Gram na Planszy

Owocowe opowieści – recenzja

Opublikowany:
Przez: Bartek Cieślak

Owocowe opowieści to pierwsza gra typu Fable, a jej autorem jest nietuzinkowy Friedemann Friese (Wysokie napięcie, Piętaszek, 504). Gra w oryginalny sposób rozwija się wraz z każdą rozgrywką, co przypomina format legacy, ale jest bezpieczniejsza dla kart oraz bardziej plastyczna.

Legacy to ewolucja gry w unikalny sposób, ale też najczęściej bez powrotu. Dlatego to historia na raz, co wielu graczom niekoniecznie może się podobać – chociaż przykład Pandemic Legacy mówi, że jednak zwolenników tej formy może być więcej. Tak czy inaczej, Owocowe opowieści to takie lekkie legacy – z jednej strony gra faktycznie zmienia się z rozgrywki na rozgrywkę, a my bierzemy w tym czynny udział, z drugiej jednak bardzo łatwo „zapisać” stan gry, zacząć od początku, grać z różnymi grupami w różne „historie” na raz, a nawet zmieniać skład osobowy w trakcie rozwoju gry.

Pomysł jest znakomity, ale czy sama gra wystarczająco wciąga, żeby móc go docenić? Klimatu za wiele na pewno tu nie ma: wcielamy się w role zwierząt, które wchodzą w interakcje z innymi mieszkańcami lasu w celu zdobycia owoców, które z kolei zostaną przez nas zamienione w soki. Każda karta to inny sposób na zdobycie kolejnych owoców, każda daje różne możliwości.

Na starcie mamy sześć różnych kart w czterech kopiach. Pionek przedstawiający wybrane przez nas zwierzę umieszczamy na dowolnej karcie, po czym mamy dwie możliwości: przeprowadzamy akcję z karty lub robimy sok z owoców podanych na dole karty. Za każdym razem, gdy któryś z graczy zrobi sok, dokładamy kolejną kartę ze stosu zwierzaków – zawsze musi być ich 24 w grze. Za jeden sok dokładamy jednak jedną kartę, widać więc, że już po zrobieniu pierwszego soku w grze pojawi nam się siódma dostępna karta/akcja.

Osoba, która jako pierwsza zrobi daną liczbę soków w zależności od liczby graczy, natychmiast wygrywa. Cała gra wygląda więc tak: pionek, akcja/sok, pionek, akcja/sok… Brzmi na banał i w sumie takim właśnie jest. Ale element Fable sprawia, że Owocowe opowieści to coś więcej.

Znikanie kart i pojawianie się kolejnych sprawia, że nasza strategia też musi ewoluować razem z grą. Co więcej, sami możemy kształtować ten rozwój. Jeśli bardzo nie chcemy, żeby jakaś karta zniknęła, to po prostu nie róbmy z niej soków, a być może nasi rywale też odpuszczą. Z drugiej strony jeśli widzimy, że przeciwnik dużo lepiej od nas wykorzystuje jedną kartę przez kolejne rozgrywki, warto skupić się na robieniu soków właśnie z niej, by na dobre zamknąć mu tę możliwość. W końcu kolejną rozgrywkę zaczynamy w miejscu, gdzie skończyliśmy poprzednią.

Co więcej, gra zaczyna się bardzo prosto, ale stopień skomplikowania akcji na kartach rośnie z czasem. Na początku mamy dostęp do absolutnych podstaw, a soki są tanie jak barszcz. Później dochodzą nie tylko nowe, czasem bardziej skomplikowane akcje, ale też zupełnie nowe elementy. Rynek owoców, złodziej czy żetony owoców to kilka z nich, a w grze pojawia się negatywna interakcja bardziej zażarta, niż mogłoby się to wydawać po słodkich pyszczkach zwierzaków: możemy zamieniać, zabierać, korzystać z akcji innych graczy.

Ponadto różne karty potrafią tworzyć ze sobą całkiem niezłe combosy, które albo musimy szybciej zauważyć i wykorzystać, albo wyeliminować jedną ich część, żeby nikt nie wykorzystał ich przeciwko nam. Co więcej, dzięki temu różne owoce z czasem zyskują i tracą na wartości. Czasem dwa ananasy dają nam pięć losowych owoców, innym razem jedna truskawka pozwala zabrać z rynku trzy inne niż truskawka owoce. Są to motory napędowe, które po zniknięciu wymuszają na nas dostosowanie się do pozostałych na stole kart.

A to wszystko w ok. 20 minut na grę, co sprawia, że praktycznie zawsze, nawet z nowymi ludźmi, gramy 3-4 gry pod rząd. Każdemu nie tylko jest mało, nie tylko chcą się odegrać, ale też poznać nowe karty i nowe możliwości. Owocowe opowieści po prostu wciągają i trudno im się oprzeć.

Warto zauważyć, że sporo kart oddziałuje na wszystkich pozostałych graczy lub na „gracza z największą/najmniejszą liczbą owoców”, przez co gra sporo traci w składzie dwuosobowym. Nie jest wtedy niegrywalna, ponieważ kilkanaście z kilkudziesięciu partii rozegraliśmy właśnie we dwójkę świetnie się bawiąc, ale warto wiedzieć, że wtedy niektóre kombinacje kart są praktycznie nieużywane i wykorzystywane tylko do soków, co nieco zmniejsza możliwości i zabawę.

Wykonanie gry jest porządne: żetony są grube, karty zwierząt duże i solidne, a pionki w kształcie żyrafy, małpy czy pingwina dodają smaczku całości. Nie jestem fanem grafik, które wyglądają jak z bajki dla najmłodszych (i to niestety nie produkcji Disneya), ale nie ma to większego znaczenia dla rozgrywki. Chciałbym coś bardziej odjazdowego, najlepiej w innym klimacie, ale to kwestia gustu.

Podsumowanie

Owocowe opowieści to przyzwoita gra, która dzięki ciągłej ewolucji staje się oryginalnym i bardzo wciągającym tworem. To niezwykle przyjemne doświadczenie o wielkiej regrywalności, a dzięki prostocie i elegancji zastosowanego rozwiązania sprawia, że możemy zagrać z każdym – zasady są wystarczająco jasne dla rodzinnych rozgrywek, a system zapisu gry umożliwia jej ewolucję w różne kierunki z każdą grupą. Najbardziej podoba mi się jej unikalność, dzięki której ma pewne miejsce w naszej kolekcji. I z niecierpliwością czekam na kolejne gry wykorzystujące ten lub podobny system – to naprawdę działa!

Podstawowe informacje

  • Autor: Friedemann Friese
  • Wydawnictwo: Lacerta
  • Wiek: 8+
  • Ilość graczy: 2-5
  • Czas gry: ok. 20 minut
  • Cena: ok. 90 zł

Plusy

  • ogromna regrywalność
  • Fable – ewolucja gry z rozgrywki na rozgrywkę
  • szybkie czas rozgrywki
  • niektóre karty wprowadzają negatywną interakcję… ale nie trzeba z nich korzystać
  • porządne wykonanie

Minusy

  • grafiki nie przypadły mi do gustu… ale to kwestia gustu
  • na dwie osoby działa zdecydowanie gorzej
  • dla niektórych rozgrywka może być zdecydowanie zbyt prosta