Gram na Planszy

Potwory w Tokio – recenzja

Opublikowany:
Przez: Bartek Cieślak

Najlepsza gra rodzinna 2011 według Dice Tower. Golden Geek Award dla najlepszej gry dla dzieci, rodzinnej oraz imprezowej. Gra Roku 2014 w Polsce. I wiele innych nagród. Potwory zawładnęły Tokio… i każdym innym miastem, mieszkaniem i stołem. Zobaczmy więc jak im się to udało.

Na pierwszy rzut oka zadecydowała o tym grafika. Już samo pudełko zwiastuje, że będziemy mieli do czynienia z grą, w której nie będzie miejsca na nudę. Ciągła akcja i walka między graczami wcielającymi się w wielkie potwory siejące chaos i zniszczenie w jednym z najsłynniejszych miast świata, które jednak zostało przedstawione tylko za pomocą małej planszy, o którą toczyć się będą zacięte boje. Chociaż dla mnie wygląda to na Paryż :)

zdjęcie 4

Nie scena jednak, a aktorzy są najważniejsi. A tych mamy aż 6: Kraken którego nie trzeba przedstawiać, The King i Gigazaur, czyli nowe wcielenia King Konga i Godzilli, a do tego Cyberbunny – mały zając w dużym pancerzu, najeźdźca z kosmosu Alienoid oraz mechaniczny smok Meka Dragon. Każdy z nich ma swoją planszę gracza, na której zaznaczamy w czasie rozgrywki zdobyte punkty oraz stracone życie, a jego sporych rozmiarów wizerunek występuje w postaci kartonowej figurki.

zdjęcie 2Potwory wchodzą do miasta trochę nieprzygotowane, nie mają bowiem żadnych specjalnych cech czy umiejętności, kierują się jedynie pierwotnymi instynktami: bić, jeść (czyli leczyć się), bawić się (czyli zbierać energię) oraz szerzyć strach, czyli nabijać punkty zwycięstwa. O tym, co w danej turze gracz będzie mógł zrobić ze swoim potwornym podopiecznym decydują kości. Te są duże, żłobione, wyraźne i czytelne. Jedyny ich minus to może to, że są aż za duże: ciężko wziąć wszystkie 6 do ręki i na raz nimi rzucić. Dziecko na pewno nie da sobie rady w taki sposób. A czasem dojdzie jeszcze jedna, a w wyjątkowych przypadkach nawet dwie kostki. Tak czy inaczej bierzemy kostki i rzucamy. Przerzucić możemy część lub wszystkie dwukrotnie szukając najbardziej satysfakcjonującej nas kombinacji akcji o których było na początku akapitu. Są jednak różne „ale”:

  • Symbol ataku pozwala nam wejść do Tokio jeśli akurat nikogo jeszcze w nim nie ma lub zaatakować gracza w Tokio jeśli jesteśmy poza obszarem miasta lub zaatakować WSZYSTKICH graczy poza Tokio, kiedy my siedzimy w centrum. Każdy symbol to jedno obrażenie;
  • Każdy symbol leczenia pozwala nam wyleczyć jedno obrażenie, jednak jeśli jesteśmy w Tokio to leczyć się nie możemy;
  • Każdy symbol energii to jedna kostka energii którą możemy zabrać. Kostki te służą nam do kupna kart umiejętności lub w niektórych przypadkach również do skorzystania z umiejętności na tych kartach;
  • Punkty zwycięstwa można zdobywać za pomocą kostek jeśli wyrzucimy TRZY takie same symbole (1, 2 lub 3). Trzy jedynki dają nam 1 punkt, trzy dwójki dwa, trzy trójki trzy. Kolejny symbol daje nam zawsze 1 dodatkowy punkt, a więc cztery jedynki to dwa punkty, a np. pięć dwójek to cztery punkty.

Kostki to podstawa i musimy nauczyć się o które symbole najlepiej w danej sytuacji walczyć. Od tego może zależeć nasze być albo nie być na imprezie w Tokio. Jednak to karty sprawiają, że w ciągu gry każdy potwór staje się unikalny, a taktyka dzięki nim na każdą grę może być inna, wyjątkowa. Czasem prosta i nastawiona na szybkie dążenie do celu, a czasem bardziej pokrętna niż macki Krakena. Co wcale nie znaczy, że mniej skuteczna. Karty występują w dwóch rodzajach: odrzuć i zatrzymaj. Pierwsze musimy wykorzystać natychmiast po kupnie, natomiast drugie dają nam albo stały bonus, albo aktywowane są za każdym razem, kiedy zajdzie pewna wskazana przez nie sytuacja. Wszystkie za to mają to samo wspólnego: mają świetny design, rewelacyjne grafiki i bardzo klimatyczne nazwy, które pasują do umiejętności. Efekty kart są bardzo zróżnicowane, a ich ilość pozwala rozegrać sporo partii zanim zobaczymy ponownie kartę, którą już znamy.

karty

Potwory w Tokio to oczywiście gra przepełniona negatywną interakcją, ta jednak na szczęście nie ogranicza się wyłącznie do atakowania siebie nawzajem. Sporo kart pozwoli nam na najróżniejsze sztuczki względem innych graczy i co prawda duża ilość zwiększy zadawane przez nas obrażenia lub w inny sposób zrobi fizyczne kuku reszcie potworów, to jest też miejsce na inne zagrania: Sterowanie umysłem pozwoli nam rzucić ponownie jedną kostką innego gracza, Pasożyt pozwoli nam kupić karty od innych graczy, a dzięki Reanimacji będziemy mogli… leczyć inne potwory wykorzystując do tego własne symbole zdrowia – jednak wyleczone potwory będą musiały nam zapłacić po 2 kostki energii z własnych zasobów za każde wyleczone obrażenie.

kostki rodzaje

Gra toczy się do momentu aż jeden z graczy osiągnie 20 punktów zwycięstwa lub w Tokio lub jego obrębie pozostanie tylko jeden żywy potwór. Możemy więc przyjąć taktykę typową dla potworów, czyli rozpętać rozpierduchę z której cało wyjdzie tylko jeden z nich lub też starać się wprowadzić w życie powiedzenie „gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta” i pozostać z boku wydarzeń ciułając punkty, aż nagle walczący rywale będą musieli odejść z podkulonym ogonem czy inną macką, bo to my zostaniemy królem Tokio dzięki właściwym manipulacjom. Dwa różne warunki zwycięstwa znacznie zwiększają regrywalność i pozwalają każdemu nie tylko na grę według własnych upodobań, ale również choćby zmianę strategii podczas rozgrywki gdy nagle okazuje się, że parę dobrych rzutów kostką i w trzeciej rundzie jesteśmy już w połowie drogi do zwycięstwa na punkty, a nie – jak wcześniej planowaliśmy – przez nokaut. Efekty kart bardzo pomagają nam w odkrywaniu gry na nowo w każdej rozgrywce: Dodatkowa głowa pozwoli nam rzucać jedną kostką więcej, Totalne unicestwienie daje nam aż 9 punktów za każdym razem kiedy uda nam się wyrzucić inny wynik na wszystkich sześciu kostkach, Zatrzymanie czasu pozwoli nam rozegrać jeszcze jedną turę (a może nawet więcej, wszystko zależy od wyników na kostkach), a np. Jaki ojciec taki syn pozwoli nam odrodzić się na nowo z 10 punktami życia i 0 punktów zwycięstwa.

zdjęcie 3I to jest chyba właśnie klucz do sukcesu Potworów w Tokio. Każda rozgrywka jest inna. Mamy możliwość gry od 2 do 6 osób (chociaż polecałbym od minimum 3), więc składy osobowe będą różne. Różni będą też gracze. W ciągu jednej rozgrywki kart kupujemy zaledwie ułamek z tego, co dostajemy w pudełku, więc ciągle będziemy mieli nowe możliwości, inne strategie, różne combosy. Kostki wprowadzają istotny element losowości – mogą nawet czasami zadecydować za nas, w którym kierunku pójdzie nasz potwór. Ale właśnie ta nieprzewidywalność każdej rozgrywki sprawia, że Potwory w Tokio warto mieć na swojej półce. Bo nawet, jeśli nie będziemy po nie często sięgać, to za każdym razem kiedy wylądują na stole dadzą nam coś nowego. Zaskoczą czymś wcześniej niewidzianym. A kto nie lubi miłych niespodzianek? ;)

 

Podstawowe informacje

  • Autor: Richard Garfield
  • Wydawnictwo: Egmont
  • Wiek: 8+
  • Ilość graczy: 2-6
  • Czas gry: ok. 30 minut
  • Cena: 88 zł (Gamiko)

Plusy

  • bardzo proste zasady
  • różne drogi do zwycięstwa
  • dynamiczna rozgrywka
  • świetny design i super grafiki kart
  • każda rozgrywka jest inna, nie ma stałej strategii

Minusy

  • dla niektórych: wyraźna negatywna interakcja

 

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za przekazanie gry do recenzji.

Egmont logo