Gram na Planszy

Top 5 Gier Tygodnia według Gram na Planszy – odcinek #7

Opublikowany:
Przez: Krzysztof Kowalczyk

Top Tygodnia według Gram na Planszy, odcinek nr 7. Wsiadamy w nim do pociągu w niedalekiej Szwajcarii, by przez tereny zimne i niebezpieczne jak otchłań kosmiczna i wikińskie fiordy, trochę tajniacząc się, zakończyć podróż w scenerii zgoła egzotycznej!

5. Wsiąść do pociągu: Szwajcaria

/Krzysiek

Zagrałbym w jakąś nową mapę do Wsiąść do pociągu. Najchętniej w tę z podróżami po świecie, które odbywa się także na pokładach statków. A że ta ukaże się dopiero na jesieni, to chociaż w Pensylwanię lub Wielką Brytanię, które wydano w zeszłym roku.

ticket 1

Tej też jednak nie mam, wybór padł więc na ogrywaną już setki razy Szwajcarię. Na szczęście Wsiąść do pociągu cieszy się dobrą regrywalnością, którą zapewniają przede wszystkim losowo dobierane bilety, najczęściej każące nam w kolejnych grach łączyć inne miejscowości. Szwajcaria jest w tym obszarze szczególnie ciekawa ze swoimi biletami prowadzącymi z państw do państw, które można realizować na różnych trasach i które zapewniają łatwy dopływ mnóstwa punktów.

Gdy w zeszłym tygodniu rozbudowaliśmy już znacznie swoje sieci połączeń, bilety stały się tak łakomymi kąskami, że przed końcem partii dociągnęliśmy wszystkie. Nie został ani jeden, za to jedna ze stron nabiła przy ich pomocy kosmiczny wynik ponad 300 punktów!

Szwajcaria taka jest – przy odrobinie szczęścia można nabić na niej wynik tak wysoki, jak na żadnej innej znanej mi mapie. Czy muszę dodawać, że to dobra zabawa?

4. Eclipse

/Krzysiek

Sześcioosobowa rozgrywka w Eclipse, trwająca bite 4 godziny, zapewniła wiele kombinowania i emocjonujących chwil.

Grając w tyle osób w Eclipse otrzymujemy wszystko to, co w tej grze najlepsze. W galaktyce panuje tłok i walki o kluczowe heksy, w szczególności Centrum, nie da się uniknąć. Na tor technologii co rundę trafia mnóstwo nowych kafli, a mimo to niektóre potrafią zniknąć momentalnie w rękach graczy. Konstrukcje statków bywają bardzo zróżnicowane i nie jest łatwo stworzyć flotę, która będzie w stanie ze wszystkimi walczyć równie skutecznie, więc pola do politykowania, dyplomacji i taktycznych wybiegów jest mnóstwo.

W partii, w której większość uczestników było nowicjuszami, wygrała osoba posiadająca skromne, bo skromne, ale jednak jakieś doświadczenie z grą. Zwycięska okazała się spokojna, konserwatywna strategia i staranne wybieranie bitew i wojen, w które warto się zaangażować.

eclipse 1

Reszta mówiła, że gra fajna, ale następnym razem, już wiedząc więcej o tym, czego się po niej spodziewać, zagraliby inaczej. Biorę to za obietnicę, że nad Eclipsem pochylimy się jeszcze nie raz.

Ja tym razem poległem, bo miałem ochotę na agresywną grę. Toczyłem bitwy z większością współgraczy i nic dziwnego, że zakończyłem partię z kartą zdrajcy (wartą 2 punkty ujemne). Za to świetnie się bawiłem, turlając kości w wielu walkach.

Jeśli miałbym coś zmienić w Eclipse, to chyba koszt technologii pozwalającej na poruszanie się przez połowiczne tunele czasoprzestrzenne. Obniżyłbym go o połowę, by łatwiej było najeżdżać sąsiadów.

3. Blood Rage

/Paweł

Ponownie kilka słów na temat Blood Rage, tym razem w wersji 2-sobowej.

Zagrałem z 10-letnim synem i odniosłem spektakularną porażkę. Muszę przyznać, że gra w wariancie dla dwóch graczy prezentuje się wyjątkowo dobrze. Dużo lepiej niż się spodziewałem. Nie jest tak epicko jak w grze na czterech graczy, bitwy są zazwyczaj mniejsze, ale to w dalszym ciągu bardzo dobry tytuł.

Na temat trybu 2-osobowej słyszałem sporo obaw i zarzutów, większość z nich niesłusznych. Gra zmienia swój charakter w tym trybie rozgrywki, jest bardziej taktyczna. Znamy większość kart jakie ma przeciwnik, na planszy jest jeszcze ciaśniej, a to wymusza większą ostrożność w zagrywaniu kart i rozmieszczaniu jednostek.

Zaletą wariantu 2-osobowego jest niewątpliwie czas rozgrywki, który zamyka się w 45-60 min.

blood rage 8

2. Tajniacy

/Krzysiek

Zagrałem parę partyjek w Tajniaków w zeszłą niedzielę, dzień przed ogłoszeniem, że gra zdobyła tytuł Spiel des Jahres (czyli nagrodę dla niemieckiej gry roku). Czy mogę wobec tego powiedzieć, że grałem w nich zanim stało się to modne? ;) Ech, pewnie nie, w końcu jest o nich głośno od dawna.

Tajniacy to nietuzinkowa gra imprezowa. Nie potrzeba wiele, by każdego przy niej rozbawić, ale i lubiący spokojnie pomyśleć nie będą nią zawiedzeni. Opiera się na budowaniu błyskotliwych (czy też raczej naciąganych) skojarzeń między słowami takimi jak, dajmy na to: cebula i Atlantyda. Jak połączyć je przy pomocy jednego innego słowa tak, by domyśliła się ich nasza drużyna? A przy tym nie wyjść na głupka? ;)

Uwielbiam to uczucie, gdy w Tajniakach uda mi się połączyć jedną podpowiedzią cztery czy pięć słów. Czy jest to satysfakcja, że takim mądry, ;) czy raczej jakiś rodzaj… sadyzmu? Bo nie ukrywam, że podoba mi się, jak po chwili moja drużyna wyrywa włosy z głowy, próbując rozszyfrować zagadkę.

Ostatnio świetnie poradzili sobie z podpowiedzią Karate 5 do załączonego obrazka. Co prawda zaczęli od wyboru słowa neutralnego, ale w drugim podejściu domyślili się czterech poprawnych.

tajniacy 1

O co mogło chodzić? Chiny (w dolnym lewym rogu, nie ujęte na zdjęciu, hehe :) sorry!) – bo wiadomo, Bruce Lee. Do tego splot (słoneczny), rękawica (z tego co wiem sportowcy-karatecy się w nich biją), Amazonka (bo waleczna) oraz… powietrze (no bo kopniaki z wyskoku).

Naciągane, nie? No pewnie, że tak! Jak wszystkie najfajniejsze podpowiedzi w Tajniakach!

1. Five Tribes

/Krzysiek

Five Tribes to za każdym razem nowa przygoda w krainie Baśni tysiąca i jednej nocy. Uściślijmy: europrzygoda czyli taka z liczeniem punktów zamiast zaskakujących wydarzeń zsyłanych przez los.

Lubię ją za to, że wszystko jest w niej widoczne jak na dłoni, a mimo to wcale nie jest prosta. Mechanicznie polega na przestawianiu kolorowych ludzików z płytki na płytkę. Pionków jest 90, płytek – 30, a zasady wykonywania ruchów takie, że przez większość gry możemy wybierać z co najmniej kilkunastu opcji. Głowa może rozboleć, jeśli chcieć podejść do tego zbyt serio i przeliczać wszystkie możliwości do ostatniego punktu.

Meeple występują w kilku kolorach, reprezentujących odmienne plemiona, zapewniające w grze różne możliwości: od prostego nabijania kabzy, przez zbieranie towarów (które potem na pieniądze wymienimy), aż po pozyskiwanie na wyłączność dżinów czy nawet… posyłanie innych ludzików do piachu. Wszystko jednak sprowadza się do tego, by na koniec nazbierać jak najwięcej punktów, które pochodzić mogą z mnóstwa różnych źródeł.

five tribes 1

Komu zawdzięczam zwycięstwo z zeszłego tygodnia? Prawdopodobnie dżinowi o imieniu Anun-Nak, który parę razy pozwolił mi wykreować okazję do dobrego ruchu tam, gdzie przed chwilą w ogóle jej nie było. Anun pozwala bowiem przed ruchem dociągnąć nowe pionki z worka i umieścić na pustym kaflu. Przy odrobinie szczęścia może otworzyć drogę do miejsc i przedstawicieli plemion, na dostęp do których inni gracze nie mają co liczyć.

Lubię gościa! A całe Five Tribes – wprost uwielbiam!