Gram na Planszy

10×10 challenge, czyli pora w końcu poznać swoje gry planszowe

Opublikowany:
Przez: Bartek Cieślak

Kiedy kilka lat temu na poważnie wziąłem się za swoją kolekcję planszówek nie sądziłem, że tak to się skończy. Kolejne pudełka, kolejne regały, ciągła rotacja spowodowana brakiem miejsca w małej kawalerce. I ponad 100 gier, z których najwięcej grania mają te do recenzji, a reszta dostaje jakieś okruchy czasu, przez co rzadko się zdarza, żeby jakikolwiek tytuł ze stałej kolekcji w ciągu roku znalazł się chociaż 5 razy na stole. Koniec z tym!

10×10 challenge to pomysł zaczerpnięty z BGG. Chodzi głównie o to, żeby w danym roku wybrać 10 gier, w które zagra się 10 razy. Oczywiście 10 razy w każdą. Różne motywacje stoją za ludźmi, którzy się tego zadania podejmują, ale moją jest zatrzymanie się i pochylenie nad swoją kolekcją. Bardzo szybko dałem się opanować potrzebie sprawdzania ciągle nowych tytułów, co spowodowało, że nie mam czasu grać w to, co najbardziej lubię, a decyzje na temat przydatności w kolekcji wielu gier podejmowane są bardzo szybko, po jednej-dwóch partiach.

Mam nadzieję, że dzięki temu będę mógł w końcu cieszyć się swoją kolekcją, zamiast robić z nią wszystko oprócz faktycznego ogrywania kolejnych tytułów. Wybór dziesięciu gier nie był prosty, ale w końcu z żoną uzgodniliśmy finalistów. Oto szczęśliwa dziesiątka, która w tym roku nie będzie cierpiała na brak naszego zainteresowania.

Scythe

Jedna z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie premier 2016 roku doczekała się nawet polskiej wersji, o czym nawet nie marzyłem rok temu. Graliśmy już, ale zdecydowanie nie tyle, ile bym chciał. Gra jest rewelacyjnie wydana, wydaje się dawać sporo możliwości, ma tryb solo, można zamawiać już dodatek: wszystko to sprawia, że bardzo chciałbym Scythe dokładnie przetestować i – mam nadzieję – zostawić ją w kolekcji.

Signorie

Gra znalazła się na liście naszych ulubionych zeszłego roku. Nie graliśmy jednak w nią dużo, a to poważny błąd. Nawet na dwie osoby daje mnóstwo zabawy, chociaż przy większej ilości graczy rozwija skrzydła. Porządny mózgotrzep na półtorej godziny, któremu w tym roku chcemy dać tyle gier, na ile zasługuje. Tym bardziej, że oferuje sporo dróg do zwycięstwa i warto w końcu podążyć nimi wszystkimi.

Simurgh

Kolejna gra, której nie mieliśmy okazji tak naprawdę odkryć. Graliśmy wielokrotnie, ale mamy wrażenie, że ciągle sporo o niej jeszcze nie wiemy. Można skończyć szybko, można koniec odwlekać, mając dodatek można decydować się na różne – lub wszystkie – moduły. Dużo nam się w Simurghu podoba, dlatego chętnie w tym roku go dalej będziemy ogrywać.

Vinhos: Deluxe Edition

Świetne wydanie i taka sama rozgrywka. Ta gra zasługuje na to, żeby co jakiś czas lądować na stole i mam nadzieję, że dzięki umieszczeniu jej na tej liście nie będziemy wykręcać się długim czasem rozkładania czy samej gry, tylko będziemy zgłębiać jej tajemnice. Na pewno warto!

Capital

Po lekturze instrukcji nie wydawała się specjalnie ciekawa, ale już pierwsza partia sprawiła, że popatrzyłem na nią zupełnie inaczej. No i ta tematyka i budynki, które wielokrotnie widziałem na własne oczy. CV była jedną z pierwszych gier w naszej powstającej kolekcji i jako jedna z nielicznych z tamtych czasów wciąż się w niej znajduje. Mamy nadzieję, że Capital będzie drugim tytułem Filipa Miłuńskiego, po który chętnie będziemy sięgać przez kolejne lata.

Ulm

30 minut doskonałej rozgrywki, której jedynym minusem jest to, że się tak szybko kończy. Chociaż z drugiej strony dzięki temu można zagrać drugą partię, albo wyciągać każdego dnia, nawet jak ma się niewiele czasu. Ulm to na razie największe odkrycie 2017 roku. Co prawda kiedy to pisze jest dopiero 15 stycznia, ale zdążyliśmy już poznać 10 nowych gier i to zdecydowanie Ulm zrobił na nas największe wrażenie.

Terraformacja Marsa

Najlepsza gra wg nas 2016 roku. Nie mamy jej dosyć, dlatego chcemy w nią dalej grać. Byłoby nie fair, gdyby inne tytuły znalazły się na tej liście, a Terraformacja nie.

Pory roku

Wyśmienita gra, będąca w naszej kolekcji od dawna, jednak wciąż mam wrażenie, że gramy w nią zdecydowanie za mało. 10 razy w roku to optymalna ilość, stąd decyzja o umieszczeniu jej w tym gronie.

Villages of Valeria

Nówka sztuka z Kickstartera. Bardzo prosta, ale zarazem wymagająca dużej optymalizacji i trafnych decyzji. Do tego wyścig, ale nie do końca. Fajna rzecz, którą bardzo chcę lepiej poznać.

Hostage Negotiator

Dając żonie wytchnienie, wrzuciłem tu grę stricte jednoosobową. Hostage Negotiator jest w kolekcji od niedawna, a ja mimo, iż bardzo lubię grać samemu, to jednak mam problemy, żeby się na to zdecydować. Dzięki temu mam nadzieję uwolnić wielu zakładników i poznać grę na wskroś, zanim uznam, że lepiej ją sprzedać/wymienić lub żeby miała się bezcelowo kurzyć na regale.

Rezerwa

Zostawimy sobie chyba jedno miejsce na wypadek, gdyby z Kickstartera, wspieram.to, od wydawnictw lub z wizyty w sklepie pojawiła się w naszej kolekcji wkrótce gra, która zaskoczy nas jak Ulm czy Capital i będziemy chcieli poświęcić jej więcej uwagi.

A wy macie jakieś gry w swojej kolekcji, które nie dostają należnego im zainteresowania? Lub może takie, które od momentu kupna zbierają kurz i jakoś nie mogą znaleźć drogi na wasz stół? Dajcie znać, dajcie im szansę, a może nawet dołączcie do wyzwania i sami wybierzcie swoją dziesiątkę ;)