Gram na Planszy

Grand Austria Hotel – recenzja

Opublikowany:
Przez: Krzysztof Kowalczyk

Zapytajcie kogokolwiek z branży, a powie wam, że hotelarstwo to niełatwy kawałek chleba. Tabuny ludzi, rezerwacje i rezygnacje, zamówienia i fochy, faktury, rachunki i stała walka o zachowanie płynności finansowej. Do tego konkurencja, podbierająca nam klientów i podkupująca pracowników.

Wiem, o czym mówię, bo… Nie, nie prowadzę pensjonatu nad morzem ani hoteliku w górach. Czuję się ekspertem, ;) gdyż rozegrałem mnóstwo partii w Grand Austria Hotel, ekonomiczną grę planszową dla dwóch osób autorstwa panów Virginio Gigli (tego od Doliny Królów) i Simone Luciani (tego od Tzolkina i Marco Polo), której polskie wydanie ma ukazać się na jesieni 2016 r. dzięki staraniom Lacerty.

Grand Austria Hotel przenosi nas do czasów początku XX w. i stawia w roli hotelarzy, toczących walkę o prymat w najważniejszym ośrodku kulturalnym tamtych czasów – Wiedniu. Do naszych drzwi pukają przeróżni goście – od arystokracji po zwykłych turystów – a każdy ma swoje własne widzimisię odnośnie tego, w jakim pokoju chciałby się zatrzymać oraz co zjeść i wypić.

Wszyscy grający dysponują podobnym orężem: planszami graczy (podstawiającymi czteropiętrowy hotel, restaurację i kuchnię), kartami z szóstką pracowników różnego rodzaju oraz dziesięcioma koronami austriackimi. To niedużo ale w sam raz tyle, by stawiać czoła wyzwaniom hotelarstwa przez 7 rund – mając po dwa ruchy w każdej – a na koniec uzbierać ze 100 albo i 200 punktów zwycięstwa, przy pomocy których rozstrzygnięta zostanie kwestia, któremu z graczy należy się palma pierwszeństwa i miano Grand Austria Hotel dla jego placówki.

Jak Austria, to eurogra

Tytuł należy do rodziny eurogier – czyli takich planszówek, w których ponad tematykę, atmosferę i interakcję, przedkładana jest prostota i spójność zasad oraz redukcja losowości, a w samej rozgrywce kładzie się nacisk na aspekty strategiczne i optymalizacyjne.

Wiedząc o tym nie zdziwimy się, że posiłki i napoje w grze reprezentowane są przez bezduszne małe sześcianiki, ilustracje są raczej proste niż wyszukane, a plansze i karty aż roją się od cyferek.

austria 5

W grze nie będziemy zajmować się żadnym z historycznych hoteli, nie będziemy odgrywać specjalnych ról, a jeśli nawet postacie, które będziemy gościć, noszą imiona wskazujące na jakąś konkretną osobę, to dla rozgrywki jest to zupełnie bez znaczenia. Jedyne co ważne to jak z mnóstwa zazębiających się elementów gry wyciągnąć jak najwięcej punktów. Rozgrywka – jak mam nadzieję uda mi się przekazać w dalszej części tekstu – potrafi być zażarta, a sama gra – mocno angażująca szare komórki nawet doświadczonych graczy.

Kości, ale inaczej

Wypada mi teraz zadać kłam temu, co napisałem wyżej o redukcji losowości w eurograch, zdradzając, że mechanicznie gra oparta jest na sześciennych kostkach czyli planszówkowym synonimie losowości. Na szczęście ten szablonowy element wykorzystany został zdecydowanie nieszablonowo.

austria 19

Każda runda dwuosobowej partii zaczyna się od rzutu wykonywanego dziesięcioma kostkami, które następnie są rozkładane na 6 polach akcji. Liczba kostek na danym polu mówi o tym, jak atrakcyjne będzie skorzystanie z niego. Jeśli leżą na nim 3 kostki, a nie jedna, to profit z wykonania akcji z nim związanej będzie prawdopodobnie 3 razy większy. Więcej o tym potem, a teraz dodam jeszcze tylko, że gracz wykonując ruch, zabiera jedną z kostek, tym samym osłabiając potencjał kolejnych posunięć innych graczy i swoich.

Ogólnie rzecz biorąc, to gracz decyduje jaką akcję chce wykonać w swojej turze. Jednak nie zawsze wszystkie akcje będą dla niego dostępne i nie zawsze wszystkie tak samo atrakcyjne. Dzięki temu, że każda runda zaczyna się od nowego rzutu kostkami, gra zachowuje interesujący charakter przez całą rozgrywkę, a kolejne rundy nie są tylko prostym powtórzeniem tego samego, co przed chwilą.

Każda tura na wagę złota

Ciekaw jestem czy zwróciła waszą uwagę podana wyżej między wierszami informacja, że w grze każda osoba ma do wykonania zaledwie 14 ruchów? 7 rund, po 2 tury w każdej. Niedużo, prawda?

Dzięki temu, z jednej strony, pojedyncza partia nie trwa długo, zaledwie około godziny. Z drugiej: Grand Austria Hotel jest grą brutalną, w której może pójść ci naprawdę źle.

W zaledwie 14 posunięciach musisz zadbać o wszystko, czego gra od ciebie wymaga. Przede wszystkim potrzebujesz pozyskać gości. Ci występują w grze na kartach o 4 różnych kolorach. 3 z nich pasują do kolorów pokoi, którymi dysponujesz w swoim hotelu, a czwarty, zielony, to dżoker, odpowiadający gościom gotowym zatrzymać się w dowolnym wnętrzu. Każda tura to okazja do zwabienia do siebie nowego klienta, ale już przygotowanie pokoju to rzecz osobna i jeden z 5 rodzajów głównych akcji w grze.

Przez żołądek do… profitów

Zwabiony klient z początku nieśmiało zasiada w hotelowej restauracji i zdecyduje się skorzystać z naszej gościny dopiero wtedy, gdy dokładnie wypełnimy jego zamówienie. Posiłek, na który mogą składać się: ciasto, strudel, kawa lub wino, podamy mu albo z hotelowej kuchni (opłacając kelnera), albo korzystając bezpośrednio z kolejnych dwóch z pięciu głównych akcji.

Goście to jednak nie tylko wymagania i oczekiwania, ale także nagrody. Po pierwsze: prostolinijne punkty zwycięstwa – od 0 do 10 za sztukę. Po drugie: nagrody za wypełnienie grup pokoi w tym samym kolorze. Po trzecie (i najciekawsze): na karcie każdego klienta w dolnej części znajdziemy graficznie przedstawioną specyficzną korzyść, jaką otrzymamy za udostępnienie mu pokoju.

Profity te są bardzo zróżnicowane, co powoduje, że zarządzanie klientami, których wabimy do hotelu urasta do rangi najważniejszego z wyzwań, jakie stawia przed nami gra. Możemy od nich otrzymać: dodatkowe pieniądze, możliwość przygotowania lub nawet wykorzystania kolejnego pokoju, zatrudnienia pracownika, przygotowania posiłku, zyskania zasług u cesarza, czy wreszcie – bezkosztowego zaproszenia kolejnego, dowolnego gościa.

Pieniądze czy zasługi?

Wspomniałem już o trzech akcjach. Pozostałe dwie to bezpośrednie pobranie gotówki lub zyskanie zasług w oczach cesarza oraz zatrudnienie pracownika.

Pierwsza z nich każe nam wybierać: albo kasa, albo zadowolenie władcy. Chcielibyśmy, oczywiście, i jednego, i drugiego. Pierwsze pozwala nam: przygotowywać pokoje, wzmacniać akcje, wybierać z szerszej palety gości. Pieniądze, jak można się łatwo spodziewać, są po prostu bardzo potrzebne. Pusta kasa to bolesny problem, który może skutecznie rozłożyć całą grę.

Z drugiej strony, Wiedeń za czasów cesarskich tańczył pod dyktando władcy i ten gotów także szalenie utrudnić nam życie, jeśli nie przesuniemy się choć trochę na prawo na torze cesarskich zasług. A jeśli udałoby się nam przesunąć odpowiednio daleko, możemy liczyć na nagrodę.

Te kary i nagrody, podobnie zresztą jak osobno rozkładane trzy cele polityczne, mogą zmieniać się z gry na grę (są losowane z większej puli) i przyczyniają się do bardzo dobrej regrywalności tytułu.

Hotel to goście czy pracownicy?

We wszystkim, o czym napisałem do tej pory, gotowi pomóc nam pracownicy. Raz opłaceni (tak, do tego także potrzebujemy pieniędzy) zapewniają premie różnego rodzaju: albo punktowe na koniec gry, albo jednorazowe, albo odnawiające się co rundę.

W pełnej wersji gry wybieramy ich początku każdej rozgrywki w drafcie – podobnie jak robimy to np. w Agricoli z małymi usprawnieniami i pomocnikami w jednym z wariantów rozdysponowania tych kart na początku gry.

Jako absolutnie zakochany w mechanice takiego draftu pisałem już mnóstwo razy o jego zaletach. Powtórzę więc tylko krótko: to wspaniała rzecz, bo pozwala dynamicznie składać kombinacje kart, potencjalnie różne w każdej partii i jeszcze przed grą przeżywać ekscytację tym, jak silnym potencjałem będziemy dysponować już za chwilę we właściwej rozgrywce.

austria 17

Coś dla desperatów

Wykorzystanie w grze kostek generuje losowość, której moglibyśmy się spodziewać. Jest to jednak losowość innego rodzaju niż w większości gier, gdzie chcielibyśmy wyrzucać szóstki, a nie jedynki, a w każdym razie – wartości większe od przeciwników.

W Grand Austria Hotel kości są wspólne, a wszyscy gracze podobnie uzależnieni od kaprysów losu. Choć ten potrafi komuś wybitnie pomóc albo zaszkodzić, to generalnie każdy hotelarz, w miarę zdobywania doświadczenia, będzie uczył się prowadzić zdywersyfikowaną politykę, by móc użyć dla swoich korzyści dowolnego pola akcji, o ile akurat trafi na nie wyjątkowo dużo kostek.

austria 20

Poza tym, gdy tylko mamy taką ochotę, możemy… spasować, zamiast wykonać ruch. Gdy żaden z graczy nie jest zainteresowany wykonaniem działania w swojej turze, niewykorzystane kości są zbierane i rzuca się nimi ponownie. Tym samym dajemy losowi drugą, a potem trzecią, czwartą i kolejną szansę, by potoczył kostkami w bardziej sprzyjający nam sposób.

Jest jednak, oczywiście, pewien haczyk: za każdym razem, gdy wszyscy już spasują i przychodzi czas na nowy rzut kośćmi, jedna z nich odkładana jest na śmietnik. Szanse na wymarzony wynik maleją więc znacząco z każdym, coraz bardziej desperackim, spasowaniem.

Wrażenia z gry

Grand Austria Hotel to gra, w której boleśnie zaskoczyć może nas wiele sytuacji. Mogą się nam skończyć pieniądze. Możemy nie mieć możliwości przygotowania pokoi, albo pozyskania posiłków i napojów, których wymagają zaproszeni już klienci, blokujący miejsce w restauracji dla nowych. Zdarza się, że dramatycznie potrzebujemy zatrudnić pracownika albo zdobyć kilka punktów uznania u cesarza, a szansy na to znikąd nie widać.

Zwykle sami zapędzamy się w kozi róg i koniec końców drogo przyjdzie nam za to zapłacić utraconymi korzyściami. Nie mając pieniędzy na przygotowanie pokoi nie ukończymy kolejnych obszarów, nie zdobędziemy bonusów, nie zwolnimy miejsca dla nowych gości itd. itp. Wąskie gardła, których w grze nie brakuje, mogą bezpardonowo rozprawić się z naszymi dalekosiężnymi planami i usadzić nas na miejscu.

Jeśli jednak odnieśliście wrażenie, że mówię o wadach gry, to nic bardziej mylnego! To są właśnie jej główne zalety!

Grand Austria Hotel, choć jest grą o względnie prostych zasadach, jest jednocześnie bardzo wymagająca i wiele razy, mówiąc kolokwialnie, wytrze nami hotelową podłogę, zanim będziemy mogli powiedzieć, że świetnie ją znamy i zawsze jesteśmy w stanie wykręcić wysoki wynik punktowy.

Być może dlatego tak chętnie wracam do tej gry. Nie jest to tylko pojedynek ze współgraczem – człowiekiem z naprzeciwka – ale za każdym razem też starcie z samą grą, która stawia przed tobą złożone wyzwania intelektualne i każe poradzić sobie z nimi w zaledwie 14 turach.

Pokonany przez grę

Nie wiem jak wy, ale ja wyraźnie czuję w tej grze hotelowy klimat. Gdy po rozgrywce podliczam swoje niepowodzenia (kary od cesarza, nieukończone grupy pokojów, goście pozostali w restauracji i wszystkie te razy, gdy musiałem ratować się z tarapatów jakimś rozpaczliwym, mało intratnym posunięciem), inaczej patrzę na spoglądającą na mnie z pudełka twarz kamerdynera Leopolda. Nie widzę na niej wtedy przyjaznego uśmiechu, a… grymas drwiny.

austria 2

Dźwięczą mi w uszach słowa Leopolda z instrukcji, który – tłumacząc działanie poszczególnych akcji – przemyca zdanie: Nie jesteś przecież chyba głupi?

Już ja wiem co Leopold i Grand Austria Hotel myśli sobie o mnie w tej chwili i najchętniej od razu rozegrałbym z nimi rewanżową partię. Tak, właśnie z nimi, z Leopoldem i samą grą!

W moim odczuciu rywalizacja z przeciwnikiem schodzi w tej grze na drugi plan. Gdy przegram z kimś 180 do 185 i tak jestem zadowolony. Za to jeśli zdarzy się, że sam z ledwością osiągnę 100 punktów, to choćbym wygrał z żywym człowiekiem, to temu kartonowemu, spoglądającemu z pudełka, chciałbym czym prędzej zetrzeć ten drwiący uśmieszek z twarzy! ;)

Dwie łyżki dziegciu w beczce miodu

Na koniec zostawiłem sobie nieprzyjemność napisania o dwóch rzeczach, które postrzegam jako niebagatelne wady Grand Austria Hotel.

Jeśli słyszeliście już o tej grze, albo rzuciliście okiem na bok pudełka, to możecie się dziwić, że piszę o niej jako o tytule dwuosobowym. Wydawca informuje wszakże, że gra przeznaczona jest dla 2 do 4 osób.

Ja nigdy nie zagrałbym w nią w cztery osoby. No chyba, żebym akurat chciał odbyć jakąś pokutę. W trzy – tylko w ostateczności. Wszystko przez niespotykanie długie oczekiwanie na swoją turę przy więcej niż dwóch graczach, jakie serwują nam zasady dotyczące kolejności ruchów graczy.

Otóż, gracz rozpoczynający daną rundę wykonuje w niej także ostatni ruch. Kolejka płynie nie w koło, a w jedną stronę i z powrotem. Nie powiem, bardzo fajnie sprawdza się to w grze dwuosobowej, w której pomiędzy swoimi turami czekasz maksymalnie na 2 ruchy przeciwnika. Jednak w partii czteroosobowej, gracz rozpoczynający wykonuje ruch numer 1 oraz… numer 8. Między swoimi turami może czekać nawet kilkanaście minut, w czasie których nie bardzo ma motywację, by w ogóle śledzić to, co dzieje się w rozgrywce, bo zanim do niej wróci sytuacja na planszach ulegnie zupełnej przemianie.

Przerwy pomiędzy rundami w Grand Austria Hotel trwają tylko co oka mgnienie i może dlatego tym trudniej pogodzić się z tak długim oczekiwaniem na swój ruch w partiach 3- i 4-osobowych. Jak dla mnie, w związku z tym, jest to gra dwuosobowa, świetna gra dwuosobowa! O możliwości gry w 3 i 4 osoby informowałbym nie na pudełku, lecz w środku, drobnym drukiem na końcu instrukcji wraz z ostrzeżeniem ministra zdrowia.

Enigmatyczni goście i pracownicy

Drugi problem, który chcę poruszyć, przeszkadza w kilkunastu pierwszych partiach przy dowolnej liczbie graczy. Gra nie posiada wystarczająco czytelnego dla początkującego hotelarza objaśnienia ikonografii na kartach pracowników i gości.

Karty są niezależne językowo i jeśli działanie jakiejś mówi np.: przygotuj dwa pokoje za darmo, ale znajdujące się nie wyżej niż na drugim piętrze – to zamiast tego długiego zdania w języku angielskim (lub – o zgrozo – języku cesarza, czyli niemieckim), ;) na karcie zobaczymy rysunek. O wcale nie oczywistym znaczeniu.

Z czasem, po kilkunastu grach, wszystko staje się jasne, jednak początki są trudne. Dla objaśnienia kart gości przygotowano ikonograficzny słowniczek, z którym jakośtam sobie radziłem. Dużo wygodniej, jednak, było mi korzystać z fanowskiego pliku z BGG, w którym łopatologicznie opisano działanie każdego gościa, jednego po drugim, w kolejności alfabetycznej.

Jeszcze gorzej jest z pracownikami, którzy co prawda zostali opisani pod koniec instrukcji każdy z osobna i posortowani według nazwy profesji, jednak na kartach podpisani są po niemiecku, a do tego tak fantazyjną czcionką, że czasem nie wiesz czy danego delikwenta masz szukać pod E, P czy S.

W przypadku pracowników fani z BGG także zawstydzili wydawcę, bo byli w stanie przygotować rozbudowany leksykon, w którym personel przedstawiono przy pomocy obrazków. Ta wersja jest o wiele bardziej czytelna od oficjalnej.

Oba pliki, o których wspomniałem, są do pobrania po tym linkiem (niestety, tylko w wersjach anglojęzycznych).

Mam nadzieję, że Lacerta przygotowując polską wersję językową, będzie miała możliwość naprawić problemy poprzedniego wydania i albo zrobi coś z tą czcionką, albo wyda obrazkowy słowniczek pracowników i dorzuci do niego także gości.

austria 29

Podsumowanie

Grand Austria Hotel to wyśmienita strategia ekonomiczna dla dwóch osób. Bardzo wymagająca i na swój sposób brutalna gra, w której czasem brak jednej korony austriackiej decyduje o tym, że cały nasz misterny plan pali na panewce i rozgrywkę kończymy z setką punktów zamiast 150 oraz – co gorsza – poczuciem, że zostaliśmy wyrolowani. Nie przez przeciwnika, a przez samą grę – wystrychnięci na dudka – niczym w hotelu klasy C, z nieprzyjazną obsługą, zimną kawą, skrzypiącymi łóżkami i niedziałającą windą.

Tymczasem sama gra dla dwóch osób to absolutna klasa A! 5 gwiazdek – bez dwóch zdań! Oferuje mało powtarzalną rozgrywkę i ciekawie zazębiające się zależności między elementami gry. Jest tu nad czym główkować i to tym mocniej, że w przeciągu całej partii każdy z graczy ma do swojej dyspozycji zaledwie 14 tur. Każdy ruch ma ogromne znaczenie!

Gdyby o Grand Austria Hotel pisano w przewodniku turystycznym, to ledwie o dwóch kompromitujących rzeczach wspomniano by na pewno, niczym o szczurach biegających po hotelowych korytarzach.

Po pierwsze: nie wybierajmy się do niego w więcej niż w 2 osoby, bo czas oczekiwania na swój ruch przy grze w więcej osób jest niedorzecznie wręcz długi!

Po drugie: w pierwszych partiach cierpliwie odnośmy się do gości i pracowników, których działanie – przedstawione przy pomocy ikonek – będzie dla nas wielką zagadką. Instrukcja do gry zapewni nam pewną pomoc w jej rozwikłaniu, jednak zdecydowanie za mało czytelną. Za słabą w porównaniu do tego, co oferuje nam sama gra.

Grand Austria Hotel to jak dla mnie majstersztyk! Polecam każdemu miłośnikowi zaawansowanych eurogier.

austria 36

Podstawowe informacje:

  • Autorzy: Virginio Gigli, Simone Luciani
  • Wydawnictwo: Mayfair Games (w przyszłości wersja polska od Lacerty)
  • Wiek: 12+
  • Liczba graczy: 2 (wbrew informacji na pudełku nie zalecana na więcej osób!)
  • Czas gry: 50-90 minut
  • Cena: ok. 160 zł

Silne strony:

  • zasady proste, a rozgrywka wymagająca,
  • sama gra jawi się jako trudny przeciwnik,
  • nieszablonowe zastosowanie kości,
  • świetna regrywalność z uwagi na zmienność elementów gry z rundy na rundę i z partii na partię,
  • arcyciekawe decyzje w fazie dobierania hotelowych gości z powodu szerokiego wachlarza profitów przez nich zapewnianych,
  • draft pracowników,
  • mechanizm pasowania, zachęcający do podejmowania ryzyka,
  • mała liczba tur powoduje, że rozgrywka trzyma w napięciu.

Słabe strony:

  • gra w zasadzie tylko dla dwóch osób (przy większej liczbie graczy czas oczekiwania na swój ruch jest nie do zaakceptowania),
  • nie dość wygodnie objaśniona ikonografia na kartach,
  • losowość potrafi wpłynąć na wynik rozgrywki,
  • wąskie gardła – w szczególności brak gotówki – potrafią wyłączyć nas z walki o zwycięstwo czy dobry wynik na długo przed końcem partii.