Gram na Planszy

Top 5 Gier Tygodnia według Gram na Planszy – odcinek #1

Opublikowany:
Przez: Krzysztof Kowalczyk

Gram na Planszy startuje z nowym cyklem tekstów. Chcemy co tydzień prezentować wam listę gier, w które graliśmy w ciągu minionych 7 dni i które zrobiły na nas najlepsze wrażenie. Bo – jak pewnie każdy planszówkowicz – lubimy nie tylko grać w dobre gry, ale i do znudzenia opowiadać o nich innym. ;)

Zachęcamy do śledzenia tych zestawień. Obiecujemy, że będą krótkie i że nie znajdziecie w nich gier w naszej opinii słabych czy średnich. Tylko te najlepsze – nowe albo całkiem stare – przy których w danym tygodniu bawiliśmy się znakomicie!

Subiektywne opinie, ochy i achy oraz konkretne, lecz zwięzłe opisy gier, które są dobre nie tylko w teorii, ale świetnie sprawdziły się w praktyce. Zapraszamy! Na pierwszy ogień: Top 5 gier zeszłego tygodnia według Krzyśka.

5. O mój zboże!

zboże 1Pół godziny zabawy w budowanie średniowiecznych łańcuchów produkcyjnych za pomocą całej masy kart!

Każda z nich, oprócz tego, że przedstawia budynek, który możemy wznieść, reprezentuje też jakieś dobro produkcyjne. Przy pomocy tych dóbr – losowanych w każdej rundzie w trudnych do przewidzenia ilościach i rodzajach – uruchamiamy produkcję w swoich budynkach: tartakach, młynach, przędzalniach, cegielniach…

Gromadzimy przetworzone dobra, warte konkretne pieniądze i konstruujemy coraz dalej idące łańcuchy produkcyjne. Choćby nie udało się nam ich odpalić w trakcie gry, to na koniec, w ostatniej rundzie, możemy użyć ich wszystkich i w jednej chwili – przykładowo – z mało efektownego kamienia wytworzyć narzędzia, warte mnóstwo złota.

W O mój zboże! gra się praktycznie tam samo dobrze w każdym składzie osobowym: od czterech osób po dwie, a nawet… jedną. Szczególnie miło wspominam partię dwuosobową przeciwko Bartkowi, w której udało mi się w końcu stworzyć łańcuch, na który polowałem od dawna: złożony z żółtych kart, pozwalający ze zboża, przez mąkę i chleb przejść aż po naczynia ceramiczne czy co to tam jest na tym obrazku… Wszystko jedno, ważne, że jest to czwarte ogniwo łańcucha o wartości 8 złotych monet!

To świetne uczucie, gdy w ostatniej rundzie udaje ci się wygenerować bogactwa warte z 10 punktów zwycięstwa i dzięki temu wygrać całą partię 27 do 25!

4. Carcassonne

carcassonne 1Tydzień bez zaciętej partii w Carcassonne to tydzień stracony! O rozegranie jej jest o tyle łatwo, że gra dostępna jest w bardzo fajnie zrobionej wersji na telefony i tablety.

W tej formie (na tablecie) rozegrałem z żoną grę na grube stokilkadziesiąt kafelków, używając dwóch (!) podstawek oraz pierwszego i drugiego dodatku.

Było trochę spokojnego, osobnego budowania, ale też dużo walki. Najpierw – o jedno szczególnie duże miasto, finalnie za 64 punkty! A pod koniec – o łąki. Losy jednej z nich, najwyżej punktowanej, ważyły się dosłownie do ostatniego klocka.

Koniec końców o zwycięstwie zdecydowały… towary, w których jedna ze stron uzyskała pełną przewagę i wygrała 30 do 0. Mniej więcej taką różnicą zakończyła się cała partia z wynikami w okolicach 400 (!) punktów.

3. Marco Polo

marco new 1Kolorowa gra o handlu i podróżach, czyli… o zbieraniu drewnianych znaczników w 4 rodzajach i zamienianiu ich na punkty.

Startując w Wenecji, poruszamy się śladami XIII-wiecznego kupca, tytułowego Marco Polo. Możemy wiele podróżować, rozstawiając placówki handlowe po całej Azji, a możemy też skupić się na gromadzeniu dóbr i sprzedawaniu ich w ramach pozyskanych kontraktów. Wszystko to przy pomocy kości w sześciu kolorach.

Gra za każdym razem urzeka mnie tym, że chciałbym zrobić w niej dużo, dużo więcej, niż czas pozwala. Często wmanewrowuje mnie w mało sensowne posunięcia, których nieopłacalność widzę dopiero, gdy jest za późno. Tak było i tym razem: zamiast od razu ruszyć w podróż do jakiegoś ciekawego miejsca (czytaj: intratnej karty akcji lub premii miejskiej), najpierw zaplątałem się w gromadzenie towarów, a potem ubzdurałem sobie, że zdominuję kontrakty. Gdy stało się jasne, że to nierealne, zacząłem miotać się po planszy, by wyciągnąć jeszcze choć trochę punktów.

Ech! W 4-osobowej partii, w której tłumaczyłem grę trzem nowicjuszom, zakończyłem rozgrywkę na miejscu… tuż poza podium. Poczytuję to sobie za duży sukces pedagogiczny. ;) A do Marco Polo chciałbym wrócić jak najszybciej, pełen nowych przemyśleń na temat tego co, jak i kiedy opłaca się w tej grze robić, by wygrać.

Na marginesie: zwycięzca, grając pierwszy raz, zgromadził 87 punktów. Niezły wynik, prawda?

2. Suburbia z dodatkiem Suburbia Inc.

suburbia 1W Suburbię gram od lat i wciąż mi się nie nudzi, a ostatnio przeżywa drugą młodość po zakupie dodatku Suburbia Inc.

W grze budujemy miasta z sześciokątnych kafli – każdy gracz własne. Wygrywa ten, kto zdobędzie najwięcej punktów, które w przeciągu gry równają się zgromadzonej w mieście populacji, a na koniec powiększane są o premie wynikające z realizacji celów – jawnych i tajnych. Dodatek wprowadza nowe kafelki, cele, bonusy i misje, a przede wszystkim – długie grzebienie granic, które trafnie położone w jednej chwili mogą zapewnić nam ogromne profity.

By dobrze poradzić sobie w Suburbii musimy na początku mocno rozwinąć sferę gospodarczą – czyli postawić wiele kafli pozwalających zwiększyć przychód. W toku gry należy jednak w optymalnym momencie przestawić się na gromadzenie populacji.

Gra oferuje wiele natychmiastowej radości, gdy uda ci się zdobyć jakiś szczególnie interesujący cię kafelek. Z partii z zeszłego tygodnia ciepło wspominam upolowane i celnie umieszczone: Szybką Kolej Miejską, Galerie Handlową, Kancelarię Prawną, a moja małżonka: Oczyszczalnię Ścieków, która całkiem odwróciła losy jednej z gier.

Zapewne nieprzypadkowo wszystkie wymienione tu przeze mnie kafelki pochodzą z dodatku. Stare mamy już bardzo mocno ograne i choć dalej cieszą, to nowe mocniej władają wyobraźnią.

1. Grand Austria Hotel

austria 1Grand Austria Hotel to wyśmienity przedstawiciel gatunku euro!

W krótkiej partii, w której mamy do wykonania zadziwiająco mało ruchów, musimy zadbać o wypełnienie pokoi swojego hotelu jak największą liczbą gości. Wcale nie tak łatwo ich sprowadzić, bo są kapryśni i najpierw każą nakarmić się (i napoić) strudlem, ciastem, kawą lub winem.

Lubię gry strategiczne, mocno angażujące szare komórki, a przy tym mało powtarzalne i stosunkowo krótkie. Grand Austria Hotel idealnie wpisuje się w moje oczekiwania.

Draft pracowników, którym rozpoczynamy każdą partię, przyniósł ostatnio kolejne ciekawe pomysły na stworzenie dobrze działających kombinacji oraz uzupełnienie luk w strategii. Wykorzystując opcję przygotowania pokoju po każdorazowym wykorzystaniu kości generujących napoje lub żarcie, nie musiałem martwić się o miejsce dla gości. Do tego udało mi się zdobyć i zagrać całą masę kart punktujących na koniec gry, wypełnić wiele z oczekiwań cesarza i spełnić 2 z 3 celów politycznych.

Kończyłem grę z wynikiem tak dobrym jak rzadko mi się zdarza (bodajże 181 punktów), zastanawiając się ile maksymalnie można ich w tej grze wyciągnąć, przy sprzyjającym układzie kart, kostek i optymalnych decyzjach strategicznych i taktycznych?… Kolejnym razem, jak zawsze, mam zamiar podjąć próbę przesunięcia granicy własnych możliwości choć o kilka punktów wyżej!

Post scriptum

To tyle na ten tydzień. Mamy nadzieję, że czytało się wam to równie dobrze, jak nam grało. Za tydzień wrócimy do was z kolejnym zestawieniem – może zupełnie innych gier? A może częściowo tych samych? Kto wie, jakie fajne partie przyniosą nadchodzące dni?

Jeśli mielibyście ochotę także opowiedzieć nam w co fajnego ostatnio graliście – zapraszamy do udzielania się w komentarzach. Jak dla nas – czytania o dobrych grach nigdy dość! :)