Gram na Planszy

Santiago – recenzja

Opublikowany:
Przez: Bartek Cieślak

Santiago to już klasyka gier planszowych. Od pewnego czasu możemy ją nabyć dzięki wydawnictwu Trefl, które zaserwowało nam stary produkt w nowych szatach w swojej nowej serii wydawniczej Next Step. Czy Santiago przetrwało próbę czasu i nadal bawi? Sprawdźmy!

Tym razem zacznijmy od mechaniki, bo to ona musi się obronić po 13 latach od premiery. Wcielamy się w plantatorów, którzy uprawiają banany, arbuzy, winogrona, kokosy i paprykę. Jak wiadomo bez wody jednak nic nie urośnie, a plantacje w Santiago leżą na bardzo niesprzyjającym gruncie.

Pierwszą walkę stoczymy o to, jakie rośliny zasadzimy. Losowo dobierzemy o jeden kafelek więcej, niż ilość graczy, a następnie każdy po kolei przedstawi jedną swoją ofertę w licytacji. Nie jestem fanem gier licytacyjnych, ale tu jest ona zrobiona zmyślnie i… szybko się kończy :) Ofertę możemy złożyć tylko raz, musi być ona większa lub mniejsza od już złożonych. Wymaga to nie lada strategii i umiejętności przewidywania, szczególnie jeśli zaczynamy licytację. Wygrana da nam pierwszeństwo wyboru, natomiast bycie ostatnim… też się opłaca!

Dlaczego? Ostatni gracz co prawda będzie wybierał tylko z 2 kafelków, za to zostanie władcą wody w dalszej części danej rundy. Kiedy już każdy zasadzi nowy kafelek nastąpi faza nawadniania: ostatni gracz dostanie do swojej dyspozycji jeden kanał, który będzie mógł dołożyć w dowolnym miejscu.

I tak rozpoczyna się kolejna bitwa między graczami: o wodę. To ona jest tu najważniejsza, bez niej robotnicy odchodzą, a uprawy usychają. Na szczęście gracza z kanałem można przekupić. Każdy gracz po kolei może zaoferować dowolną kwotę za ustawienie kanału w wybranym przez niego miejscu, gracze mogą nawet dojść do porozumienia i połączyć swoje oferty. Możemy się zgodzić i wziąć kasę, możemy również nie przystać na żadną z ofert i nawodnić tam, gdzie nam się podoba – ale wtedy musimy zapłacić kwotę o 1 większą niż największa złożona nam oferta. Ciężka decyzja, chociaż przyjemna: bo na pewno albo dostaniemy pieniądze (escudos), albo wodę :)

Na wypadek naprawdę czarnej godziny, każdy z graczy może raz w trakcie gry postawić swój własny kanał nawadniający – jest on ostatnią deską ratunku kiedy wszystko idzie nie tak jak powinno, dlatego też decyzja o jego użyciu, zarówno miejsce jak i moment, powinna być starannie przemyślana.

Gra w ten sposób toczy się przez 9 lub 11 rund, w zależności od liczby graczy. Na koniec do pieniędzy, które zostały nam w trakcie gry dodajemy liczbę zdobytych punktów za plantację. Łatwo to policzyć: wielkość plantacji (czyli ilość przylegających do siebie bokami kafelków tego samego rodzaju) mnożymy przez ilość naszych rolników na niej. Gdzieniegdzie stojące palmy liczą się jako dodatkowy robotnik. I to wszystko.

Dobrze być plantatorem

Wyrok jest dla mnie oczywisty: Santiago po latach wciąż nie straciło nic na swojej grywalności. Zasady są na tyle proste, że nie ma problemu, by zagrać z rodziną czy początkującymi graczami. Sama rozgrywka jest dynamiczna, dzięki czemu nie ma żadnych przestojów, nikt nie będzie miał czasu ani ochoty zbyt długo się zastanawiać nad tym, co zrobić.

Co prawda decyzji jest do podjęcia sporo, poczynając od tego na którym kafelku nam najbardziej zależy i ile za niego możemy dać, przez zalicytowanie odpowiedniej kwoty, następnie wybranie właściwego miejsca na plantację, a na koniec czy warto, a jeśli tak to za ile przekupić dostawcę wody (lub jaką łapówkę przyjąć). Wszystkie decyzje są ważne, ale też gra sporo wybacza i każdemu pomaga w osiągnięciu sukcesu. Podoba mi się w tym kontekście również to, że pod koniec tury każdy z graczy dostaje 3 escudos wypłaty, dzięki czemu nigdy nie zostajemy z niczym na kolejne licytacje.

Test białej rękawiczki

Szata graficzna Santiago przeszła poważną metamorfozę. Okładka jest zdecydowanie bardziej zachęcająca, a i komponenty wyglądają nieco lepiej niż w oryginale: rośliny są bardziej wyraźne, a ziemia wydaje się być nieco bardziej spieczona – widać jak potrzebna jest woda :)

Trzy rzeczy jednak mi się nie podobają. Pierwsza to papierowe pieniądze. Escudos wyglądają fajnie, ale papierowe banknoty niech zostaną w Monopoly, a my zarabiajmy i wydawajmy jakieś bardziej sensowne środki płatnicze. Karty, żetony, kafelki… ale nie papierowe pieniądze!

Drugi minus jest mniej ważny, ale nieco psujący klimat. Chociaż może w drugą stronę: klimat jest ok, ale byłby lepszy, gdyby rolę robotników pełniły meeple, a nie zwykłe drewniane kosteczki. Położenie ludzika jako robotnika byłoby znacznie fajniejsze.

Trzeci minus to tor punktacji. Rozumiem że plan był taki, żeby był on mało inwazyjny na planszy, która specjalnie duża nie jest. Ale chyba wszyscy jesteśmy już przyzwyczajeni do cyferek biegnących wokół planszy i nikomu różnicy by to nie zrobiło. Zamiast tego dostajemy potworka na którym zaznaczamy setki, dziesiątki i jedności. Ok, w Santiago w trakcie gry nie zdobywamy żadnych punktów, wszystko liczymy dopiero na sam koniec, ale jednak zaznaczanie na tym torze zdobyczy punktowej jest bardzo mało wygodne, za to mocno frustrujące.

Na szczęście nie są to minusy które psują radość z gry – co najwyżej są nieco upierdliwe.

Podsumowanie

Santiago to wciąż gra raczej rodzinna, ale będąca krokiem dalej niż np. Carcassonne czy Osadnicy z Catanu. Zasady są proste, ale gra wymaga nie lada kombinowania. Dobrze jednak, że nie karze za złe decyzje, a także ma wbudowany mechanizm, dzięki któremu nikt nie powinien uciec pozostałym.

Gra jest przeznaczona dla 3-5 graczy, najlepiej jednak sprawdza się na 4-5. We trójkę jest więcej luzu i poziom trudności mocno spada.

Wykonanie jest porządne, natomiast na pewno ma miejsce na poprawę – spokojnie dałoby się poprawić kilka szczegółów.

Niemniej Santiago to bardzo ciekawa propozycja dla szerokiej gamy graczy: rodzinom i mniej doświadczonym graczom polecam jako wprowadzenie do bardziej skomplikowanych tytułów, a planszówkowym wyjadaczom jako mniej wymagający i krótszy tytuł, który jednak na każdym kroku daje pole do popisu w kwestii kalkulacji i podejmowania właściwych decyzji. Ciekawa mechanika, licytacja, dynamiczna rozgrywka – warto być plantatorem!

Podstawowe informacje

  • Autorzy: Claudia Hely, Roman Pelek
  • Wydawnictwo: Trefl
  • Liczba graczy: 3-5
  • Wiek graczy: 10+
  • Czas gry: ok. 60 minut
  • Cena: 80 zł

 

Dziękujemy wydawnictwu Trefl za przekazanie gry do recenzji.