Gram na Planszy

Złoto bohaterów – recenzja

Opublikowany:
Przez: Bartek Cieślak

Złoto bohaterów to gra, która na polskim rynku pojawiła się za sprawą wydawnictwa Rebel. Gra wygląda jak młodszy brat Łowców skarbów, być może nawet spory dodatek do nich. Jest to jednak zupełnie samodzielny tytuł, w którym wstrętny król ukrył swoje skarby i nie chce się nimi z nami podzielić. Jako panowie (lub panie) zła musimy więc wysłać swoich sługusów, by nieco uszczupliły jego skarbiec.

Złoto bohaterów to kooperacja, w której jednak każdy myśli głównie o sobie. Wspólnymi siłami musimy pokonać strażników stojących na drodze do królewskiego skarbca, jednak to ilość zgarniętych przez nasze potwory monet decyduje o tym, kto na koniec gry zostanie zwycięzcą. Czasem nawet lepiej podstawić nogę partnerom w zbrodni i samemu ponieść tego konsekwencje tylko po to, żeby oni ponieśli jeszcze większe straty. Bezpośredniej negatywnej interakcji w grze w zasadzie nie mamy, ale nie znaczy to, że nie możemy sobie psuć szyków i stwarzać powodów do kłótni przy stole :)

Złoto bohaterów miałem na oku jeszcze kiedy za sprawą wydawnictwa Queen Games gra pojawiła się na Kickstarterze. Wydawało mi się jednak, że będzie to gra zbyt lekka dla mnie. Po kilku partiach w polską wersję mogę śmiało stwierdzić, że odniosłem dobre wrażenie. Niestety lekkość to nie jedyny problem, jaki mam z tą grą.

Nasza rola w grze ogranicza się do położenia zwykle dwóch kart w rundzie. Czasem więcej, bo ktoś może naszą kartę zastąpić, ale raczej rzadko. Potem już tylko porównujemy siły potworów ze strażnikami, dostajemy jakieś złoto lub płacimy, żeby wyleczyć nasze potwory. Ot cała gra. Chciałbym napisać, że są to proste zasady skrywające niemałą głębię, ale niestety nie mogę. Złoto bohaterów jest bardzo prostolinijne, mało klimatyczne i niestety również szybko nudzące.

Drogę do skarbca pilnują strażnicy w ilości liczbie graczy. Przy każdym strażniku, którego znamy jedynie widełki siły i złota, które trzyma, muszą znaleźć się dwie karty potworów, jednego lub dwóch graczy. Kiedy tak się stanie odkrywamy karty strażników, by dowiedzieć się z kim dokładnie będziemy walczyć i po kolei rozpatrujemy ich siłę. Jeśli siła potworów jest większa lub równa sile strażnika, gracze do których one należały dzielą się złotem. Jeśli siła potworów była mniejsza, strażnik pokonuje potwory, a my tracimy szansę wzbogacenia się i dalszych walk w tej rundzie. Ponadto pokonane stwory musimy uleczyć, co dodatkowo nadszarpuje nasze finanse.

Wariant „Nowe rozkazy króla” wprowadza odrobinę jakości do gry, każda runda cechuje się wtedy jedną dodatkową zasadą, ale są to zmiany w większości kosmetyczne. Tego typu małych dodatków przydałoby się jeszcze co najmniej kilka, żeby Złoto bohaterów mogło przyciągnąć graczy na dłużej. I mówię to nie tylko z perspektywy gracza, który już w kilkaset różnych tytułów grał, ale cytuję również osoby, które w życiu grały w kilka, może kilkanaście gier. I po jednej, dwóch partiach stwierdzały, że już starczy. Nie tylko na dzisiaj, ale w ogóle.

Gra jest bardzo ładnie i porządnie wydana: grube kafle, modularna plansza, fajnie ilustrowane karty. Powinna spodobać się dzieciakom, tym bardziej że nie często mamy możliwość stanąć po drugiej stronie barykady, po ciemnej stronie mocy. O ile obejdzie się bez kłótni, o które w tego typu grach nie jest trudno.

Mamy tu sporo losowości, niewiele strategii oraz nieco niezrozumiałą mechanikę zastępowania potworów własnymi. Bez niej gra jest jedynie nieco rozwiniętą formą karcianej wojny. Jednak podczas rozgrywek zauważyłem, że gracze zupełnie nie mogą zrozumieć sensu zastępowania cudzych potworów. Właścicielowi musimy wtedy zapłacić, a korzyść jaką z tego będziemy mieli często się zupełnie nie kalkuluje. Czasem można w ten sposób innym coś zepsuć, samemu nieco bardziej się wzbogacić, ale w praktyce mechanika ta wydaje się nieco martwa. A szkoda, bo odpowiednie jej wykorzystanie mogłoby sprawić, że partie w Złoto bohaterów byłby ciekawsze. Jednak jeżeli ktoś tego nie czuje, to ciężko mu wyjaśnić sens płacenia komuś, żeby postawić swoją kartę w miejsce cudzej.

Gra rozwija nieco skrzydła w 5-6 osób, wtedy na planszy dzieje się nieco więcej. Dla nas niestety wciąż było to za mało i żaden skład osobowy, tak pod względem liczebności jak i doświadczenia, nie był wiele lepszy on innych. Gra nam po prostu nie pykła :)

dav

dav

Podsumowanie

Złoto bohaterów prezentuje się bardzo ładnie i porządnie, ale niestety za wyglądem i jakością wydania nie idzie ciekawa mechanika. Wystawianie kart i zbieranie pieniążków to jednak za mało nawet jak na grę familijną. Przynajmniej w takiej formie. W tej cenie jest wiele lepszych gier zarówno familijnych, jak i dla bardziej doświadczonych graczy czy fanów negatywnej interakcji. Niestety Złoto bohaterów oferuje zbyt mało, żeby zatrzymać graczy na dłużej. A szkoda.

Podstawowe informacje

  • Autor: Desnet Amane
  • Wydawnictwo: Rebel
  • Wiek: 8+
  • Ilość graczy: 3-6
  • Czas gry: 30 minut
  • Cena: 63 zł (Gamiko)

Plusy

  • bardzo proste zasady
  • porządne wykonanie
  • kooperacja z negatywną interakcją
  • dzieciakom się spodoba

Minusy

  • zbyt banalna rozgrywka, brakuje jakichkolwiek dodatkowych opcji
  • powtarzalność i nuda
  • zero emocji

Dziękujemy wydawnictwu Rebel za udostępnienie gry do recenzji.