Gram na Planszy

SUPERHOT Card Game – recenzja

Opublikowany:
Przez: Bartek Cieślak

SUPERHOT to deck-buildingowa karcianka solo, której autorem jest Manuel Correia (Multiuniversum). Wydawnictwo Board & Dice zebrało na nią na Kickstarterze prawie 118.000$, a ja byłem jednym ze wspierających. Czy ostatecznie szczęśliwym? To się zaraz okaże.

O grze napiszę w punktach, bo w ten sposób będzie mi o wiele łatwiej zachować logiczny ciąg myślenia. W przeciwnym wypadku może skończyć się jak w instrukcji do omawianej właśnie gry… :)

4 rzeczy, które są SUPERHOT

Deck-building wymyślony na nowo. Ok, może nie jest to jakaś rewolucja, a niektórzy twierdzą nawet, że nie jest to deck-building (i poniekąd mają rację), ale podstawowa mechanika SUPERHOT moim zdaniem jest dużym plusem gry. Jak w każdym deck-buildingu zaczynamy grę mając kilka podstawowych kart w talii. Zagrywając je dla odpowiednich „surowców” (są dwa) możemy zdobywać kolejne karty do naszej talii. Jest jednak pewien szkopuł: karty, które zagramy, by zdobyć nowe karty… tracimy. Ale dzięki nim zdobywamy nie tylko tę, za którą „zapłaciliśmy”, ale też inne w liczbie użytych kart (pod pewnymi warunkami, ale to i szczegóły transakcji zostawię instrukcji).

Ważne jest to, że żadna karta nie jest na stałe nasza, ponieważ użyta wróci później jako przeszkoda, którą możemy potem znowu dobrać lub która zrobi nam jakieś kuku. Chociaż to też zależy od rodzaju karty. Sporo jest przez to kombinowania, a to budowanie talii/zarządzanie ręką jest dosyć wciągające. Szczególnie w połączeniu z następnym punktem.

Karty celów. Jest ich bardzo dużo i są bardzo różne. Karty celów wprowadzają zadania, które musimy wykonać, by pokonać dany poziom. Na pierwszym mamy jedno zadanie, na drugim dwa, na trzecim trzy. Wygrywamy grę pokonując je wszystkie. Fajnie, że można jeden odłożyć na później i dać szansę szczęściu na dobranie czegoś innego. Najfajniejsze jest jednak to, że różnorodność celów za każdym razem każe nam robić w grze coś nowego. Musimy mieć po jednej z każdego rodzaju kart na ręku, zniszczyć dwa pociski w jednej turze, pozwolić wystrzelić przeciwnikom osiem kul w naszym kierunku, posiadać siedem kart na ręku… Może nie brzmi to na wielką różnorodność, ale 1) wpływa to na grę bardziej, niż mogłoby się wydawać, a 2) to i tak naprawdę duża różnorodność biorąc pod uwagę fakt, że cała gra składa się z 82 kart.

superhot

Wykonanie. Uwielbiam piękne, szczegółowe grafiki, ale bardzo lubię również minimalizm, który jest motywem przewodnim w SUPERHOT. Biała i czerwona barwa dominują, wspierane przez szarości, czerń i odrobinę żółtego, który nieśmiało wdziera się na karty jak słońce w panującej właśnie zimie. Wszystko jest czytelne, jasne, spójne i buduje klimat znany z komputerowego pierwowzoru.

Karty często się tasuje, a ja z zasady ich nie koszulkuję, a mimo wszystko po kilkunastu grach wciąż są w bardzo dobrym stanie. Mata z Kickstartera jest bardzo przyjemna i spełnia swoją funkcję – a do tego leży równo na stole! :)

Kompaktowość i szybkość rozgrywki. Jestem fanem raczej większych tytułów, mających dużo elementów i dostarczających przynajmniej godzinę gry. Co prawda zawsze lubiłem małe gry, ale nie raz złapałem się na tym, że nie potrafią mnie one zatrzymać nawet na kilka partii. Może brakowało mi w nich tej „epickości”, może po prostu, gdy udało mi się już namówić żonę na grę, to wolałem wykorzystać ten fakt do maksimum i wytoczyć ciężkie działa, a nie jakąś popierdółkę. Na szczęście odkąd gram głównie solo, małym grom poświęcam więcej swojej uwagi i chociaż nie wszystkie na nie zasługują, to SUPERHOT wywalczyło swoje miejsce w mojej kolekcji. To idealna gra, gdy przed snem chcę jeszcze w coś zagrać, ale wiem, że oczy utrzymam otwarte przez maksymalnie godzinę. Z myciem zębów i ubraniem piżamy.

Każda partia trwa zwykle 20-40 minut, miejsca zajmuje tyle co mata, a rozłożenie i złożenie to nic nie znacząca chwila. Małe pudełko mieści wszystkie elementy bez bawienia się w tetrisa komponentami i można je zabrać ze sobą praktycznie wszędzie.

3 rzeczy nie tak super

Instrukcja. Zdaję sobie sprawę z tego, że wyjaśnienie SUPERHOT nie jest łatwe. Gra ma naprawdę proste zasady, które można bardzo szybko opanować, ale cała ta mechanika na zasadzie „te karty grasz tu i możesz kupić to, a potem odrzucasz je tam, żeby wziąć te, ale ta idzie na rękę, a tamte idą do odrzuconych…” potrafi na początku zamotać w głowie. Tak czy inaczej, instrukcja nie do końca pomaga sobie z tym poradzić i bez filmiku instruktażowego lub pomocy kogoś, kto już grał, może was czekać nie lada frustracja. Wiem, bo sam to przeżyłem. Nie jestem też fanem instrukcji bez przykładów, a w tej jest ich jak na lekarstwo. A w końcu te nie tylko pozwalają lepiej zrozumieć zamysł projektantów, ale też szybciej nawigować po niej i szukać potrzebnych nam wskazówek.

Losowy poziom trudności. Nie da się jasno powiedzieć, czy SUPERHOT to łatwa czy trudna gra, ponieważ wszystko zależy od kart celów jakie nam się trafią. Skończyć talię systemu możemy bez żadnego trudu, a jeżeli będzie to nasz jedyny cel, to też bez emocji. Nuda i łatwizna. Z drugiej strony możemy trafić na połączenia celów, które okażą się nie lada wyzwaniem: zniszczenie dwóch kart pocisków w jednej linii systemu każe nam najpierw pozwolić na strzelanie rywali, by te pociski się znalazły (i to odpowiednio duże, skoro muszą trafić się też prawie obok siebie), a potem musimy zadbać o to, żeby cały czas mieć karty, które pozwolą to zrobić. Załóżmy, że jest to drugi poziom. W trzecim możemy trafić cel, który każde nam pozwolić, by przeciwnicy wystrzelili osiem pocisków. Ale w talii pocisków dzięki naszym działaniom zostało ich tylko pięć. Nie tylko musimy więc kilka zniszczyć, żeby te wróciły do talii pocisków… żeby potem wróciły znowu do talii systemu, ale też cały czas musimy uważać, bo gdy pocisków zabraknie, to nasza gra skończy się porażką. Podobnie jak sytuacja, gdy będziemy mieli cztery pociski w ręku. Gdy latają na wszystkie strony, zebranie ich kilku wcale nie jest już takie trudne. A z każdym kolejnym zapychającym nam rękę jest coraz łatwiejsze.

Niektórym taka losowość może przeszkadzać i chociaż sam na początku byłem do tego sceptycznie nastawiony, to jednak mi podoba się sama rozgrywka. Doświadczenie. Szukanie optymalnego sposobu wykorzystania kart to zabawa sama w sobie, nierówny poziom trudności traktuję jak niespodziankę ;)

superhot

Oszukany deck-building? Dla mnie to plus, ale wiem, że wiele osób ma odmienne zdanie, a ja sam do tego podchodziłem na początku w podobny sposób. Deck-building ma to do siebie, że – jak to nazwa wskazuje – budujesz swoją talię: patrzysz, jak rośnie, znasz jej zalety i wady, wiesz, czego możesz się spodziewać, świadomie tworzysz w niej jakieś połączenia i zależności. Patrzysz jak rośnie i ewoluuje. Przynajmniej mnie pociąga to w tej mechanice. W SUPERHOT jednak tego nie uświadczysz, dlatego jeżeli z takimi oczekiwaniami podchodzisz do tej gry, to na pewno nie będziesz zadowolony i wystawisz jej negatywną opinię nie zastanawiając się nad podstawową sprawą: czym właściwie jest ta gra.

Tutaj budujesz swoją talię na jeden cykl jej życia. Gdy tasujesz ją na nowo, jej życie się zaczyna. Gdy zrobisz to po raz kolejny, to będziesz miał w niej zupełnie nowe karty. Do tego rękę uzupełniasz w trakcie gry nowymi kartami pochodzącymi bezpośrednio z linii systemu. To właśnie z nią wymieniasz się kartami w każdej turze, na różnych płaszczyznach. To budowanie talii i zarządzanie ręką wygląda jak coś, co znasz z Dominiona czy Star Realms, ale jest czymś innym. Mi się to akurat spodobało, ale zdaję sobie sprawę z tego, że tobie nie musi. Miej jednak na uwadze, że to nie jest słaby deck-building. Bo to po prostu coś więcej. Więcej nie znaczy tu lepiej, ale inaczej. I dlatego można usłyszeć, że to tylko przekładanie kart. Trudno się z tym nie zgodzić. Ale jest w tym cel, strategia i wiele możliwości. Ja po kilku grach to łyknąłem, ale na początku miałem podobne obawy.

superhot

Hot or not?

Wydaje mi się, że najlepiej będzie zagrać gdzieś i samemu zadecydować, by wyrobić własną opinię o tej grze. Ja od siebie mogę powiedzieć, że jestem dużym fanem SUPERHOTA. To nie jest gra z efektem „wow”, a na BGG dałem jej „tylko” 7. Niemniej ma dla mnie to coś, dzięki czemu chce się do niej wracać. Cały czas zaskakuje i każe dostosowywać się do sytuacji, a to uwielbiam w grach. Daje wygrywać i chociaż może robi to za często jak na tytuł solo, to jednak rzadko kiedy mam wrażenie, że gram na automacie i co bym nie zrobił, to wygram. Przekonałem się już, że wcale tak nie jest.

Fajnie wydana, z szybkim setupem i dynamiczną rozgrywką. A wszystko to, o czym łatwo można zapomnieć, zostało osiągnięte jedynie za pomocą 82 kart. Byłbym niezwykle dumny z siebie, gdyby udało mi się zaprojektować grę dającą tyle zabawy i możliwości w tak krótkim czasie rozgrywki, na którą składają się jedynie te 82 karty. Obcowanie z SUPERHOT to dla mnie gwarancja mile spędzonego czasu i chociaż dostrzegam jej wady, to za tę cenę jest to bardzo fajna pozycja, którą poleciłbym każdemu grającemu solo. Nie będzie to wasz główny tytuł, ale od czasu do czasu zdecydowanie warto po niego sięgnąć.

Podstawowe informacje

  • Autor: Manuel Correia
  • Wydawnictwo: Board&Dice
  • Ilość graczy: 1-3
  • Czas gry: 20-40 minut
  • Cena: ok. 60 zł

 

Po więcej o grach solo zapraszam na nowy fanpage —> Solo Meeple

solo meeple fb