Gram na Planszy

9 gier, których fenomenu zupełnie nie rozumiem

Opublikowany:
Przez: Bartek Cieślak

Są gry dobre i świetne. Są też słabe i beznadziejne. Może wsadzę kij w mrowisko, ale fenomenu tych 9 gier, dobrze ocenianych i często kupowanych, zupełnie nie rozumiem. O gustach się nie dyskutuje, ale ja chętnie posłucham, co w tych grach jest takiego, że ludzie ciągle w nie grają. Może którejś dam jeszcze jedną szansę? :)

Dominion

dominion 2

 

Mechanika szukająca gry. Każdy robi swoje nie zwracając uwagi na innych. Zero klimatu, zero zabawy, zero opcji podczas tury innych graczy. Rozgrywka przypomina składanie iPhone’ów w chińskiej fabryce.

Mage Knight

mage knight

Spodziewałem się czegoś w kliamtach Heroes of Might & Magic. Szybkiej gry przygodowej, gdzie będę mógł przemierzać tereny, walczyć z potworami… po prostu brać udział w epickich przygodach. Zamiast tego dostałem dwie 40-stronicowe instrukcje, pół godziny rozkładania gry i rozgrywkę, w której każdy gracz myśli kwadrans nad każdym ruchem żeby obliczyć co mu się najbardziej opłaca. A potem ty robisz to samo. Walka natomiast opiera się na czystej matematyce dzięki czemu z góry znamy wynik starcia. Dużo strategii, zero emocji.

Catan

catan

Klasyk, po który sięgnąłem na początku swojej przygody z planszówkami. Ani wtedy ani nigdy potem nie znalazłem nawet jednego plusa tej gry. Początkowe ustawienie osad na planszy ma kolosalne znaczenie… ale i tak wszystko może zepsuć wszechobecna losowość. Zły rzut? Nic nie dostajesz. Nic nie masz. Nic nie wybudujesz i nic nie wymienisz. Nie masz co robić w swojej turze, a to chyba najgorsza rzecz jaka może wystąpić w grze.

Talisman

talisman

Chociaż nie, jedyną gorszą rzeczą jest zakończenie gry przed innymi. Talisman – pomijając dramat mechaniki „rzuć kostką i idź o tyle pól” – pozwala odpaść w pół godziny podczas gdy gra trwa przynajmniej półtorej. Losowość, wtórność, prostota, nuda.

Arkham Horror

arkham-horror-intro

Jak większość kooperacji cierpi na syndrom lidera i jego ustawiaczy pionków. Do tego długa, trudna, dająca kopa na każdym kroku i zależna od szczęścia, a raczej jego braku. Karze za złe decyzje i nie nagradza za dobre. Czyli idealne przeniesienie prozy Lovecrafta na planszę. Lepiej grać w nią bardziej jak w grę fabularną, wtedy boli, ale inaczej – w sposób, którego się spodziewaliśmy.

Zombicide

zombicide

Mnóstwo figurek i humor w tworzeniu bohaterów to chyba jedyne plusy tej gry. Kupiłem na Kickstarterze za parę stów, czekałem pewnie z rok, zagrałem 2 razy i szczęśliwie udało mi się wymienić na kilka innych, znacznie lepszych gier. Prosta do bólu i nudna rozgrywka, w której zombie ciągle dzielą się na grupy (whaaaat?) a my nawet postrzelać nie możemy bo instrukcja każe nam trafiać najpierw w swoich.

Munchkin

munchkin

20-minutowa gra ciągnąca się przez 2 godziny. Nigdzie syndrom bicia lidera nie występuje tak mocno i nie wnerwia tak bardzo jak tu. Fajna przez pierwsze 30 minut, kolejne 30 minut jest już denerwujące, następne smutne, każde kolejne sprawiające, że chce mi się wbić ołówek w oko.

Pandemia

pandemia

Gracz alpha: Rób co ci mówię albo świat zaleje jakieś choróbsko.

Reszta graczy: Fajnie, znowu mogę ustawiać pionki tam, gdzie mi ktoś każe. Hej, tylko pamiętaj, daj znać jak nam poszło.

Królestwo w budowie

SONY DSC

W to lubię od czasu do czasu pograć, ale… Gracze mają blisko zero decyzji do podjęcia. Chociaż od tego ułamka zależy czy wygramy, więc miejsce na strategię zdecydowanie jest. Ale rozgrywka polegająca na ciągnięciu karty i wykładaniu meepli na mapę tam, gdzie pokazuje ci dobrana karta to jednak nuda. Szczególnie że tylko pierwsze decyzje mają naprawdę znaczenie, potem gra gra się sama. Do tego interakcja ogranicza się jedynie do zablokowania się od czasu do czasu na mapie.

Miało być 10 gier, a ostatnią Carcassonne, ale uznałem, że narażę się zbyt dużej liczbie graczy :) Jest jeszcze Splendor, którego fenomenu zupełnie nie rozumiem, ale z drugiej strony zdaję sobie sprawę z tego, że to całkiem fajna gra. Tylko że – moim zdaniem – nie aż tak fajna.

A Wy macie jakieś swoje typy? A może – co bardzo prawdopodobne – nie zgadzacie się z niektórymi z moich?