Gram na Planszy

Sześć rzeczy, które musicie wiedzieć o Penny Dreadfun: Duchy, Demony, Dickensy

Opublikowany:
Przez: Bartek Cieślak

Penny Dreadfun: Duchy, Demony, Dickensy dołączyła do autorskich gier na wspieram.to, które szybko ufundowały się, a podczas reszty kampanii walczyły o odblokowanie jak największej liczby stretch goali. Zbiórka – znajdziecie ją pod tym adresem – kończy się już 11 kwietnia, dlatego to ostatni moment, żeby dołączyć do tych szczęśliwców, którzy swoją kopię gry mają już zaklepaną. Oto sześć rzeczy, które trzeba wiedzieć o Penny Dreadfun, żeby móc podjąć właściwą decyzję o dołączeniu jej do swojej kolekcji.

1. Jeśli gardzisz Talizmanem, to nie mamy dla ciebie dobrych wiadomości

Jeśli szukacie gry ambitnej mechanicznie, to niestety nie tędy droga. Penny Dreadfun, czego twórcy nie kryją, to nieślubne dziecko Talizmanu i Munchkina, spłodzone w ciemnym zaułku wiktoriańskiej Anglii – a ciemnych zaułków wtedy nie brakowało. Chociaż bardzo byśmy chcieli, to jednak „rozgrywka jest lekka i przyjemna”, co w tłumaczeniu z autorskiego oznacza, że rzucamy kostką, a potem idziemy w jednym lub drugim kierunku o tyle pól, ile wypadło oczek. Nic dziwnego, że średni czas gry to 2-3 godziny – ciężko dojść we właściwe miejsce, gdy to kostka o tym decyduje :)

Ale poważnie: rzucamy kostką, poruszamy swoją postać i wykonujemy akcję widoczną na polu, na którym się zatrzymaliśmy. Latamy w ten sposób po Londynie, staramy się dostać w jego ukryte przed pospólstwem rejony, a wszystko po to, żeby uratować królową Wiktorię przed demonicznymi porywaczami.

Po drodze będziemy musieli wykonać różne zadania, walczyć z przeciwnikami i innymi graczami, a także skorzystać z pomocy niektórych napotkanych na drodze mieszkańców Londynu. Naszą postać będziemy mogli „dopakować”, a także zaopatrzyć w różne przedmioty, których użycie zwykle nie spodoba się kolegom i koleżankom przy stole.

penny dreadfun

2. Czasem mechanika to nie wszystko

Sam zdecydowanie zwracam uwagę na mechanikę, ale zawsze warto mieć w kolekcji tytuły, które na pierwszym miejscu stawiają klimat lub zwykłą, czystą zabawę. Penny Dreadfun to właśnie taka gra. Jeżeli szukasz głębokiej strategii, to nie tędy droga. Ale jeżeli chcesz czasem pograć ze znajomymi, najlepiej przy piwku, macie ochotę się pośmiać, powygłupiać i trochę sobie poprzeszkadzać, to właśnie znaleźliście swój cel zakupowy. Gra pełna jest absurdalnego wręcz humoru, który trafi w gusta fanów „Monthy Pythona”.

Jeden gracz spotka Charlesa Dickensa płaczącego na schodach, bo ktoś mu ukradł mleko, do drugiego będzie się zalecać Dracula, a trzeci zostanie zaatakowany przez Fallen Engels – grupę demonów-socjalistów – ten opis dokładnie podsumowuje to, co będzie nas spotykać na każdym kroku. Postacie historyczne mieszają się z różnego typu demonami, a my z uśmiechem na ustach czytamy kolejne opisy na kartach, które robią niesamowity klimat tej grze.

penny dreadfun

3. Każdy kij ma dwa końce

Z jednej strony opisy na kartach są rewelacyjne i wprowadzają mnóstwo klimatu i humoru – a to jest główna zaleta Penny Dreadfun. Za nie należy się duży plus i samo ich czytanie, bez gry, jest fajnym doświadczeniem. Z drugiej jednak strony, o ile taka lektura w wolnej chwili ma same zalety, o tyle w trakcie gry może być to już lekką przesadą. Rzucam kostką, chwytam kartę i czytam… czytam… i czytam. A dopiero potem mam efekt samej karty, który zazwyczaj ogranicza się do „dodaj sobie to albo weź tamto”. Na szczęści współgracze się przy tym nie nudzą, bo każdy chętnie posłucha tego, co na swojej drodze spotykają inni. Bo trochę tego się dzieje!

Po pierwsze, po takim wstępie taki efekt pozostawia niedosyt. Po drugie, bardzo wydłuża to grę. Po trzecie, o ile za pierwszym razem można się momentami popłakać ze śmiechu, a przynajmniej szeroko uśmiechnąć, to po którejś partii z kolei, szczególnie z tymi samymi ludźmi, można będzie stanąć przed dylematem: czytać karty, które już znamy, co nie będzie już aż tak śmieszne, a wydłuży grę, czy może olać flavour text, co jednak sprawi, że pozbawimy się największej zalety tytułu…?

penny dreadfun

4. Gust to pojęcie względne

„Zachwycające, ręcznie malowane ilustracje.” Że ręcznie malowane, to się zgodzę, ale pierwszy człon tego zdania pozostawię wam do oceny – stąd tyle tu zdjęć ;) Nie powiem, że grafiki mi się nie podobają i są brzydkie, tym bardziej, że rozumiem konwencję i ciężko wyobrazić sobie ten tytuł w wyraźnie innej szacie graficznej. Sam jednak nazwałbym ilustracje „ciekawymi” lub „oryginalnymi”. Mają w sobie coś, aczkolwiek nie jest to do końca moja stylistyka. Z klimatem całej gry komponują się jednak dobrze i na pewno znajdą wielu fanów – jak i kilku przeciwników. Ja jestem neutralny ze wskazaniem na „jest fajnie”. Ale z racji ich oryginalności na pewno warto się im przyjrzeć przed podjęciem decyzji, bo nie każdemu mogą podejść.

penny dreadfun

5. Nie ma zabawy bez emocji

Emocje w grach można doświadczać na różne sposoby: może to być oczekiwanie na river w pokerze lub na wyłożenie tych kilku ostatnich wagoników, które rozpoczną koniec gry we „Wsiąść do pociągu”. Nie mówiąc już o odkrywaniu kolejnej karty wydarzeń w Robinsonie, by dowiedzieć się jak tym razem gra nas wciśnie w ziemię.

Penny Dreadfun daje nam jednak emocje te najczystsze, najbardziej oczywiste. Gra oferuje tyle absurdu, humoru i interakcji, że ciężko będzie komukolwiek odejść od stołu bez doświadczenia emocji im towarzyszącym. Tu cały czas coś się dzieje, cały czas mamy okazje do śmiania się i przekomarzania, co samo w sobie sprawia, że warto było zagrać. Mechanika, zwycięstwo? Potrafią zejść na drugi plan, gdy pojawiają się emocje i dobra zabawa.

Tym bardziej, że mimo interakcji Penny Dreadfun nie niszczy przyjaźni – co najwyżej jeszcze bardziej je scala. Jeśli ktoś mi zabierze jakiś surowiec lub zniszczy budynek w jakimś eurosucharku, co sprawi, że mój skrzętnie obmyślany plan weźmie w łeb, to krew się we mnie gotuje. Ale nawet, gdy ktoś podstawi mi nogę w momencie, gdy biegnę z Wiktorią na plecach w kierunku mety, to mogę mu tylko przybić piątkę z powodu udanej akcji. I obmyślić plan zemsty :)

penny dreadfun

6. Smaczna popkultura 18+

Karty nie tylko opisane są w absurdalnie zabawny sposób, ale znajdziemy na nich również wiele odniesień do popkultury. Zagramy np. Florence Nightingale i jej psem Machine, a do własnej ekipy będziemy mogli przyłączyć znajomo wyglądającego Davida, lewitujący koci uśmiech. Da się też np. podążyć śladami białego królika z zegarkiem. Kart jest cała wielka sterta, tego typu smaczków mnóstwo, a radość z odkrywania kolejnych nie do przecenienia. Podkreślę to jeszcze raz: jeżeli potraficie przejść nad tym, że mechanicznie Penny Dreadfun jest klonem Talizmana, to czeka was wspaniała przygoda w wiktoriańskiej Anglii, w której przeżyjecie masę najróżniejszych wydarzeń: ze zmianą płci i pracą w burdelu włącznie.

Dlatego też nie jest to gra przeznaczona dla dzieci. Oczywiście można wyeliminować karty, które dla najmłodszych zdecydowanie się nie nadają, ale cały produkt nie jest przeznaczony z myślą o małych odbiorcach: styl, rozrywka, nawiązania, żarty – nie trzeba może mieć osiemnastu lat, ale nie jest to gra dla dzieci. Dla młodzieży tak, ale nie dla dzieci.

penny dreadfun

Podsumowanie

Normalnie omijam tego typu gry szerokim łukiem, ale warto czasem odpocząć od optymalizacji ruchów i wciągnąć się w klimat lub utonąć w morzu żartów. Swego czasu Igranie z Gruzem dało mi na kilka wieczorów fajną odskocznię od typowych dla mnie tytułów i nawet ostatnio zastanawiałem się nad kolejną partią. Teraz już nie muszę, bo Penny Dreadfun zapewnia właśnie to: klimat i humor, które nastawione są na zabawę. Jeżeli tego szukacie, to naprawdę dobrze trafiliście. Penny Dreadfun na pewno nie będzie grą, która często pojawiać się będzie na naszym stole, ale kilka razy w roku może nam naprawdę umilić spotkanie ze znajomymi.

penny dreadfun

Podstawowe informacje

  • Wydawnictwo: Redi Games
  • Ilość graczy: 2-6
  • Czas gry: ok. 180 minut
  • Cena: 189 zł

Plusy

  • absurdalny (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) humor
  • dużo odniesień do popkultury
  • spora liczba kart
  • idealna na spotkanie z mniej grającymi znajomymi
  • daje mnóstwo emocji
  • dużo interakcji nie niszczącej związków i przyjaźni

Minusy

  • mechanicznie to zaledwie klon Talizmanu
  • duża losowość, niewielka strategia
  • co będzie, gdy magia poznawania nowych kart pryśnie?

 

PS. To jedna z moich ulubionych kart :D Haha. Kryl.

penny dreadfun