Gram na Planszy

Villages of Valeria – recenzja

Opublikowany:
Przez: Bartek Cieślak

Bardzo żałuję, że nie załapałem się na Kickstartera gry Valeria: Card Kingdoms, tym bardziej nie mogłem odpuścić, kiedy pojawiła się kolejna część w uniwersum Valerii. Posiadana przeze mnie wersja to Deluxe Edition, która ma kilka dodatkowych rzeczy, jednak starałem się skupić na sednie rozgrywki i doświadczeniu, które możecie mieć niezależnie od posiadanej wersji.

1. Wykonanie

Valeria to przede wszystkim karty, a za ilustracje całej serii odpowiada Mihajlo „The Mico” Dimitrievski, który przez ostatni rok-dwa podbił serca wielu fanów gier planszowych. Jego grafiki mają charakterystyczny styl i może nie trafią w gusta każdego, ale większość osób zgadza się również z moją opinią, że facet odwala kawał dobrej roboty. To właśnie grafiki jako pierwsze rzuciły mi się w oczy i przykuły uwagę do gry. Ikony i informacje na kartach są czytelne i łatwe do ogarnięcia, a same karty porządnej jakości. Oprócz nich w pudełku znajdziemy tylko pionki w kształcie małych zamków i większy zamek będący znacznikiem pierwszego gracza. Wszystko na tip-top.

2. Próg wejścia

Liczba dostępnych opcji może nieco przytłoczyć początkujących graczy, ale na pewno nie będzie to przeszkoda nie do pokonania. W swojej turze gracz musi wybrać jedną z sześciu dostępnych akcji, a pozostali mogą za nią „podążać”, wykonując nieco gorszą jej wersję. Zacząć grać możemy więc kiedy zrozumiemy każdą z akcji i działanie zasobów w grze. Z samymi kartami raczej nie będzie problemów, a wszelkie wątpliwości rozwiewa instrukcja.

Co mamy do wyboru?

  • dobranie 3 kart
  • odrzucenie jednej karty z ręki, żeby inną (też z ręki) dodać do swojego zamku w postaci surowca
  • budowa budynku z ręki i dobranie 1 karty
  • zdobycie najemnika za 1 sztukę złota
  • dobranie 1 sztuki złota i 1 karty

3. Pożeracz mózgu

Największy problem, z jakim w Villages of Valeria się zmierzymy, to optymalizacja ruchów. Gra to swoisty wyścig, ponieważ kończy się, kiedy któryś z graczy zdobędzie 12 budynków/najemników – wtedy zwycięzcą zostanie gracz z największą ilością punktów. Nie możemy więc spokojnie budować swojego silniczka, jeśli rywal stawia kolejne budowle, bo zostaniemy z ręką w nocniku. Trzeba trzymać się peletonu i wybrać odpowiedni moment na atak. Nie chodzi jednak też o budowanie „byle szybciej” – ze względu na ograniczenie ilościowe każdy budynek powinien być przemyślany – pod względem punktów, ikon, bonusów. Trzeba wiedzieć również kiedy warto podążać za akcjami rywali, a kiedy lepiej odpuścić i poczekać na swoją kolej. Nie jest to jakiś wielki „mózgotrzep”, ale jak na karciankę wydaje mi się, że naprawdę sporo wymaga i nie pozostawia zbyt wiele miejsca na błędy.

4. Klimat

Nie ma się specjalnie co oszukiwać: klimat Villages of Valeria tworzą przede wszystkim świetne grafiki na kartach. Ok, stawiamy budowle za surowce, werbujemy najemników, którzy przyłączają się do nas tylko wtedy, kiedy odpowiadają im warunki w naszym mieście, ale to wszystko jest takie… nijakie. Aczkolwiek w żaden sposób nie psuje mi to przyjemności z gry, która jest duża zarówno dzięki prostej, acz wymagającej mechanice, ale też wspaniałym grafikom.

5. Losowość

Jak to w karciankach ;) A tak poważnie, to raczej nie ma na co narzekać. Czasem może być problem z trafieniem budynku z ikoną, której szukamy, czasem mogą pojawiać się najemnicy bardziej pasujący rywalom, niż nam, ale graliśmy już kilkanaście razy i nie zdarzyło się, żeby ktoś miał pretensje do losu. Zwykle to my popełniamy jakieś błędy, przez które nasz plan się wydłuża w czasie, tracimy jakieś punkty, daliśmy się wyprzedzić w rekrutacji jakiegoś najemnika lub nie możemy skorzystać z podążania za akcją innego gracza, bo zagapiliśmy się i nie przygotowaliśmy odpowiednich surowców/złota. Los tu raczej uderza we wszystkich tak samo, dopiero w dalszej części rozgrywki może komuś mniej lub bardziej sprzyjać, ale nie są to wahania, które miałyby decydować o zwycięstwie.

6. Interakcja

Bardzo niewielka. Ogranicza się do kilku kart najemników, którzy mogą coś ukraść rywalom oraz „podkradania” sobie surowców. Działa to jednak tak, że możemy korzystać z zasobów przeciwników płacąc za każdy złotą monetę, a te są w grze… no cóż, na wagę złota. Możemy więc w odpowiednim momencie sobie pomóc, a przy okazji przyblokować budowę rywalowi, ale koniec końców płacimy mu za jednorazowe skorzystanie z jego surowców, dlatego stratny na pewno nie jest i narzekać nie ma powodu. Oprócz tego pozostaje tylko podbieranie sobie kart oraz… udostępnianie ich rywalom. Ponieważ za każdym razem, kiedy odrzucamy karty z ręki, nie robimy tego na stos kart odrzuconych, ale kładziemy je na górze pięciu odkrytych zawsze kart, co pozwala rywalom na wzięcie ich w kolejnych rundach. Ale możemy też w ten sposób zasłonić karty, których dać im nie chcemy…

7. Regrywalność

Do dyspozycji mamy mnóstwo kart, a w trakcie jednej rozgrywki możemy zbudować ich raptem 12. I to z najemnikami. Nie różnią się one między sobą może jakoś dramatycznie, ale za każdym razem ciężar zdobywania punktów spoczywa na nieco innych budynkach: czasem staramy się szybko budować i odsadzić tym samym rywala nie pozwalając mu na rozkręcenie silniczka, innym razem celujemy w najemników do nich dostosowując budynki, w następnej grze możemy liczyć głównie na karty punktujące konkretne rodzaje budynków… Nie są to może typowe „różne drogi do zwycięstwa”, ale przynajmniej na razie nie czujemy, żeby kolejne rozgrywki były odgrzewanym kotletem.

8. Skalowalność

W dwie osoby można grać i faktycznie da się grać – Villages of Valeria naszym zdaniem na dwójkę skaluje się bardzo dobrze. Wiadomo, że z powodu mechaniki polegającej na podążaniu za akcjami rywali nieco więcej się dzieje i inaczej się gra przy większej ilości graczy, ale nie zauważyliśmy jakiejś istotnej różnicy w samej przyjemności płynącej z rozgrywki. Również wariant solo jest dosyć fajny i co prawda polega jedynie na szlifowaniu swoich wyników, to jednak z braku współgraczy śmiało można od czasu do czasu usiąść i samotnie zmierzyć się z wyzwaniem budowy jak najbardziej efektywnej wioski. Przy czterech osobach gra zaczyna się nieco wydłużać: zanim aktywny gracz przeprowadzi akcję budowy, a kolejni też zechcą to zrobić, może minąć trochę czasu. Nie jest to bardzo uciążliwe, ale przy pięciu graczach (w tym składzie osobowym nie udało nam się jeszcze zagrać) mogłoby już pewnie irytować. Aczkolwiek jedynie przy niektórych akcjach: dobieranie złota czy kupno najemników odbywa się stosunkowo szybko ;)

9. Podsumowanie

Villages of Valeria stało się obecnie jedną z naszych ulubionych karcianek. Gra z pewnością nie jest rewolucyjna, nie jest nawet rewelacyjna, ale zgrabnie łączy znane mechaniki, proste zasady i piękne grafiki w satysfakcjonującą, za każdym razem nieco inną rozgrywkę, nie przekraczającą godziny. Mamy tu do czynienia z lekkim city buildingiem, który idealnie spełnia swoje zadania. A do tego wszystkiego dochodzi jeszcze szybki setup i sprzątanie po grze, a także niezależność językowa. Właśnie tego typu tytułu brakowało nam w kolekcji i cieszę się, że Villages of Valeria zapełniła tę lukę. Teraz pora sprawdzić, jak wygląda sytuacja z kolejną grą z serii, Quests of Valeria, która przyszła w trakcie pisania ten recenzji.

Podstawowe informacje

  • Autorzy: Rick Holzgrafe, Isaias Vallejo
  • Wydawnictwo: Daily Magic Games
  • Wiek: 10+
  • Ilość graczy: 1-5
  • Czas gry: 30-60 minut
  • Cena: ok. 130 zł
'