

Opublikowany:
Przez: Bartek Cieślak

Zapewne domyślacie się, że gry planszowe to moja pasja. A przynajmniej hobby. W końcu nie prowadziłbym bloga na temat dla mnie obojętny. Niemniej planszówki to nie tylko same plusy i kraina miodem i mlekiem płynąca…

Swego czasu zdarzył się u nas tekst 7 powodów dla których planszówki są lepsze od konsol. Tym razem musimy jednak zwrócić uwagę na łyżkę dziegciu w tej wspaniałej beczce pysznego miodu. Planszówkowi mugole już zacierają ręce, pamiętajcie jednak: gry planszowe i tak są super i nawet te 10 „baboli” tego nie zmieni! :)

1. Wszyscy myślą, że Twoje hobby jest dla dzieci.

takenoko-720x540-720x540

No i w sumie jest. Też. Ale nie tylko. Niestety 90% osób to ignoranci, którzy gry planszowe kojarzą wyłącznie z perspektywy Monopoly, Chińczyka i bierek. Nie pomaga w tym fakt, że supermarkety chętnie sprzedają gry przeznaczone wyłącznie dla dzieci i na próżno szukać w nich tytułów, które zna nawet początkujący planszówkowicz – a to właśnie tam wszyscy spędzają wolny czas i z nich czerpią swoją wiedzę. No i weź potem w towarzystwie się przyznaj, że masz kolekcję 100 gier w domu. A o zapraszaniu na partyjkę zapomnij, przecież nikt nie będzie się bawił w gry dla dzieci. Lepiej odpalić konsolę…

2. Twoja druga połowa nie rozumie, jak można wydawać tyle pieniędzy na zabawki.

kurier

Oczywistym jest że facet nigdy nie dorasta, a w jego budżecie zawsze znajdzie się część przeznaczona na szeroko rozumianą rozrywkę lub hobby, której nie można naruszyć na inny cel. O ile można jeszcze jakoś przelecieć pod radarami kiedy kupujemy sprzęt elektroniczny czy inne gadżety, to jednak wszelkiego rodzaju gry nie spotykają się ze zrozumieniem – szczególnie kiedy zawsze jest cel znacznie bardziej potrzebny, jak nowa lodówka (mimo że starej nic nie dolega) albo remont łazienki (mimo że obecna wygląda równie dobrze co 10 lat temu). No i zwłaszcza wtedy, kiedy kurier puka do drzwi piąty raz w tym miesiącu.

3. Szybko kończy ci się miejsce w mieszkaniu.

zdjęcie-25-720x335

Nie zawsze jednak kupujemy tylko gry i gry. Czasem najdzie nas ochota na nowy stół. Nowe regały. W pewnym momencie zaczynamy nawet przebąkiwać o większym mieszkaniu. Początkowo to działa, szybko jednak nasze pozory dojrzałości zostają przejrzane. Gry planszowe zajmują niewiarygodną ilość miejsca i niestety jeśli nie dysponujecie potężnym metrażem to wcześniej czy później to miejsce w końcu się skończy. My jesteśmy po kilku wizytach w Ikei w wiadomym celu zakupienia regałów Kallax. Niestety po Essen miejsca już na nich nie będzie, a miejsce na regały też już należy do przeszłości. Liczba tytułów stanie w miejscu, jedynie tytuły będą się zmieniać – wyczuwam wzmożoną aktywność na forum w wątkach sprzedażowym i wymianowym.

4. Instrukcje…

zdjęcie

Do Robinsona to prawie książka. Do CO2 i Enclave nie zrozumiałem, nie przebrnąłem. Do Pana Lodowego Ogrodu wracałem kilka razy, a i tak pierwsza dwugodzinna gra ze znajomymi zakończyła się… no niezbyt dobrze, kiedy okazało się, że pomyliłem sposoby punktacji na koniec, które są różne w zależności od tego, jaki będzie ten koniec. Niektóre mają błędy. Inne literówki. Inne mieszają języki. Inne starają się, widzę że naprawdę się starają… ale niewiele z tego wynika.

5. Nigdy nie ma czasu żeby naprawdę pograć.

zero czasu

Naprawdę, czyli w to co faktycznie chcemy, w tyle osób ile chcemy i tyle razy ile chcemy. Zwykle niestety kończy się to w ten sposób, że nie gramy wcale, albo gramy w tytuł, który wybiorą akurat dostępni gracze, bo oczywiście nikt nie chce grać w Innowacje bo dużo czytania, w Forge War nie bo głupie, a w Osadników graliśmy przecież 3 dni temu… Do tego pracując po 8 godzin dziennie potem albo już się nie chce, albo trzeba zrobić coś innego no i gry tak sobie leżą na półkach i czekają. One patrzą na nas, my na nie… Zbyt często ta miłość jest platoniczna z powodu braku czasu na nawiązanie romansu.

6. Zawsze brakuje osób do gry.

solo

Najlepsze jest to, że kiedy czas nam się pojawi… to nadal nie koniec naszych problemów. Ok, sporo gier ma warianty solo, sporo z nich jest naprawdę fajnych, ale to wciąż tylko namiastka prawdziwego grania. Bardzo przydaje się ktoś jeszcze do grania. I o ile drugą osobę łatwo skombinować (w końcu razem mieszkamy), o tyle jeśli chcemy grać we dwoje to najprawdopodobniej 1/3 naszych gier odpada. Albo gry nie „obsługują” dwóch osób, albo wariant dla dwojga jest podczepiony żeby był, a nie żeby działał, jak np. przykłady prosto z półki: Lords of Xidit – gra od 3 osób a i to z wirtualnym graczem; Tytus, Romek i A’Tomek – nie ma sensu siadać we dwoje; Dixit – hahaha.

7. Ciągle trzeba tłumaczyć zasady innym…

tłumaczenie zasad

Mamy czas! Mamy ludzi!!! Gramy!!!!! Jak to nie znacie zasad? A co znacie? Nie, nie mamy Magii i miecz. Ticket to Ride? Znowu?! Nie no, obczajcie to: 7 cudów świata. Fajna, szybka gra. Jest nas sześcioro a i tak skończymy w pół godziny. Już wam mówię o co chodzi, prosta sprawa.

Kolejnych 20 minut później i tyle samo pytań dalej.

No to zaczynamy.

8. …a i tak ciągle zastanawiasz się CO ONI ROBIĄ?!

face palm

Pamiętacie jak mówiłem że warto zbierać surowce, żeby w ogóle móc coś kupić? Jest trzecia, ostatnia faza, przestańcie je w końcu dobierać!

Po co ci tyle wojska, przecież nikt obok go nie zbiera?

Nie możesz kupić nic od niej, nie jesteście sąsiadami.

Jedna gra trwała prawie 2 godziny. W 7 cudów świata. W takich chwilach już wiesz, po co ludzie tworzą tryby solo dla gier, które ich nie mają. Tak jest łatwiej. Lepiej. Bezpieczniej. Dla nas i dla nich.

9. Niszczą wieloletnie przyjaźnie w godzinę.

przyjaźnie

To domena w zasadzie wszystkich gier, ale planszowe w tym wypadku w niczym nie różnią się od np. FIFY 15. Grając w Innowacje łatwiej wejść na minę niż na prawdziwym polu minowym. Każda gra z negatywną interakcją powoduje często nie małe spięcia przy stole. Może nie z latającym stołem, ale z latającymi komponentami i owszem. Do tego cała gama pretensji i dąsów z dodatkiem lekkiej nutki „wal się”. I potem albo grasz ryzykując fochem, albo grasz jak pipol żeby focha nie prowokować (bo jak mam grać nic nikomu nie niszcząc czy zabierając w Cytadelę, Cyklady czy wspomniane Innowacje). Albo nie grasz wcale i na stole ląduje Takenoko. Bo przecież nie kooperacja, tam to dopiero potrafią być krzyki!

10. Uczą cierpliwości. Ewentualnie zwiększają czterokrotnie popyt na leki uspokajające.

waiting

Kupiłeś grę w przedsprzedaży. Czekałeś na polską wersję rok po ukazaniu się angielskiej. Po trzech przesunięciach terminu w końcu ma być. Wszyscy już grają, inne sklepy zaczęły sprzedaż we wtorek. Jest już weekend, a Ty dostałeś maila że Twoja paczka właśnie została wysłana.

Kupiłeś grę na Kickstarterze. Planowana premiera następne lato. Dostajesz po Nowym Roku. Tydzień później wychodzi w sklepach druga edycja z poprawionymi błędami pierwszej, twojej kickstarterowej.

Wsparłeś jakieś Szalone Zamki na polskim crowdfundingu. Hit Essen 2014, przed Wielkanocą masz już zagrać. Zaraz Essen 2015, liczysz że Zamki dotrą niedługo po nim. W międzyczasie oglądając relację z targów patrzysz jak ludzie grają z dodatkiem.