Gram na Planszy

Adrenalina – recenzja

Opublikowany:
Przez: Bartek Cieślak

Praktycznie każda gra wydawnictwa Czech Games Edition ma w sobie to coś. Kiedy okazało się, że Adrenalinę wyda Rebel, byłem pełen nadziei… i lęku. Zżerała mnie ciekawość, jak strzelanka typowa dla komputerów i konsol mogła zostać przeniesiona na nasze stoły, ale też obawiałem się, że będzie to albo nudne, albo tak „ostre”, że każdy związek i przyjaźń zniszczy szybciej niż Monopoly. Jak wyszło w praktyce? Przeczytajcie w naszej recenzji.

1. Wykonanie

Wielkie pudło Adrenaliny ma sporo wolnej przestrzeni, ale to, co znajdziemy w środku, wykonane jest w najwyższej jakości i największej staranności. Od razu w oczy rzucają się figurki bohaterów, w których przyjdzie nam się wcielić – każda w innym kolorze. Są szczegółowe i porządne, a do tego zaprojektowane w dosyć szalonym stylu. Drugi element na duży plus to wskaźniki obrażeń – grube, konkretne, w kształcie kropel krwi. Miło wręczać je innym graczom :)

Karty broni pokazują je z perspektywy, z jakiej oglądamy je zwykle w grach komputerowych. Plansze, planszetki, znaczniki amunicji – ciężko do czegoś się przyczepić. No ale jest to gra ze stajni Czech Games Edition, którą w Polsce wydał Rebel. Inaczej być w zasadzie nie mogło.

2. Próg wejścia

Zasady są w sumie bardzo proste: w podstawowym trybie gry możemy wykonać dwie akcje w dowolnej kombinacji, wybierając z: ruchu o 1-2-3 pola; opcjonalnego ruchu o 1 pole i podniesieniu amunicji/broni; wykorzystaniu broni w celu zrobienia kuku jednemu lub kilku rywalom, w zależności od naszej pukawki.

Punktacja też jest bardzo prosta: każdy gracz ma ograniczoną ilość punktów życia. Po jego śmierci najwięcej punktów dostaje gracz, który zadał mu najwięcej obrażeń i tak po kolei każdy coraz mniej. Ponadto 1 punkt trafia w ręce osoby, która trafiła go jako pierwsza, a ten, kto spowodował śmiertelne obrażenia zostanie wynagrodzony na koniec gry – w sposób analogiczny: ten kto zadał najwięcej ran śmiertelnych dostanie najwięcej punktów.

Schody zaczynają się, kiedy mamy wybrać broń. Efekty zostały przedstawione za pomocą ikonografiki, która nie zawsze jest zrozumiała, szczególnie na początku przygody z grą. Warto więc po przygotowaniu rozgrywki wyjaśnić graczom działanie każdej broni i jeszcze upewnić się, że na pewno wszystko zrozumieli, bo o pomyłkę dosyć łatwo: często spotykane są dwa tryby użycia broni lub dodatkowe efekty.

3. Pożeracz mózgu

I tak, i nie. Ale raczej nie ;) Jak już pisałem wyżej zasady są proste. Warto pomyśleć jakie bronie nam się przydadzą, żeby zróżnicować ich efekty, a może wręcz przeciwnie: pójść w jakieś fajne combosy. Warto wziąć pod uwagę ich koszt naładowania i wymaganą amunicję, a strzelając do rywali patrzeć, czy nie marnujemy tejże amunicji na cele przynoszące niewielką ilość punktów lub też takie, którym to i tak już zadaliśmy zdecydowanie najwięcej obrażeń. Każdemu najlepiej rozdawać po równo, zamiast pruć do jednego celu. Warto postarać się też o zadanie śmiertelnych obrażeń, bo te punktowane będą na koniec. Ale są to tak naprawdę detale, które po pierwszej grze masz już w głowie i możesz działać automatycznie.

4. Klimat

Jeśli graliście w strzelanki na komputerze, ale nie Call of Duty czy Battlefield, a raczej Doom, Quake czy wciąż świeży Overwatch, to poczujecie się jak w domu. Podobna stylistyka i odjechane bronie tworzą klimat niczym nie zmąconej rzezi, która jednak odbywa się na w miarę przyjacielskich warunkach – to nie jest brutalna gra, tylko zabawa w strzelanie. Spawn pointy, umieranie tylko po to, żeby chwilę później wrócić do gry, najróżniejsze efekty broni, w których zwykły lot kuli z lufy do celu zdarza się stosunkowo rzadko, małe korytarze po których biegamy podnosząc amunicję i nowe pukawki, starając się nie wbiec rywalowi w zasięg wzroku…

Jest tylko jedno „ale”. Warto ustawić sobie jakiś limit czasu na wykonanie wszystkich swoich akcji, w przeciwnym wypadku planszówkowi zamulacze, chcący obliczyć jak najbardziej optymalną strategię, mogą sprawić, że tytułowa adrenalina nie pojawi się nawet na chwilę, zastąpiona przez nudę i poczucie, że gramy w kolejną grę Rosenberga, a nie planszówkową wersję FPSów.

5. Losowość

Bardzo mała. Widzimy jakie bronie dostępne są przy każdym punkcie odrodzenia, a strzelanie z nich nie wymaga żadnych rzutów kostkami – po prostu celujemy i trafiamy. Naszym zadaniem jest trafiać właściwych wrogów we właściwych momentach. Czasem problem może stanowić zbierana amunicja, ponieważ naładowanie broni wymaga jednego lub dwóch kolorów amunicji z trzech dostępnych i może się zdarzyć, że akurat raz i drugi nie trafimy np. niebieskiego. Ale nie jest to specjalnie uciążliwe, tym bardziej, że możemy mieć na raz trzy spluwy. Ważne tylko, żeby nieco różniły się kosztem i amunicją.

6. Interakcja

Chyba możecie się tego sami domyślić… ;) Walimy w siebie bez ustanku i bez litości, więc jeśli nie lubicie negatywnej interakcji, to Adrenalina może wam nie przypaść do gustu. Chociaż moja żona, która zawsze nerwowo reaguje na najmniejszy przejaw przeszkadzania jej (Santorini czy mały dodatek do Five Tribes mają podobno za dużo negatywnej interakcji) tu nie miała problemów nie tylko ze strzelaniem do innych, ale też przyjmowania strzałów na siebie. Może dlatego, że tu śmierć co prawda oznacza punkty dla przeciwników, ale nie oznacza nic bezpośrednio złego dla nas. Nie tracimy broni czy amunicji, a na dodatek po każdej śmierci jesteśmy warci mniej punktów dla innych. Więc obrywanie wcale tu jakoś bardzo nie boli.

7. Regrywalność

W sumie to wydaje się nieskończona, ponieważ tak jak na komputerach czy konsolach można godzinami zabijać innych grając online, tak i Adrenalina nie jest tytułem, który szybko się znudzi – jeśli się już spodoba. Tym bardziej, że oprócz podstawowego, gdzie biegamy jak sarenki po polanie (sarenki z giwerami), mamy również dwa dodatkowe tryby, które mogą wprowadzić nowe wyzwania i zastrzyki adrenaliny. To nie jest gra, gdzie obierzecie wygrywającą strategię lub znudzi wam się zbieranie tych samych surowców, żeby na koniec gry wasz pasjans okazał się lepszy o 3 punkty od innych. Interakcja, dynamika i radość strzelania zadbają o to, żeby sięgać po Adrenalinę w celu „rozprostowania kości” po Feldach i Rosenbergach.

8. Skalowalność

Tu akurat gra wypada słabiutko. Minimalna ilość graczy to 3, ale wtedy konieczne jest dołożenie bota. Gra się nawet nawet, ale na mapie jest nieco pusto, a poza tym spora część broni daje najlepsze efekty przy dużej ilości graczy, więc siłą rzeczy słabo się sprawdza w mniejszym gronie. Dopiero od czterech graczy (+ najlepiej bot) zaczyna się zabawa. Warto mieć to na uwadze decydując się na zakup.

9. Radocha płynąca z rozgrywki

Jest duża! Ale pod warunkiem, że nikt z graczy nie zamula i nie robi z Adrenaliny typowej euro gry. Jeśli wszyscy czujecie klimat biegania po korytarzach i naparzania w siebie z mocno zakręconych broni to będziecie się doskonale bawić. Naprawdę sugeruję wprowadzić jakieś ograniczenie czasowe, dzięki któremu nawet do głowy wam nie przyjdzie głębsze zastanawianie się nad ruchem. W grach komputerowych tego typu nie ma miejsca na zawiłą taktykę, decyzje podejmowane są w ułamki sekund i tu też tak powinno być. Gra siłą rzeczy i tak nie będzie tak dynamiczna, jak być powinna, ale wystarczająco, żeby poczuć ten strzelankowy klimat.

Sama mechanika jest świetnie pomyślana i autor gry oddał do dyspozycji graczy tytuł, który może bawić przez długi czas bardzo zróżnicowane grona odbiorców. Ze starszymi osobami może nie pogracie, ale dzieciaki i znajomi na pewno docenią ten tytuł. Spodziewałem się na początku, że Adrenalina nie zostanie z nami na długo, ale już po kilku rozgrywkach wiedziałem, że tak szybko się z nią nie rozstaniemy. Jest to bardzo fajny, soczysty i oryginalny tytuł, który z pewnością znajdzie swoje miejsce w wielu domach.

Podstawowe informacje

  • Autor: Filip Neduk
  • Wydawnictwo: Rebel
  • Wiek: 12+
  • Ilość graczy: 3-5
  • Czas gry: ok. 60 minut
  • Cena: ok. 135 zł