Gram na Planszy

Terraformacja Marsa – recenzja

Opublikowany:
Przez: Bartek Cieślak

Tematyka czerwonej planety stała się ostatnio bardzo popularna w świecie gier planszowych. Na horyzoncie są już Martians: A Story of Civilization oraz First Martians. Gra wydawnictwa Rebel pojawiła się po cichu, nieco nieśmiało. Ale mam wrażenie, że pozostałym tytułom ciężko będzie ją przebić, ponieważ w tym roku w nic lepszego niż Terraformacja Marsa jeszcze nie graliśmy!

Okładka gry bardzo mi się podoba, a po otwarciu pudełka jest ciągle miło. Mnóstwo kolorowych znaczników, z których największe wrażenie robią te, którymi będziemy zaznaczać ilość posiadanych przez nas surowców: złote, srebrne i brązowe świetnie prezentują się na żywo. Pozytywne nastawienie nieco opada, kiedy przyjrzymy się wszystkim komponentom bliżej. Plansza i kafelki mają nieco siermiężny wygląd, plansze graczy są cienkie i raczej brzydkie, a grafiki na kartach mają bardzo różny poziom. Do tego nie są specjalnie ładnie zaprojektowane, ale… Mamy 233 karty, z czego ponad 200, czyli wszystkie karty projektów, są unikalne! Oczywiście ich efekty są często podobne do siebie, jednak każda ma inną nazwę, grafikę, koszt, wymagania i efekty. Uwielbiam takie zróżnicowanie i cieszę się, że twórcy w ten sposób podeszli do sprawy i zaoszczędzili mi rozczarowania, które pojawia się na mojej twarzy, kiedy otwieram grę mającą np. 100 kart i okazuje się, że unikalnych jest raptem 20-30.

 

Terraformacja Marsa jest brzydka, ale za to również niezwykle czytelna. Nie ma żadnego problemu ze zrozumieniem działania kart, wszystko jest opisane zarówno w formie tekstowej, jak i graficznej. Ilość komponentów, ich unikalność i czytelność w moim odczuciu nadrabiają wszelkie braki graficzne. A mechanika robi to z ogromną nawiązką!

Instrukcja jest bardzo dobrze napisana i szybko pozwala załapać zasady gry. Pomaga w tym dużo przykładów i zdjęć, a także same zasady, które są naprawdę proste. Rozłożona gra może przytłoczyć ilością elementów, a unikalność kart w tym nie pomaga, jednak gracze bardzo szybko są w stanie ogarnąć zasady i cieszyć się rozgrywką. A te krótka nie będzie ;)

Gracze wcielają się we właścicieli korporacji, które starać się będą przystosować Marsa do zamieszkania przez ludzi. W tym celu musimy wytworzyć na czerwonej planecie odpowiedni klimat. Gra kończy się w momencie, w którym poziom tlenu wynosić będzie 14%, średnia temperatura na równiku wyniesie 8 stopni, a 9% planety pokryją oceany. Terraformacja Marsa to zadanie dla wielu pokoleń i to właśnie one zastępują typowe rundy – przynajmniej w nazewnictwie. Gracze podczas przystosowywania planety będą ubijać własne interesy, a zwycięzcą zostanie ten, który zdobędzie najwięcej punktów w momencie, kiedy planeta będzie gotowa do osiedlenia.

Cała mechanika opiera się na zagrywaniu kart projektów, których jak już wspominałem do dyspozycji dostaniemy ponad 200! Każda z nich ma swój koszt wyrażony w ilości pieniędzy potrzebnej do jej zagrania. Niektóre z nich mają wymagania, których spełnienie jest konieczne zanim będziemy mogli ją zagrać. Trawa nie urośnie, jeśli nie podniesiemy temperatury przynajmniej do minus 16 stopni, mech potrzebuje wilgoci, więc konieczne będą przynajmniej trzy oceany na planecie, a insekty przeżyją dopiero, kiedy w atmosferze będzie przynajmniej 6% tlenu. Daje to mnóstwo możliwości rozwijania swojej korporacji, a losowość – czasem nieco dokuczliwa, ale bez przesady – pozwoli nam za każdym razem grać nieco inaczej, ciężar naszej taktyki opierać na różnych fundamentach. Karty fajnie się zazębiają pozwalając nierzadko stosować skuteczne kombosy, co tylko podnosi radość płynącą z rozgrywki.

Bardzo spodobało nam się kilka niby małych elementów, ale bardzo pozytywnie wpływających na rozgrywkę. Na początku każdego pokolenia dobieramy po 4 karty, jednak za każdą, którą chcemy zatrzymać, musimy zapłacić. Niektóre pola na planszy dają różne bonusy, dzięki czemu umiejscowienie kafelków na niej staje się mniej automatyczne w zależności od tego, jakie aktualnie mamy potrzeby. Tytuły to mini zadania do zrobienia, które można kupić jeśli udało się spełnić odpowiednie warunki – jest ich 5, ale w czasie gry można kupić tylko 3 z nich, więc kto pierwszy ten lepszy. Z kolei nagród również jest 5 i można kupić 3 z nich, ale te dostajemy dopiero na koniec gry, więc ufundowanie przez gracza jednej z nich wcale nie znaczy, że to on otrzyma za nią punkty. Plus każda kolejna jest coraz droższa, więc warto się spieszyć – i utrzymać dominację w danej dziedzinie do końca.

Bardzo podoba mi się również klimat Terraformacji Marsa. Nie jestem jakimś wielkim fanem czerwonej planety, chociaż „Marsjanina” czytałem z wielką przyjemnością (film jest o wiele gorszy). Klimat w grach nie jest dla mnie najważniejszy, ale potrafię docenić starania autorów i wydawców. W tej kwestii ta gra jest doskonała! Działanie wielu kart jest oczywiste już tylko po przeczytaniu jej nazwy, np. drapieżniki mogą co turę zjeść inne zwierzę, a rolnictwo zwiększa produkcję roślinności. Smaczków jest jednak o wiele więcej, również tych mniej oczywistych, za to świetnie pomyślanych. Taki marsjański łazik badający skały w poszukiwaniu życia pozwala nam co rundę za drobną opłatą odrzucić wierzchnią kartę z talii projektów. Jeśli na karcie znajduje się symbol mikrobów, znaleźliśmy życie (i dostajemy punkty za to na koniec gry).

Podoba nam się również podział kart projektów i korporacji na dwa stopnie zaawansowania. Grając pierwszy raz lub z mniej doświadczonymi graczami możemy rozdać karty początkowych korporacji, które dają tą samą ilość funduszy na początek oraz 10 kart do ręki. Korporacje zaawansowane mają swój stały efekt oraz różne kwoty i zasoby na początek, a z 10 kart które otrzymamy musimy od razu wybrać i zapłacić za te, które chcemy sobie zostawić. Z kolei karty projektów ery korporacyjnej wprowadzają do gry głębię i dodatkową strategię. Skupiają się na dobieraniu kart, produkcji itp. a nie bezpośrednio na terraformowaniu Marsa. Gra z nimi jest dłuższa, bardziej wymagająca i dająca o wiele więcej możliwości. Jest po prostu znakomita! :)

Plusem dla mnie jest również obecny wariant solo. Często brakuje współgraczy, dlatego cenię sobie gry planszowe, które pozwalają mi zagrać w pojedynkę. W nim gramy w zasadzie tak samo, jednak mamy limit czasowy: w ciągu 14 pokoleń musimy sprawić, że Mars będzie zdatny do zamieszkania. Jeśli nam się uda – wygraliśmy. Możemy wtedy policzyć ilość zdobytych punktów i następnym razem starać się uzyskać lepszy wynik lub porównać nasze osiągnięcie ze znajomymi. Jeśli nie – próbujmy znowu. Fajny, wciągający i całkiem wymagający tryb. Na pewno nie raz będę starał się ogarnąć sytuację na Marsie przy okazji kręcąc lody na boku :)

Dużo mógłbym jeszcze pisać, ale mam nadzieję, że sami odkryjecie wszystkie elementy, które sprawiają, że Terraformacja Marsa to w naszym domu obecnie najlepsza gra 2016 roku! Jest brzydka i na początku potrafi przytłoczyć, ale zasady można załapać łatwo i szybko, a rozgrywka jest tak wciągająca, że nie obejrzycie się, a wygląd gry nie będzie wam w niczym przeszkadzał. Terraformacja wciąga jak mało która gra. Cały czas angażuje nasze zwoje mózgowe do opracowywania zwycięskiej taktyki z wykorzystaniem kart, jakie dostajemy. Ciągle stawia jakieś cele, każe reagować na sytuację na planszy i na działania innych graczy. Tryb solo to również dodatkowy plus. Mój werdykt: kupujcie, nie pożałujecie!

Podstawowe informacje:

  • Autor: Jacob Fryxelius
  • Wydawnictwo: Rebel
  • Wiek: 10+
  • Liczba graczy: 1-5
  • Czas gry: 90-150 minut
  • Cena: 128 zł

Plusy

  • ogromna ilość komponentów
  • łatwe do przyswojenia zasady
  • wiele możliwości
  • wciągająca, klimatyczna, dająca mnóstwo satysfakcji rozgrywka
  • dobre skalowanie
  • wariant solo
  • ponad 200 UNIKALNYCH kart!

Minusy

  • brzydka
  • czasem losowość może denerwować