Gram na Planszy

Szybka partia #9: Komisarz Wiktor

Opublikowany:
Przez: Bartek Cieślak

Komisarz Wiktor: Sprawa zaginionego obrazu to jedna z trzech gier wydawnictwa Tailor Games, które jakiś czas temu pojawiły się w naszej kolekcji. Wszystkie nas czymś zaskoczyły. W jaki sposób dokonał tego pan Komisarz? Zapraszamy do szybkiej recenzji tej szybkiej gry.

Plusy

Proste zasady to główna cecha Komisarza Wiktora. Całość gry opiera się na 36 kaflach z postaciami cechującymi się trzema atrybutami: włosy, oczy i zarost. Te występują w czterech odmianach zupełnie pomieszanych wśród podobizn na kaflach. Trzymając w ręku trzy kafle musimy zdecydować, który dołożymy do wspólnej puli podejrzanych na stole, a następnie możemy jeden z już wcześniej dołożonych kafli przesunąć w inne miejsce. Ich położenie będzie miało fundamentalne znaczenie dla końcowej punktacji, ale o tym później. W ten sposób gramy aż na stole nie zostanie ułożony kwadrat 5×5 kafli. Zasady tłumaczy się w dwie minuty, aczkolwiek łatwo trafić na graczy, którzy nawet po dwóch grach nie będą pewni, o co ty właściwie chodzi. A wszystkiemu winne jest…

Logiczne myślenie to druga najważniejsza rzecz w tej grze. Przyznam szczerze, że sam wciąż nie do końca rozumiem sens tej gry :) Dlaczego wyjaśnię w minusach pod hasłem „nieprzewidywalność”. Ponieważ jesteśmy jednak w plusach gry, to mimo tak niewielu elementów i krótkiego czasu rozgrywki Komisarz Wiktor daje mnóstwo okazji do kombinowania co i gdzie. Jeśli lubicie gry logiczne, to zdecydowanie jest to tytuł, któremu powinniście się przyjrzeć.

Czas rozgrywki to 15-25 minut w zależności od liczby graczy i tego, kto ile myśli przy stole. Tak czy inaczej jest to szybka gra pozwalająca stoczyć kilka pojedynków pod rząd.

Typ gry powoduje, że tytuł oferuje nam sporą regrywalność. Teoretycznie za każdym razem dzieje się to samo, jednak również każda gra da nam zupełnie inną układankę do „rozwiązania”. Układ na stole, nasze kafle w ręku, ruchy przeciwników – to wszystko sprawia, że posługując się cały czas tymi samymi elementami za każdym razem będziemy starali się inaczej punktować, ułożyć jak najlepszy układ dla siebie przy okazji starając się, by popsuć nieco plany rywalom.

Skalowalność to również plus Komisarza Wiktora. Gra w dwie, trzy czy cztery osoby w żaden sposób nie zyskuje czy nie traci. Większa ilość graczy to jedynie więcej osób do obserwowania i nieco większy ruch kafli na stole, co niejednokrotnie może popsuć nam szyki. Jednak na samą radość płynącą z rozgrywki nie ma to większego wpływu.

Wykonanie moim zdaniem stoi na bardzo wysokim poziomie. Bardzo podoba mi się styl graficzny postaci – są niezwykle proste, ale bardzo sympatyczne, dzięki czemu rozłożona gra cieszy oko. Podobnie jak okładka pudełka. Samo pudełko za to jest zdecydowanie za duże jak na swoją zawartość, gdzie oprócz wspomnianych 36 kafli mamy tylko 30 znaczników i instrukcję. Podobno jednak Komisarz Wiktor będzie miał do rozwiązania jeszcze niejedną zagadkę, a wtedy pusta przestrzeń pudełka może się przydać. Zobaczymy.

W instrukcji znajdują się również reguły mini gierki, w którą można pograć w dwie osoby. Tożsamość, bo tak się ona nazywa, to wariacja kultowego Masterminda, w której zgadujemy cechy wybranego przez nas podejrzanego za pomocą innych kafelków postaci. Nie jest to rozgrywka, dla której warto kupić Komisarza Wiktora, ale to tylko bonus do głównego dania. Fajnie, że pomyślano o czymś takim.

Minusy

Losowość nie daje się może mocno we znaki, jednak nieraz potrafi jednemu graczowi ułatwić zadanie, by innemu uprzykrzyć życie. Na początku gry dostajemy do ręki trzy kafelki, a potem w każdej turze po wyłożeniu jednego dobieramy kolejny. Jak się domyślacie, dobór ten może często być zupełnie inny, niż byśmy oczekiwali. Nie jest to wielki minus, ale bardziej niż ja uczulonym osobom na aspekt losowości może dać się we znaki. Losowość to jednak nic w porównaniu do jednego elementu mechaniki, który ma chyba zbyt dużo do powiedzenia w tej grze.

Nieprzewidywalność. Punktacja na koniec gry zależy od ostatniego kafelka, który został nam na ręku. To cechy tej ostatniej postaci decydują, ile zdobędziemy punktów. Porównujemy je ze wszystkimi rzędami i kolumnami naszej tablicy podejrzanych na stole i jeśli dana cecha (włosy, oczy, zarost) występuje 3 razy w rzędzie lub kolumnie, otrzymujemy 1 punkt. Jeśli 4 razy, 3 punkty, a jeśli 5 razy to 5 punktów. Stąd całe to dokładanie i przede wszystkim przekładanie kafelków, a także ich blokowanie żetonami.

Wydaje się, że to fajny element, jednak w praktyce naszym zdaniem nie sprawdza się on najlepiej. Może to nasza wina, ale w trakcie gry często mieliśmy poczucie, że układanie i przekładanie kafli nie ma większego znaczenia, a my nie widzieliśmy na to dobrego sposobu ani wielkiego sensu, ponieważ w każdej chwili może przyjść nam na rękę kafelek, który dużo bardziej będzie pasował do sytuacji na stole. Mam wrażenie, że możemy sobie dowolnie układać kafelki i tylko czekać, aż dostaniemy ten jeden, który zdobędzie najwięcej punktów. Tym bardziej, że starając się ułożyć sobie jakiś układ możemy robić też dobrze innym. Nawet jeśli nie od razu, to przecież oni też mogą mieć szczęście w dobieraniu.

 

I tu właśnie leży największy problem tej gry. Albo nie do końca ją zrozumieliśmy, albo po prostu za bardzo skupiamy się na mecie, żeby czerpać radość z wyścigu. Bo Komisarz Wiktor jest grą fajnie pomyślaną, ale dla nas wszystko sprowadzało się do tej losowości. Dużo lepiej bawiliśmy się, kiedy w połowie gry musieliśmy ostatecznie wybrać postać, która będzie nam punktować. Sytuacja na stole już dawała jakieś informacje, ale jeszcze sporo można było zmienić. To jednak jest już nasz wariant oparty na domowych zasadach.

Dla kogo?

Spodoba się Wam, jeśli: szukacie prostej i szybkiej gry; potrzebujecie czegoś, żeby zagrać z rodzicami lub dziećmi; lubicie gry logiczne.

Lepiej unikajcie, jeśli: przeszkadza wam losowość; szukacie gry, a nie fillerka.

Podstawowe informacje

  • Autor: Krzysztof Matusik
  • Wydawnictwo: Tailor Games
  • Wiek: 10+
  • Ilość graczy: 2-4
  • Czas gry: 20 minut
  • Cena: ok. 35 zł