Gram na Planszy

Epicki pojedynek w Innowacje – raport z rozgrywki

Opublikowany:
Przez: Bartek Cieślak

Innowacje to od momentu zakupu wciąż moja ulubiona karcianka. Jeśli nie straszna wam losowość i negatywna interakcja, to koniecznie dajcie jej szansę! Bardzo dobra w 2 osoby, świetna, chociaż długa, w więcej. W środę razem z Krzyśkiem zagraliśmy partię, która tylko potwierdziła nasze uwielbienie dla tej gry. Przeczytajcie dlaczego ;)

Rozgrywka toczyła się razem z dodatkiem Echa przeszłości – jak pisałem w recenzji nie wyobrażam sobie już gry bez niego.

Zaczęło się dobrze dla mnie – kilka pojedynczych punktów wpływu, pole premii na jednej karcie i udało się szybko zdominować prehistorię. 1:0.

Krzysiek: Nawet nie zauważyłem kiedy zrobiło się 1:0. Pomyślałem wtedy, że Innowacje to szybka gra – Bartek zamiecie mną podłogę w pół godziny. :)

Kolejne kilkanaście minut to czysta dominacja Krzyśka, po której już pewnie obaj myśleliśmy, że gra skończy się dosyć szybko. W pewnym momencie Krzysiek dobierał już karty z renesansu (4 epoka), podczas gdy ja nie wyszedłem jeszcze z prehistorii (1 epoka). Tak zacofany nie czułem się odkąd zobaczyłem metro w Paryżu i porównałem je sobie z naszym. Na domiar złego swoje czwórki z ręki Krzysiek dorzucił jeszcze do wpływu dzięki żółtej karcie na drzewkach i nagle okazało się, że wynik dominacji brzmi 1:4.

Krzysiek: Czułem się już zwycięzcą! Miałem prawie 40 punktów wpływu i stopował mnie tylko brak aktywnych kart z epoki wyższej niż 4. Do tego Bartek wydawał z siebie odgłosy zranionej gazeli… ahem… to znaczy: rannego rycerza na polu bitwy, błagającego o litościwe dobicie mizerykordią.

Nie chcąc przegrać do 1, ale nie mając specjalnie nadziei na dominację dalszych epok, postanowiłem dozbierać brakujące korony do karty Tłumaczenie i zdobyć drugi, zapewne ostatni punkt. Łatwo nie było, ale w końcu się udało. I to w dwójnasób, ale o tym zaraz. Na razie stanęło na 2:4.

dav

Szczęście się w końcu jednak do mnie uśmiechnęło: na ręku pojawiła mi się karta Piraci, która jest żądaniem opartym na koronach. Koronach, które miałem wszędzie w tamtym momencie! Przyznaję, skorzystałem z niej kilka razy – rzucałem złotem w moich piratów, a ci odpłacali się kolejnymi wpływami: za każdym razem nie tylko zabierając po dwie karty wpływów Krzyśkowi, ale też dokładając je do moich, a do nich dodatkowo jeszcze jedną kartę z moich aktywnych dostarczających korony – czyli łupili wszystko co świeci :) Nie trwało to zbyt długo, ale swoje zrobiło: najpierw zdominowałem Renesans, który pojawił się dzięki działaniom Krzyśka (który zapomniał, że będzie potrzebował do tego 40 punktów wpływu), a potem jeszcze epoki 6 i 7. I zrobiło się 5:4, czyli nie tylko wróciłem do gry, ale też zamierzałem ją wygrać.

Krzysiek: Nigdy nie ukrywałem, że nie mam zbyt wysokiego mniemania o Piratach z Karaibów, a w sporze Kapitan Hak – Piotruś Pan trzymałem stronę tego ostatniego. Pewnie stąd ta krwawa zemsta ze strony Piratów… Ale mówię wam, to była jatka! Do tej pory nie wiem jak to się stało, że jakoś udało mi się jeszcze z tego wygrzebać.

Krzysiek się jednak nie poddawał. Po przyjrzeniu się dziedzinom okazało się, że może zdominować Kulturę. 5:5, a gramy do 7. Zrobiło się naprawdę gorąco.

Ale jeszcze bardziej gorąco zrobiło się w momencie, w którym postanowiłem aktywować mój niebieski stos, w którym czekały już trzy echa. Miałem przy tym pewny plan, ale w trakcie jego wykonywania okazało się, że nie do końca zrozumiałem działanie jednej karty. Od początku był on ryzykowny, ponieważ Krzysiek łapał się na wszystko za sprawą współpracy, ale mój plan przewidywał zabranie mu kilku kart wpływów dzięki zagraniu projektu. Tylko nie dość, że projektu zagrać nie mogłem, to i tak nie mógłbym go w tamtym momencie aktywować tą samą akcją. Ostatecznie skończyło się dominacją swoich projektów i stanęło na 6:6!

Napięcie sięgnęło zenitu, tym bardziej kiedy chwilę później po swojej turze Krzysiek rzucił mimochodem „w następnej rundzie dominuję epokę 8”. Aha, czyli mam dwie akcje na wygranie gry. Dominacja epoki? Nie ma szans. Za mało wpływu plus nie mam odpowiednio wysokiej aktywnej karty. No to zostaje dominacja dziedziny, w końcu leży przede mną jeszcze osiem, którąś na pewno się uda, nie? Nie?

W ręku miałem 4 karty, więc możliwości wiele nie było. Każdej karcie postanowiłem poświęcić minutę, żeby mieć pewność, że nic nie przegapię. Krzysiek po trzeciej karcie sobie poszedł, a ja wciąż wgapiałem się w te karty jak młody chłopak w swojego pierwszego Playboya.

Dwanaście zegarków? Mam 1.

Wszystkie 5 aktywnych kart ma wartość 8 lub więcej? Żadna. No dobra, nie wygląda to dobrze.

Cztery widoczne efekty Echo w jednym kolorze? Mam 3 w niebieskim! Ale na ręku brak kolejnego.

8 pól premii wpływu? 6, mogę zrobić 7.

Czyli nie jest najgorzej, bo mogę dobrać kartę i mam dwie szanse że się uda: albo niebieskie echo, albo premia wpływów. Lepsze takie szanse niż żadne.

Ale ale! Wojskowość! Trzy zasoby każdego rodzaju? Patrzę, zerkam, lukam… Brakuje mi dwóch zamków i dwóch zegarków. Z dwoma zamkami mam nawet dwie karty, więc jedna akcja i połowa drogi do sukcesu. A zegarki? Mam w ręku jeden! Jeden! Boże, dlaczego ta gra jest taka wnerwiająca? Przegram jednym zegarkiem? Po taki powrocie? N-I-E-D-O-W-I-A-R-Y-!

I kiedy Krzysiek już wracał, a ja byłem gotowy mu oświadczyć, że nic nie wymyśliłem, w oczy wpadły mi projekty – nowość z dodatku, o której zbyt często zapominam. Była w nich jedna siódemka, którą mogłem zagrać razem z zegarkiem z ręki. I były na niej właśnie dwa brakujące zegarkowe zasoby, co w ostatnim akcie desperacji zapewniło mi zwycięstwo!

Krzysiek: Z mojej strony czas na morał – naukę, jaką wyciągnąłem z tej partii. Mianowicie: grając w Innowacje nigdy nie odpuszczaj! Nigdy nic nie jest pewne. Walcz do końca bez litości! Przeciwnikom nie pozostawiaj chwili na spokojny oddech. Ja dałem taką chwilę Bartkowi, oddalając się tam, gdzie król chodzi piechotą, a Bartek, mając chwilę na spokojny namysł, wynalazł jakąś kosmiczną kombinację z zastosowaniem mnóstwa dogmatów, karty projektu i na koniec – dominacji jednej z dziedzin za produkcję po 3 symboli każdego rodzaju. Gdybym tylko został i powtórzył kilka razy coś w stylu: „To co, kończymy?” – zwycięstwo byłoby moje! Ech…

Jaki z tego morał?

  1. Innowacje to gra bardzo losowa. I przeepicka!
  2. Trzeba walczyć do końca, nawet na chwilę nie opuszczać gardy.
  3. Powroty są jak najbardziej możliwe.
  4. Pamiętajcie o każdym elemencie gry, bo tu każdy jest tak samo ważny jak inne: jedna premia wpływu, jeden projekt, jeden zasób – tu wszystko może decydować o zwycięstwie lub porażce.

I dlatego tak bardzo lubimy Innowacje.

The End.