Gram na Planszy

Top 5 Gier Tygodnia według Gram na Planszy – odcinek #2

Opublikowany:
Przez: Krzysztof Kowalczyk

Zapraszamy na drugą odsłonę zestawienia najciekawszych gier tygodnia według Gram na Planszy. Przy tych tytułach spędzaliśmy ostatnio czas, o czym opowiemy, przy okazji je polecając.

Trzymając się konwencji przyjętej tydzień temu, prezentujemy listę pięciu gier – Top 5. Wbrew nakazom logiki zaczniemy jednak od pozycji numer… cztery.

Bez obaw, wszystko nabierze jako takiego sensu w miarę lektury tekstu. Zapraszamy!

4. Multiuniversum

/Krzysiek

Od kilku dni jestem szczęśliwym posiadaczem nowego cacka od Board & Dice – Multiuniversum, zamówionego w przedsprzedaży parę miesięcy temu za jakieś grosze. Decyzja o zakupie była łatwa jak nigdy.

Jak wyczytałem w pierwszych zdaniach instrukcji, w grze wcielamy się w postacie szalonych (?) naukowców, którzy pochopnie otworzyli masę portali do równoległych wszechświatów i teraz gorączkowo starają się je pozamykać. Muszę powiedzieć, że dawno nie czytałem lepszego wprowadzenia do gry niż to, w które BAD Boys zaopatrzyli Multiuniversum! Przeczytawszy te pierwsze akapity poczułem się zanurzony w klimacie po uszy i chciałem czym prędzej zacząć ratować świat!

Wytworzenie takiego wrażenia to nie lada sztuka – tym bardziej, że sama rozgrywka w klimat nie opływa. Powiedziałbym, że jest taka… feldowska: patrzymy na ikonki na kartach, kalkulujemy, optymalizujemy, wykonujemy mocno abstrakcyjne ruchy, przestawiając pionki i przekładając karty. I tak runda po rundzie. Piękne i pomysłowe grafiki na kartach ani nam w tym pomagają, ani przeszkadzają.

Czy Manual Correia – bo takim nazwiskiem sygnowana jest gra – to nie jakiś nowy pseudonim Stefana Felda? Jeśli ktoś miałby wątpliwości, to padł tu właśnie duży komplement pod adresem tego młodego, mało jeszcze znanego, projektanta.

3. Roll for the Galaxy

/Krzysiek

Gra, w którą nie da się zagrać raz. Krótka, dynamiczna, o zasadach, które na początku wydają się zawiłe, a po chwili stają proste jak mało które. Losowa czyli taka, w którą przegrywa się nie przez własne błędy, ale przez zwyczajnego pecha, ;) co wyzwala dodatkową ochotę, by się od razu odegrać.

Miałem ostatnio przyjemność pograć w warszawskim Agresorze w gronie 3- i 5-osobowym. Ta gra zawsze działa dobrze! Dzięki temu, że gracze wykonują swoje ruchy jednocześnie, rozgrywka jest płynna i szybka – prawie jak 7 Cudów Świata. Prawie, bo jednak co jakiś czas jest się nad czym głębiej zadumać, szczególnie jeśli ktoś ma do wykonania kilka akcji Odkrywania i raz po raz wybiera z całej kupki kafelków.

W jednej z partii udało mi się szybko postawić dwie technologie, dzięki którym mogłem taniej kolonizować planety (Roboty Replikanty) i jeszcze na tym zarabiać (Galaktyczny Recykling). Gdybym się bardzo postarał, mógłbym doprowadzić do końca gry już w okolicach 7 rundy, ale pomyślałem, że poczekam jeszcze chwilę, bo mam na planetach kilka dóbr do skonsumowania.

Tym samym zaplątałem się w dostawy, w których nie miałem żadnych przewag nad resztą. Gra przedłużyła się o dobra kilka rund i koniec końców przegrałem, choć wcześniej wydawało mi się, że tymi efektywnymi kolonizacjami pozamiatam. Wyciągnąłem z tego następującą nauczkę: jeśli w jakiejś dziedzinie dominujesz, to właśnie tym się zajmuj, matołku! ;) W końcu po coś wcześniej stawiałeś te technologie…

Dość już jednak o Rollu. Czas wyjaśnić zagadkę Top 5 bez ostatniej pozycji. Jedną z opisywanych dziś gier umieszczamy… w poczekalni. A dlaczego? O tym opowiada Paweł.

Poczekalnia: Via Nebula

/Paweł

via nebulaW tym tygodniu czasu wyjątkowo mało, a pracy wręcz odwrotnie.

W związku z zaplanowaną recenzją ogrywam Via Nebula, nowość od Rebela, kupioną na przeczucie. Właśnie zakończyłem czwartą rozgrywkę i ciągle nie jestem w stanie określić czy to dobra gra, czy tylko przeciętna.

Ładne wykonanie, szybki setup, proste zasady, krótki czas rozgrywki – to dla większości graczy niewątpliwe zalety. Gra niczym mnie jednak nie zaskakuje, mechanika jest banalna i niezbyt odkrywcza.

Z całą pewnością to gra rodzinna, skala trudności na poziomie Wybuchowej mieszanki, którą recenzowałem niedawno. Po czterech rozgrywkach 2-3 osobowych mam mieszane uczucia. W 4 osoby jeszcze nie grałem i czuję, że w tym układzie gra będzie działała najlepiej, będzie tłoczno i będzie walka o najlepsze rozstawienie placów budowy.

Rozgrywka jest przyjemna, ale interakcji jest niewiele, przynajmniej w grze dla 2-3 graczy. Czasami podbierzemy surowce, kontrakt upatrzony przez innego gracza lub ulokujemy nasz plac budowy w dogodniejszym miejscu. Nie za wiele złośliwości i interakcji. W sumie może to dobrze, przecież gra jest skierowana do młodszych graczy. Tylko bez tej interakcji Via Nebula wydaje się trochę jałowa i nijaka.

Ogólnie jest bardzo spokojnie i przyjemnie. Idealna pierwsza gra ekonomiczna dla młodych graczy. Niestety, nie wiem czy nie nazbyt powtarzalna i schematyczna. Zobaczymy co pokaże czas i następne 5-6 rozgrywek.

2. Carcassonne

/Krzysiek

carc 1Wracając do regularnego zestawienia świetnych gier, zastanawiam się czy Gram na Planszy nie za dużo pisze o Carcassonne? Gra była w zestawieniu w zeszłym tygodniu, a nie tak dawno opisywaliśmy najlepsze dodatki do niej i udowadnialiśmy, że jest lepszą grą niż wszystkie inne.

Ale jak tu znów o niej nie napisać, skoro w zeszłą sobotę brałem udział w świetnym turnieju eliminacyjnym do Mistrzstw Polski 2016 w Carcassonne, zorganizowanym w gościnnych progach sklepu Xjoy na waszawskim Tarchominie?

Wiadomo jak jest na turniejach – czasem rywalizacja przysłania dobrą zabawę. Tym razem było zupełnie inaczej. Wyglądało na to, że wszyscy przyszli przede wszystkim pograć, o czym świadczyło chociażby to, że odpadający wcale nie uciekali jak najszybciej do domów, tylko grali dalej towarzysko w inne tytuły.

Było więc niezwykle sympatycznie, co nie znaczy, że walka nie była zażarta. Dla przykładu: bitwę o pewną drogę za 18 punktów wygrałem 3 do 2, a w połowie jednej z gier zorientowałem się, że dysponuję już tylko 2 ludzikami, bo resztę sprytnie zablokował mi przeciwnik. Nie mówiąc o miastach. Żadne miasto o wielkości co najmniej 4 kafli nie było odpuszczane bez walki – przynajmniej przy stołach, przy których grałem ja. ;)

Polec w takiej walce to nie wstyd, a czysta przyjemność. Ale przyznam, że trochę szkoda mi było, iż nie dorwałem się do gry Nowy Jork 1901, którą wydawnictwo Bard rozdaje zwycięzcom.

1. Agricola

/Krzysiek

agricola 1To moja ulubiona gra. Jest ze mną już 7 lat i na stole lądowała tyle razy, że aż wstyd mówić. ;) Czy tym razem naszło mnie na nią tak po prostu? Czy może przypomniała mi o niej Lacerta, publikując informację o nowym wydaniu w wersji dla graczy? Mniejsza z tym. Ważne, że jak zwykle grało się bosko!

Rozdaliśmy sobie z żoną po 10 kart i przystąpiliśmy do draftu. Taki poszerzony draft daje szanse zbudowania jeszcze ciekawszych, silniejszych niż zwykle kombinacji kart. Uwielbiamy tak grać!

Tym razem udało mi się zebrać całkiem zgrabny zestaw kart, pomagający w uprawie zboża i warzyw: Przekupka (czyli 2 zboża wraz z każdym warzywem), Dożynki (natychmiastowe zbiory wszystkiego z pól), Rośliny doniczkowe (bogatsze obsiewanie w parzystych rundach), uzupełnione o Kamienny piec i dodatki takie jak Sierp (dając więcej punktów za plony i pola) – wszystko to pracowało razem świetnie.

Tym bardziej, że pole akcji z warzywami pojawiło się już w 8 rundzie i od tej pory zupełnie nie musiałem martwić się o jedzenie. Nazbierałem więc wszystkiego w bród i natłukłem 53 punkty. Koniec końców bardziej niż ta liczba cieszyło mnie to, że kolejny raz zbudowałem zupełnie nową kombinację kart, która świetnie sprawdziła się w praktyce.

Wracając jeszcze na chwilę do nowego wydania Agricoli dla graczy: niepokoję się, że nie da mi ono tyle radości, co wersja oryginalna. Jeśli robić draft z dziesięciu, to 96 sztuk kart pomocników i małych usprawnień, jakie są w pudełku, zestarzeje się bardzo szybko.

Mam za to nadzieję, że te 96 kart dobrano tak, by były wyjątkowo dobrze zrównoważone. To pozwoliłoby toczyć przy ich pomocy zacięte pojedynki z nowymi osobami, które Agricolę dopiero poznają i nie są w związku z tym gotowe na draft.

Zamiast podsumowania

To tyle na ten tydzień. Było pięć gier? Było! Więc proszę nie protestować, że co to za Top 5 bez piątego miejsca. ;)

W najbliższej przyszłości, jeśli wierzyć Bartkowi, będziemy grali non stop w jeden tytuł – wydany właśnie, długo wyczekiwany – Blood Rage. Czyżbyśmy więc za tydzień zamiast Top 5 przygotowali Top 1? ;) Zaglądajcie na Gram na Planszy, aby się przekonać.