Gram na Planszy

Top 5 Gier Tygodnia według Gram na Planszy – odcinek #3

Opublikowany:
Przez: Krzysztof Kowalczyk

Zapraszamy na kolejne zestawienie najlepszych gier tygodnia według Gram na Planszy!

Rozstając się ostatnim razem po opisie świetnej partii w Agricolę, odgrażaliśmy się, że na jakiś czas wystarczy nam spokojnej pracy na roli – nadszedł czas na grabienie i palenie! I nie mieliśmy na myśli jesiennych porządków na działce (przecież na razie lato w pełni), tylko wypatrywany przez nas od miesięcy Blood Rage wraz z jego starciami wikińskich klanów.

Skoro obiecaliśmy, to proszę – wrzucamy zdjęcie z gry na otwarcie tekstu. A czy sama rozgrywka podobała nam się na tyle, by gra załapała się do zestawienia? No przecież nie zdradzimy wam wszystkiego we wstępie! ;) Zapraszamy do czytania!

5. Jaipur

/Krzysiek

W zeszłym tygodniu grałem w sporo małych karcianek. Najlepiej bawiłem się przy wyrównanej partii w Jaipur.

jaipur 1

Jaipur to całkiem wysoko oceniany w środowisku graczy tytuł (pierwsza setka rankingu BGG), w którym dwie osoby mierzą się w taktycznym pojedynku, polegającym na zbieraniu i zagrywaniu zestawów kart, przedstawiających wielbłądy bądź towary kupieckie z dalekiego wschodu.

Jest szybki, kolorowy i świetnie wypada w relacji: czas zainwestowany w rozgrywkę, a frajda z niej. Zbieranie kart jest niby proste, a jednak często okazuje się zaskakująco podchwytliwe: wszak pobierając kartę ze stołu powodujemy, że kolejna, potencjalnie atrakcyjna, pojawi się jako dostępna dla przeciwnika.

W zależności od sytuacji i szczęścia, bardzo różne posunięcia mogą w Jaipurze prowadzić do zdobycia przewagi. Czasem warto zbierać do 5 kart w zestawie, a czasem – wyrzucać już jedną lub dwie. Niejeden raz szalę zwycięstwa przechyli stado wielbłądów, lecz kiedy indziej zbierając je wystawimy świetny ruch przeciwnikowi.

Często do końca nie wiadomo, kto okazał się lepszy w tym przeciąganiu liny i dopiero przeliczenie punktów – których dokładnej liczby w trakcie rozgrywki nie da się śledzić – ujawnia, kto zwyciężył.

Ostatnią rozgrywkę wygrałem 2-1, ale nie wiem czy więcej radości z niej nie miała moja żona, która w jednej z partii natłukła coś blisko 90 punktów przy moich marnych sześciesięciu kilku.

4. K2

/Krzysiek

k2 1Naszło mnie na góry. Najchętniej pojechałbym w Tatry i wdrapał się na Świnicę, Rysy albo chociaż Wołowiec, ale z braku czasu zadowoliłem się trochę prostszą sprawą, czyli zdobyciem najtrudniejszego ośmiotysięcznika świata – K2. Z pomocą świetnej gry Adama Kałuży, naturalnie.

Rozłożyliśmy planszę przedstawiającą ten szczyt na stronie łatwiejszej i użyliśmy letnich kafli pogody. Nie chcieliśmy sobie utrudniać życia, bo K2 ostatni raz wylądowało na stole chyba ze 2 lata temu. Zasady gry są jednak na tyle przejrzyste, że szybko je sobie odświeżyliśmy i pognaliśmy w górę.

Zwykle tak właśnie gram w K2: za szybko wyrywam naprzód, za dużo ryzykuję i ostatecznie skutecznie wykańczam co najmniej jednego ze swoich wspinaczy. Nie żebym to robił specjalnie, tak jakoś wychodzi.

A przecież istnieje alternatywny sposób gry, opisany w tym przezabawnym komiksie w serwisie Tiny Wooden Pieces (tekst w języku angielskim). Uśmiałem się przy nim gorzko, bo ci spadający i znoszeni faceci to zwykle moja drużyna, a na to, żeby raczej spokojnie popijać kakao przed namiotem nigdy nie wpadłem.

Chyba jednak czegoś się w końcu nauczyłem, bo tym razem obaj moi himalaiści dotrwali do końca gry, którą zakończyłem minimalną porażką 16 do 17. Pewnie więc, dla odmiany, zagrałem zbyt asekuracyjnie na łatwej planszy przy łatwej pogodzie.

3. Blood Rage

/Bartek

Długo oczekiwany przeze mnie Blood Rage nareszcie dotarł i w piątek udało nam się zagrać 4-osobową partię. Było to moje pierwsze spotkanie z tą grą, więc moje wrażenia mogą jeszcze ulec diametralnej zmianie. Gra ma bardzo proste zasady, ale również ogromną głębię. Każdy ruch powinien być zaplanowany, każdy punkt szału wydany w sposób rozsądny i zgodny z wcześniej przyjętą taktyką na dany etap, którą tworzymy w czasie draftu kart. Tu z pewnością przydaje się już znajomość gry, nie tylko co może przynieść dużo punktów, a co będzie mniej przydatne, ale również co możemy zaraz dostać od gracza po prawej stronie i co mogli zatrzymać dla siebie. Znajomość kart wydaje się być dużym plusem i może dać sporą przewagę nad osobami, które będą grały po raz pierwszy.

W trakcie rozgrywki bardzo dużo się dzieje, walki są w zasadzie co chwilę, dzielni wikingowie non stop udają się do valhalli, a nordyckie potwory mogą zarówno siać zniszczenie na planszy, jak i pełnić rolę drogiego mięsa armatniego. Cały czas w trakcie gry czuć jednak zaangażowanie każdego gracza, sytuacja na stole zmienia się co chwilę, a adrenalina skacze momentami jak w trakcie meczu Polaków na Euro.

Nasza partia zakończyła się z bardzo dużą różnicą punktową. Krzysiek, który miał już okazję wcześniej zagrać, zdobył prawie 200 punktów i zaledwie jednego zabrakło mu by zdublować na torze punktacji swoją żonę. Ja zająłem drugie miejsce ze ~150 punktami, z czego 62 zdobyłem w ostatniej fazie wypraw, co wydawało się nieco przesadą. Ciężko jednak po pierwszej partii stwierdzić, czy było to szczęście, że akurat te karty do mnie docierały, czy karta podwajająca punkty za wyprawy jest nieco przesadzona. Jednak w tej same, ostatniej rundzie Krzysiek zdobył ponad 50 punktów za powrót swoich wojowników z valhalli, tak więc takich kombinacji najwyraźniej w grze nie brakuje. Trzeba je tylko zauważyć, zdobyć i optymalnie wykorzystać, co nam się udało.

Wrażenia Blood Rage na pewno zostawił po sobie pozytywne i mam nadzieję, że niedługo uda mi się rozegrać kolejną grę. Teraz liczę, że uda mi się podjąć bardziej świadome decyzje i poprowadzę swoich wikingów w taki sposób, by układali o mnie pieśni. Nawet, jeśli nie wygramy :)

2. Szklany szlak

/Bartek

szlak 30Z powodu pracy zmianowej, Euro 2016 i nadchodzącego wielkimi krokami ślubu nie mam ostatnio zbyt dużo czasu na grę. Najłatwiej jest mi zagrać w coś samemu, ale w takich momentach komputer wygrywał jednak z planszówkami. Nie mogłem jednak dłużej patrzeć na kurzące się pudełka i postanowiłem spróbować wariant solo w Szklany szlak, w który niedawno grałem pierwszy raz i bardzo mi się spodobał.

Był to strzał w dziesiątkę! Wcześniej grałem zaledwie raz w trzy osoby, więc ciężko porównywać mi rozgrywkę samemu do tej wieloosobowej. Jednak wydaje się nieco podobna, ilość dostępnych dla nas kart, a co za tym idzie akcji, w każdej rundzie jest inna i symuluje to nieco zgadywanie jakie karty pomocników mają rywale w kilkuosobowej grze. Oprócz tego Szklany szlak jest raczej pasjansem, dlatego też gra samemu wydaje się bardzo podobna. Brakuje tylko ewentualnego podbierania budynków. Jest to minus, ale wydaje mi się, że bardziej dlatego, że jesteśmy zdani tylko na wylosowane budynki i ewentualnie nowe, które zastąpią te już przez nas wybudowane, a nie dlatego, że ktoś nam może popsuć szyki.

Niemniej solo wariant Szklanego szlaku jest moim zdaniem genialną łamigłówką. Jedna partia trwa szybko, naprawdę wciąga i zanim się obejrzycie mija pół godziny i trzeba podliczyć zdobyte punkty. Brakuje mi nieco jakiejś tabeli punktowej, instrukcja wspomina jedynie, że osiągnięcie 30 punktów uważane jest za bardzo dobry wynik. Ja w swoich pierwszych próbach byłem niezwykle konsekwentny: 21, 20 i 20,5. Wszystkie trzy gry zagrałem pod rząd w łącznym czasie mniejszym niż dwie godziny, co dla mnie jest wyznacznikiem naprawdę znakomitej zabawy! Polecam każdemu, kto ma wolną godzinkę a nie ma z kim pograć.

Kończę i idę spróbować zdobyć chociaż 22 punkty. Ostatnio byłem przekonany, że z wylosowanych budynków uda mi się zrobić świetny wynik, ale zabrakło mi ostatecznie… przynajmniej 5 ruchów :)

1. K2 – dodatek: Trawers Broad Peaków

/Krzysiek

broad peakPowrót do K2 po latach tak mi się spodobał, że parę dni później wyciągnąłem je ponownie, tym razem z rozszerzeniem Broad Peak.

Jeśli ktoś go nie kojarzy, to zawiera on w zasadzie 2 nowe gry z rodziny K2. Na dwustronnej planszy z jednej strony rozgrywamy Bieg na szczyt Broad Peak, a na drugiej – przechodzimy całą grań masywu, przez 3 wyróżnione wierzchołki.

Oba warianty mają zestawy lekko zmienionych zasad i jako urozmaicenie K2 wypadają rewelacyjnie! Zmian jest na tyle dużo, by odczucie z rozgrywki było znacząco inne, a też na tyle mało, by łatwo było je ogarnąć.

W Bieg na szczyt grało się nam nieźle, ale to strona z Trawersem wywołała większe emocje. Dwie partie, które rozegraliśmy, zaczynały się podobnie, to znaczy rozchodziliśmy się w dwie strony i atakowaliśmy grań z różnych krańców. O ile przy letnich kaflach pogody udało nam się względnie łatwo natłuc mnóstwo punktów za wejścia na szczyt i przejścia całej grani, o tyle grając w zimie w pewnej chwili zastanawialiśmy się czy w ogóle którekolwiek z nas wykona trawers i przeżyje?

Graliśmy bowiem ambitnie i staraliśmy się zaliczyć co najmniej 2 z 3 szczytów, a nie prześlizgiwać się dolinami. W tym scenariuszu, podobnie jak w zwykłym K2, podejmuje się trudne decyzje o ataku na szczyt bądź jego zaniechaniu, by przeżyć. Inaczej jednak niż w podstawowej wersji gry, mamy do wzięcia pod uwagę dodatkowe sposoby gromadzenia punktów: nie tylko za osiągniętą wysokość, ale i konkretne zdobyte szczyty oraz premię za pełny trawers masywu.

Jak dla mnie oznacza to, że gra staje się jeszcze ciekawsza, a walka o zwycięstwo ma jeszcze większą szansę trwać do samego końca. Tak właśnie zdarzyło się w zeszłym tygodniu. Zawahanie jednego z graczy w przedostatnim dniu wyprawy i nie zajęcie kluczowego pola pod szczytem centralnym spowodowało, że druga osoba, przejmując znacznik rozpoczynającego, władowała się tam wcześniej i, co gorsza, zablokowała pole, bo w najwyższych partiach gór nie ma miejsca dla dwóch wspinaczy równocześnie.

Cała gra zakończyła się minimalnym zwycięstwem osoby, która wspięła się wyżej w ostatnim ruchu!

Post scriptum

Jedni lubią gry planszowe, inni nie, a jeszcze inni je wprost uwielbiają! Redakcja Gram na Planszy zdecydowanie należy do tej trzeciej grupy.

Gdy zastanawiamy się nad tym, co najbardziej w nich cenimy, to chyba właśnie takie chwile, jak ta, zafundowana przez K2: Broad Peak. Prawie godzina główkowania nad planszą, a zwycięstwo do końca pozostaje otwartą kwestią i rozstrzygnięcie zapada w ostatnich dwóch minutach.

Samych takich gier w nadchodzącym tygodniu życzy wam redakcja Gram na Planszy!