Gram na Planszy

Keyflower – czyli jak zagonić meeple’a do roboty

Opublikowany:
Przez: Krzysztof Kowalczyk

A może by tak rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady? Albo jeszcze lepiej: wypłynąć w długi rejs gdzieś jak najdalej stąd, tam osiąść i zacząć wszystko od nowa? Lubiących czasem pomarzyć o takiej przygodzie zapraszam na pokład łajby zwanej Keyflower. Ten wyjątkowy, magiczny statek, przeniesie nas na godzinę lub dwie do swojego świata, w którym małą wioskę i garstkę robotników przekształcimy w imperium gospodarcze, generujące to, czego każdy gracz pragnie najbardziej, czyli bogactwo i sławę zwane punktami zwycięstwa.

Rzecz o wartości kapitału ludzkiego

Keyflower to gra, która stawia ciekawe, zróżnicowane wyzwania przy pomocy zaskakująco prostych środków. Zadanie, jakie stoi przed każdym graczem, a jednocześnie główna mechanika gry to dysponowanie posiadanymi kolorowymi pionkami-robotnikami. Na początku los przydziela nam ich 8 w nie więcej niż 3 kolorach. Chowamy ich „w domu” (za parawanem), przez co zapewniamy, że liczebność poszczególnych kolorów nie jest znana współgraczom.

Keyflower - robotnicy w zaciszu swojego domu

Wiadomo za to, że wszyscy aż palą się do roboty, czyli rozbudowy naszej wioski, pracy w niej albo nawet i poza nią – u przeciwników lub w budynkach, które dopiero zostaną przyłączone do czyichś włości. Skromny dom na nabrzeżu – nasz jedyny majątek na starcie – będziemy mogli w ciągu 4 rund wzbogacić kolejnymi budynkami. Nie będzie to jednak łatwe, bo jest ich ograniczona ilość i zdobywa się je w drodze licytacji przy pomocy najważniejszego kapitału, jakim dysponujemy – naszych zasobów ludzkich.

Wygrana licytacja skutkuje bezpowrotnym odpływem tych zasobów, a pozyskana budowla to często miejsce, gdzie chciałoby się posłać ludzi do pracy – ot, taki paradoks, z którym musimy się zmierzyć. Na szczęście sprawę ułatwia fakt, że wraz z początkiem nowej rundy, nasza poczciwa Keyflower i inne statki przypływają ponownie, dostarczając to, czego potrzeba nam najbardziej, czyli nowych sił roboczych. Bo jeśli chcemy w tej grze coś osiągnąć, musimy mieć swoich ludzi, najlepiej dużo i do tego wiedzieć, co z nimi zrobić.

Keyflower - wioska z lotu ptaka

Jak zagonić swoich ludzi do roboty

Możliwości mamy kilka. Jedna z nich to licytacja nowego elementu wioski. Wioskę rozbudowuje się przez dokładanie nowych sześciokątnych kafli. Na początku każdej z 4 rund kilka takich kafli pojawia się na środku stołu, a gracze dostają wolną rękę w ich licytowaniu. W kolejnych ruchach wystawiają swoich ludzi przy jednej z krawędzi żetonu, który chcą pozyskać. Wszystkie użyte w jednym ruchu pionki muszą być jednakowego koloru, a jeśli przebijamy czyjąś ofertę, musi być ich choć o 1 więcej i muszą odpowiadać kolorowi, którego wcześniej użyto. Mamy więc w grze jakby 4 różne, niezależne „waluty” – robotników w 4 kolorach. Nawet tuzin czerwonych nie jest lepszy od jednego zielonego, jeśli ten zielony zajął już miejsce przy żetonie, na który czerwoni dybią!

Keyflower - ludzka wieża

Oprócz licytacji kafli, robotnicy zajmują się też ich wykorzystaniem. Każdy kafel to budynek, statek lub coś podobnego i albo daje bezpośrednie korzyści w grze np. w postaci punktów, albo pozwala na wykonanie jakiejś akcji po umieszczeniu na nim ludzika. Możemy to zrobić bez względu na to czy należy on do nas, do przeciwnika czy jeszcze podlega licytacji. Ważne, by przestrzegać zasad trzymania się jednego koloru oraz że, inaczej niż w przypadku licytacji, taki robotnik nie znika po zakończeniu rundy, tylko trafia do osoby, która jest właścicielem danego kafla. Jeśli więc wyślemy robotnika do pracy w swojej wiosce, zachowamy nasz kapitał ludzki do ponownego wykorzystania w kolejnej rundzie. Ale jeśli pracujemy u przeciwnika, sami powiększamy jego możliwości odegrania się na nas w przyszłości.

Keyflower - ludzie przy robocie

Gra blefu i uderzeń wyprzedzających

Runda, składająca się z wykonywanych pojedynczo ruchów kolejnych graczy, trwa do czasu, aż wszyscy nie spasują jeden po drugim. Dopóki tak się nie stanie, można powrócić do gry w swojej turze, nawet jeśli wcześniej się spasowało. Jakiemu celowi miałoby służyć wykonywanie takich manewrów? Ano np. takiemu, by pozwolić przeciwnikom pozbyć się robotników, po czym bez trudu ich przelicytować przy pomocy naszej, przechowanej na później „zgrai”!

Z drugiej strony, co przyjdzie nam z tego, że będziemy mieć mnóstwo czerwonych lub niebieskich, jeśli interesujący nas kafel licytowany jest przy pomocy żółtych? Może więc warto jak najszybciej zajmować dostępne kafle, gwarantując sobie, że grać się będzie o nie w kolorze, który nam odpowiada? A może w ogóle cała ta licytacja jest przereklamowana i lepiej czym prędzej użyć czyjegoś kafla, oczywiście ludzikiem o sprytnie dobranym kolorze – tak, by maksymalnie pokrzyżować szyki innym lub zagwarantować powodzenie swoim planom?

Keyflower - ludzie przy robocie

W Keyflowerze co turę stajemy przed potrzebą podjęcia decyzji, czy to dobry czas by „odkryć karty”, realizować swoje strategiczne zamiary, czy czekać, maskować się. Może lepiej udawać słabość, nawet próbując zdolności aktorskich, by przekonać współgraczy, że pasujemy, bo nic już zrobić nie możemy? A wszystko po to, by kilka tur później wkroczyć ze swoją „armią”, przelicytować kluczowe kafle i tryumfować!

Uważajmy jednak, bo nasi przeciwnicy też mają głowę na karku i jeśli stracimy czujność, gotowi w ten sam sposób zaskoczyć nas. Może więc najlepiej do końca nie rozstawać się z kilkoma ludzikami w kluczowych kolorach? Tylko przecież wcale nie mamy ich tak wielu! Czy w ogóle uda nam się rozkręcić naszą keyflowerową gospodarkę, jeśli nasi ludzie zamiast pracować będą czaić się za parawanem?
Keyflower - rozetka

Serce gry czy wierzchołek góry lodowej?

Keyflower urzekł mnie mnogością kolorowych meepli, które użyte w ramach prostych, czytelnych akcji, pozwalają nam budować strategię, optymalizować posunięcia taktyczne i mieszać szyki przeciwnikom, a to wszystko w atmosferze blefu, podejrzliwości i z ciągłym kalkulowaniem, jaką jeszcze siłą roboczą dysponują współgracze.

A jednak można by się spierać, że to wszystko to zaledwie czubek góry lodowej, bo Keyflower to misterne, dopracowane dzieło, składające się z mnóstwa współgrających ze sobą elementów. Korci mnie, by następne 20 akapitów poświęcić na opis ich wszystkich, ale w trosce o Twój czas, czytelniku, wypunktuję tylko krótko najważniejsze atuty:

  • zmienny zestaw kafli używanych w grze (część losowanych, część różnych w zależności od liczby współgraczy),
  • produkcja surowców w 4 różnych rodzajach, reprezentowanych przez 120 drewnianych znaczników i 48 znaczników umiejętności w 3 rodzajach, które pozwalają ulepszać naszą wioskę lub punktować na koniec gry,
  • mechanizm zmiennych celów na koniec gry, poprzez losowanie punktujących kafli, wchodzących do gry w ramach licytacji w ostatniej rundzie (w jednej grze możesz chcieć punktować za coś zupełnie innego niż w poprzedniej, a na koniec i tak ktoś może ci to wylicytować sprzed nosa),
  • wymaganie układania pozyskanych elementów wioski tak, by pasowały do reszty (coś dla fanów Carcassonne),
  • mechanizm transportu surowców (często dopiero odpowiednio przetransportowane dobra są dla nas coś warte),
  • ulepszanie budynków (bo przecież kafle mają dwie strony, to czemu by ich na drugą nie przekręcić?).

Keyflower - elementy gry

Keyflower a sprawa polska

Keyflower to gra dopracowana, ostatnia z serii kilku gier osadzonych w stylizowanym na średniowieczny świecie „Klucza” (ang. „Key”), powstających na przestrzeni kilkunastu lat. Jeśli wierzyć opiniom – najlepsza z nich. Ma potencjał spodobać się bardzo różnym grupom graczy, którym zwykle trudno spotkać się przy jednym stole, bo ma wiele twarzy: dla jednych będzie to bardziej gra strategiczna, dla innych taktyczna. Jedni docenią warstwę ekonomiczną, inni zachwycą się licznymi okazjami do blefu i interakcji. Jak dla mnie jest to gra, która ma wszystko. No, może poza jednym…

Choć ma już 3 lata, Keyflower nie został jak dotąd wydany w Polsce. Nie był promowany, słyszało o nim wcale nie tak wiele osób i co za tym idzie – brakuje mu graczy. A szkoda, ogromna szkoda. Chciałbym, żeby ktoś mnie kiedyś zaskoczył, proponując partię w Keyflowera. Wcale nie tak trudno dostać go u nas w kraju, znajduje się w ofercie kilku sklepów. Jest niezależny językowo, a z serwisu BoardGameGeek można pobrać profesjonalnie przygotowaną polską wersję instrukcji (ukłony i podziękowania dla autora). Serdecznie polecam!

Keyflower - pudełko i ludzie