Gram na Planszy

Cienie: Amsterdam – recenzja

Opublikowany:
Przez: Bartek Cieślak

Prosząc wydawnictwo Rebel o egzemplarz tej gry do recenzji nie miałem wielkich oczekiwań. Cienie: Amsterdam urzekły mnie swoim wyglądam i tylko dlatego znalazły się na moim radarze. W sumie, to nawet nie wiedziałem na czym polega ta gra. Okazało się, że chociaż był to strzał w ciemno, to w samą dziesiątkę!

Piękny Amsterdam

Zacznę może od wyglądu, bo to przykuła od razu moją uwagę. Za grafiki odpowiada tu M81 Studio, które musiało się przy grze sporo napracować, ponieważ każda z 84 kart zaszyfrowanych wiadomości ma unikalną ilustrację. Do tego każda z siedmiu dzielnic składa się z pięciu kolejnych heksów, a ponieważ są one podwójne, to mamy 70 kolejnych ilustracji. Większość jest dosyć szczegółowa i spokojnie mogłyby robić jako kadry z filmów Disneya.

Co ciekawe, niektóre z kart faktycznie wyglądają na wyjęte prosto z Amsterdamu, jak choćby kibice miejscowego Ajaxu, co każe wierzyć, że duża ich część – a być może wszystkie – faktycznie osadzone są w tym holenderskim mieście.

Poza tymi robiącymi grę elementami, w pudełku znajdziemy jeszcze dwie figurki detektywów, trochę żetonów, dwie zasłonki i 40 dwustronnych kart map.

cienie: amsterdam

Wprowadzenie do gry

Na początku gry budujemy z 6 dzielnic swoje unikalne miasto, uzupełniając cztery luki kartami wiadomości. W ten sposób możemy być pewni, że układ naszego miasta będzie w każdej grze nieco inny, co ma nie lada znaczenie dla regrywalności.

Gracze dzielą się na dwie drużyny, a w każdej musi zostać wyłoniony oficer prowadzący. Jego zadaniem będzie dawać wskazówki swoim detektywom, którzy będą poruszać się po mieście w poszukiwaniu dowodów zbrodni, której nie potrafi rozwiązać policja.

Oficerowie obu drużyn siadają obok siebie i ukrywają za zasłonkami tę samą mapę miasta. Na niej zaznaczone są przede wszystkim unikalne dowody dla każdej z drużyn (po 3), ale również po 3 dowody wspólne dla obu drużyn. Ponadto zaznaczone są na nich miejscówki policji, której należy unikać, a także dwa miejsca, w których możemy spotkać się z klientem, gdy zbierzemy trzy dowody. Drużyna, która jako pierwsza dotrze do klienta z dowodami, wygrywa rundę. Drużyna, która jako pierwsza wygra dwie rundy, wygrywa grę!

cienie: amsterdam

Rozgrywka

Jak jednak zdobyć te dowody? Detektywi zaczynają w samym sercu Amsterdamu i czekają na wskazówki od oficerów. 10 kart wiadomości rozkładanych jest przy oficerach i to właśnie za ich pomocą muszą oni „poruszać” swoimi wspólnikami. Otóż przekazanie jednej karty wiadomości swojemu zespołowi mówi mu, że ma poruszyć pionkiem dokładnie o jedno pole. Na które? Z dostępnych miejsc w zasięgu musi zespół wybrać to, na które ich zdaniem wskazuje zaszyfrowana wiadomość.

Jeżeli oficer przekaże zespołowi dwie karty, to obie wskazują – w mniej lub bardziej pokrętny sposób – miejsce oddalone dokładnie o 2 pola od miejsca, na którym znajduje się figurka detektywa. Jest więc łatwiej, bo mamy dwie opcje naprowadzenia zespołu na właściwy kafelek, ale też trudniej, bo miejsc oddalonych o dwa pola jest więcej niż miejsc o jedno.

Warto jednak próbować, ponieważ czasem musimy ominąć jakieś pole, bo znajduje się na nim policja. Jeżeli zespół podejmie decyzję, przenosi swój pionek na wybrane miejsce. Oficer nie mówi nic przez całą grę, ale podejmuje odpowiednie działanie w oparciu o lokację, do której przenieśli się jego detektywi: jeżeli na polu znajduje się dowód, zaznacza go na mapie. Jeżeli znajduje się na nim policja, zaznacza jedno spotkanie z policją na specjalnym torze. Przy trzecim spotkaniu grę wygrywa drużyna przeciwna, ponieważ policja nie lubi, jak „amatorzy” mieszają się do ich pracy. Zatrzymanie się na polu klienta nic nie robi, dopóki nie mamy dla niego trzech dowodów. A puste pole jest… no cóż, puste.

Brzmi fajnie? Moim zdaniem tak! Ta gra to swego rodzaju połączenie Tajniaków z Dixitem. Ale to nie koniec! Jest jeszcze jedna, dosyć ważna rzecz, która przy okazji sprawia, że ten tytuł jest jeszcze lepszy. Być może nawet lepszy od tych dwóch gier. O co chodzi?

Cienie: Amsterdam to gra, którą rozgrywamy… w czasie rzeczywistym! Nie ma tu żadnych tur ani nic takiego: obie drużyny grają tak szybko, jak są w stanie i toczą ze sobą wyścig której pierwszej uda się dotrzeć do klienta z dowodami! Zdecydujecie się na jeden łatwy krok, czy może dwa na raz? Jaką trasę wybierzecie? Czy detektywi pójdą tam, gdzie powinni? Jak dostosujesz się do ich decyzji? Gdzie pójdzie drużyna przeciwna? Wszystko to trzeba brać pod uwagę i pamiętać o tym, że w momencie, gdy my szukamy odpowiedniej wskazówki, rywale mogą pokonywać kolejne pola.

cienie: amsterdam

Wrażenia

Lubię Dixit i mam prawie wszystkie dodatki do niego, ale mimo wszystko jest to gra, którą wyjmuje się dwa razy w roku – na Wielkanoc i Boże Narodzenie.

Tajniacy to już częściej pojawiający się tytuł na stole, ale potrafi irytować, a także bardzo się przedłużać. Jeśli ktoś nie ma pomysłu na hasła, to albo będzie podawał pojedynczo, przez co cała zabawa traci sens, albo będzie myślał po kilka minut nad każdym, przez co wszyscy szybko zasną. A przynajmniej stracą flow gry.

Cienie: Amsterdam natomiast to swego rodzaju miks obu tych tytułów, do którego dorzucamy presję czasu. Ale nie presję sztuczną jak ograniczona ilość rund czy klepsydra. Tutaj licznikiem jest drużyna rywali i to do nich musimy się dostosować. Może być więc raz więcej czasu do namysłu, innym razem mniej, ale gra w większości przypadków pozostaje bardzo dynamiczna i emocjonująca.

Tym bardziej, że sytuacja cały czas się zmienia. Możemy sobie wszystko pięknie zaplanować, ale jeśli nie dostaniemy dobrych kart i/lub drużyna nie zrozumie naszych wskazówek, to trzeba cały czas dostosowywać swoje działania. To jest jednak też fajne: żaden błąd nie oznacza końca gry lub straty szans na zwycięstwo. Dopiero wejście na trzecie pole z policją jest definitywnym końcem, ale też tylko jednej rundy, a nie całej gry.

Ponadto przekazywanie wskazówek za pomocą obrazków zdejmuje wielką presję z osoby, która ma to robić. Podobnie zresztą z osób zgadujących. Tym bardziej, że w trakcie gry oficer nie może rozmawiać z detektywami, a puste pole nie oznacza, że poszliśmy źle. Jest więc o wiele mniej pretensji do siebie, że jeden nie zrozumiał, a drugi daje głupie wskazówki. Albo, że ktoś myśli za długo. Czasem nawet wejście na pole z policją nie musi być złym odczytaniem zamiarów – w końcu jedno nic nie zmienia, a czasem taki ruch jest szybki dzięki dobrej karcie, a do tego w dobrym kierunku.

cienie: amsterdam

Skalowalność

Jak może zauważyliście, skoro mówiłem o dwóch drużynach, w których musi być oficer i przynajmniej jeden detektyw, to oznacza to, że potrzebujemy minimum czterech osób. Do gry drużynowej: tak.

Instrukcja przewiduje jednak jeszcze wariant 2-3 osobowy, w którym gracze stanowią jedną drużynę, a ścigają się tylko z presją czasu. 15 minut dostajemy, jeżeli jesteśmy zupełnie początkujący w tej grze. Kolejne poziomy to Nowicjusz (8 minut), Agent (5 minut) i Mistrz (3 minuty). Do odmierzania czasu jest specjalna aplikacja (darmowa), ale możemy też liczyć go w dowolny sposób na własną rękę.

Wariant ten jest nieco słabszy niż drużynowy, ale większość frajdy wciąż pozostaje, więc nazwałbym go dobry+. W porównaniu do bardzo dobrego drużynowego. Nie wiem, czy kupno tylko na grę w 2-3 osoby ma sens, ale na pewno jest on grywalny i nie jest doklejony na siłę.

Podsumowanie

Cienie: Amsterdam to gra, która bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. I na pewno sprawiła, że Tajniacy pójdą w odstawkę lub wręcz na sprzedaż. Dixit trzyma się mocno, ale jak już mówiłem, to gra wyjmowana od święta (dosłownie). Cienie: Amsterdam moim zdaniem eliminują wszelkie problemy, jakie miałem z Tajniakami, a przy okazji wprowadzają element prawdziwych emocji. To gra szybka, łatwa i przyjemna. A do tego bardzo ładna i fajnie wydana. Spodoba się rodzinom, początkującym graczom i starym wyjadaczom. Idealna imprezówka, przy której można się pośmiać, pokombinować i podenerwować (ale w ten pozytywny sposób). Ja jestem bardzo miło zaskoczony i wiem, że zostanie w naszej kolekcji długi czas. I bardzo cieszę się, że zabierzemy ją na święta i będzie okazja pograć w nią z resztą rodziny.

cienie: amsterdam

Podstawowe informacje

  • Autor: Mathieu Aubert
  • Wydawnictwo: Rebel
  • Wiek: 10+
  • Ilość graczy: 2-8
  • Czas gry: 30 minut
  • Cena: ok. 75 zł

Plusy

  • dużo bardzo ładnych ilustracji
  • świetne połączenie Dixita i Tajniaków (z elementami Tajemniczego Domostwa i Szybkich i ściganych)
  • łatwe do wytłumaczenia zasady
  • sprawdzi się w każdym towarzystwie
  • daje sporo zabawy i emocji
  • duża regrywalność

Minusy

  • nie stwierdzono