Gram na Planszy

Zamki Caladale – recenzja

Opublikowany:
Przez: Bartek Cieślak

Zamki Caladale to gra z serii wydawniczej 2 Pionki, która chociaż ma banalne zasady, to okazała się nie lada zaskoczeniem. Podczas gry szarpały mną skrajne emocje, ale które w końcu zwyciężyły? O tym przekonacie się z recenzji.

Moje pierwsze zetknięcie z grą nie było najlepsze. Żona tak kombinowała z budową swojego zamku, że się przyblokowała i niewiele mogła zrobić, a ja, chociaż nie miałem takiego problemu, to jednak nie czułem specjalnej satysfakcji. „To wszystko? Serio?” Wiedziałem wcześniej, że Zamki Caladale to gra prosta, rodzinna, ale nie sądziłem, że nieco podobne Kingdomino będzie przy niej naprawdę skomplikowaną grą. Przesadzam? Nie wydaje mi się, ale oceńcie sami:

Dostajemy kafelek startowy, który ma jeden z trzech motywów: kamień, cegła, drzewo.

Na planszy umieszczamy losowo dobrane 9 kafelków zamku.

W naszym ruchu musimy wziąć kafelek – 1 z 9 lub w ciemno – i dołożyć go do swojego zamku, budując go od dołu w górę, zachowując pewne prawa fizyki, czyli nie rozbudowując za bardzo na boki bez odpowiedniego podparcia. No i oczywiście dopasowując motyw do motywu.

Kafelki zamku w każdej chwili możemy przemieszczać, układać itd.

zamki caladale

Punktacja na koniec to po 2 punkty za każdy kafelek w naszym zamku i 2, jeśli jest on skończony, a więc jest otoczony przez nieprzerwaną linię nieba. Po 1 punkcie dostajemy za każdy nieużyty kafelek zamku, a po 2 punkty tracimy za każdą „otwartą” krawędź. A, i po jednym punkcie za kafelek wieży (taki z flagą, który jako jedyny zawsze musi być ułożony w pozycji pionowej. I to by było na tyle.

Brzmi bardzo prosto i takie jest. Po pierwszej partii długo nie miałem specjalnie ochoty na kolejną, ale w końcu zagrałem w wariant solo. I zaskoczyło! Co się zmieniło?

Okazało się, że do Zamków Caladale należy podejść jak do zabawy, a nie gry. Grając samemu czerpałem z tego o wiele większą przyjemność. To nadal była prosta i szybka rozgrywka, bez większych problemów natury optymalizacyjnej, które pojawiają się w wielu innych tytułach, ale tym razem było to fajne. Próba zbudowania jak największego zamku, „walka” z kolejnymi kafelkami i staranie się, by odpowiednio je upchnąć do naszej budowli i dać sobie jeszcze miejsce na kolejne elementy…

zamki caladale

W tym momencie Zamki Caladale stały się planszową wersją klocków Lego, z których budowało się najróżniejsze budowle. A robiło się to nie żeby coś wygrać, ale żeby fajnie spędzać czas i dać wyraz swojej kreatywności. Oczywiście Lego pozwalały na nieco więcej, ale to właśnie porównanie od razu przyszło mi do głowy, gdy okazało się, że w nosie mam punkty za mój zamek – po prostu chcę, żeby był jak największy! :)

Wariant solo ma nieco różnic: kafelków nie można przekładać, nie można brać w ciemno, a wzięty musi być od razu użyty – jeżeli nie możesz już dołożyć kafelka, to kończysz budowę i liczysz punkty w bardzo podobny sposób jak w wariancie wieloosobowym (nie dodajesz punktów za odwrócone kafelki, bo takich nie możesz mieć). I to tyle. Punkty policzyłem, ale po to, żeby mieć porównanie dla kolejnych zamków. Tym bardziej, że nie ma żadnej tabelki informującej o tym, czy zdobyty wynik oznacza mistrza budownictwa, czy nadwornego klauna, który budować może, ale co najwyżej właśnie z klocków.

Zakładam jednak, że twórca gry miał podobne odczucia, ponieważ nawet w instrukcji znajdziemy obok wariantu standardowego wariant „gra swobodna”, w którym po prostu możemy wspólnie z innymi budować jeden wielki zamek. Z dzieciakami na pewno byłaby to fajna zabawa, ale czy Zamki Caladale faktycznie pojawiłyby się na stole, gdyby przyszli znajomi w coś pograć?

zamki caladale

Wykonanie

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to okładka, która jest milion razy lepsza od tej oryginalnej. Brawo! Poza tym wszystko jest też na plus: kafle są twarde i porządne, całkiem fajnie ilustrowane, z wieloma drobiazgami, których wynajdowanie sprawia trochę dodatkowej frajdy. Oprócz tego mamy cztery pionki w różnych kształtach do podliczania punktów, „początkowy teren trawiasty” oraz planszę na kafelki, która po drugiej stronie ma również tor punktacji. Fajne jest to, że plansza z obu stron ma wypisane również podsumowanie zasad – odpowiednio liczby kafelków w danym wariancie i za co przyznawane są punkty.

Instrukcja mogłaby być nieco lepsza, ale to już standard :)

Podsumowanie

Zamki Caladale to bardzo specyficzny produkt. Przede wszystkim ciężką nazwać je grą. A jeżeli miałbym oceniać je jako grę, to nie byłaby to ocena pozytywna. Zasady są proste jak budowa cepa, poziom trudności w zasadzie zerowy, a zdobywanie punktów automatyczne i nie dające żadnych emocji. Jako gra Zamki Caladale nie zdaje dla mnie egzaminu.

Jeżeli jednak jesteście gotowi podejść do Zamków Caladale jak do zabawy w budowanie i przez 20 minut z kolejnych kafelków układać coraz bardziej okazały zamek, to nie mogliście trafić lepiej.Może to być jednak fajna alternatywa dla klocków czy puzzli. Przy takim nastawieniu tytuł ten pokazuje swoją dobrą stronę i naprawdę daje sporo frajdy, bowiem próba wybudowania monumentalnego zamku nie jest tu taka prosta i trzeba się trochę nagimnastykować, żeby móc z satysfakcją spojrzeć na efekt końcowy.

Sprawdza się to przede wszystkim w wariancie solo. W grze na więcej osób trzeba byłoby poszukać graczy, którzy potrafiliby podejść do Zamków Caladale w taki sam sposób. I przystosować zasady, bo te na dwóch i więcej graczy są zbyt banalne i nudne. Dla dzieci mogłaby to być fajna zabawa, ale ja przy Zamkach Caladale bawiłem się dobrze tylko, gdy samemu owe zamki budowałem. „Grając” z kimś czułem się tylko jakby ktoś podkradał mi klocki. A jak może jeszcze pamiętacie z dzieciństwa, nie ma w tym nic fajnego.

zamki caladale

Podstawowe informacje

  • Autor: David Wilkinson
  • Wydawnictwo: 2 Pionki
  • Wiek: 8+
  • Ilość graczy: 1-4
  • Czas gry: ok. 20 minut
  • Cena: ok. 60 zł

Plusy

  • bardzo proste zasady
  • szybkie przygotowanie do gry
  • dobra jakość wydania
  • fajnie działa solo
  • różne warianty rozgrywki
  • pozwala wrócić do czasów dzieciństwa i budować, budować…

Minusy

  • to zabawa, a nie gra